Import rośnie, bo rosyjska gospodarka jest mało konkurencyjna. Do tego silny rubel pozbawia ją cenowej przewagi, tłumaczą ekonomiści z Centrum Rozwoju Wyższej Szkoły Ekonomii. Ich zdaniem nawet przy tempie wzrostu importu na poziomie 25-30 proc. rubel szybko może zaleźć się na granicy dewaluacji i to zaraz po wyborach prezydenckich.

Eksperci widzą dwa scenariusze wydarzeń: pełzająca dewaluacja na poziomie 10-15 proc. rocznie; albo gwałtowne załamanie kursu.

W prognozie rządowej, jak przypomina Niezawisimaja Gazieta, osłabienie do 33,8 rubli za dolara (teraz 27,81) jest możliwe tylko przy spadku ceny ropy do 70 dol./baryłka.

- Obserwujemy pełną zależność eksportu od cen surowców, co powoduje, że rubel jest walutą skrajnie niestabilną - uważa analityk Georgij Jelcow z Solid Menagment.

- Ujemne saldo obrotów, do którego się zbliżamy, nie jest dla nikogo tajemnicą. Eksport towarów energetycznych pozostaje na niezmienionym poziomie, natomiast import rośnie gwałtownie - zauważa analityk grupy BKS Maksim Łoboda.

- Do wzrostu importu dochodzi odpływ kapitału z Rosji, co do końca roku doprowadzi do ujemnego salda i osłabienia rubla o 10 proc. Ale ponieważ będzie to się dziać stopniowo to katastrofy nie będzie. Niektóre towary podrożeją o 10-15 proc. - uważa Aleksandr Fiedorow ze stowarzyszenia przedsiębiorców „Diełowaja Rossija".