Problem dotyczy Regionalnych Instalacji Przetwarzania Odpadów Komunalnych (RIPOK) mających po 1 lipca br. stanowić główny element nowego systemu gospodarki odpadami. Znajdują się one na listach urzędów marszałkowskich, spełniają określone standardy i to głównie do nich powinny trafiać śmieci. Ale nie zawsze tak się dzieje. Nieuczciwi przedsiębiorcy korzystają z braku kontroli ze strony samorządów i urzędników inspekcji sanitarnej i pozbywają się odpadów w szarej strefie.

Śmieci do wyrobiska

A jest na czym zarobić. Podczas gdy w instalacji za tonę odpadów firma przywożąca śmieci musi zapłacić nawet 300 – 400 zł, to w nielegalnym wyrobisku jest w stanie pozbyć się ich za kilkadziesiąt złotych. Odpady zmieszane zgodnie z ustawą muszą trafiać do RIPOK, jednak nieuczciwe firmy nadają im kody np. odpadów selektywnie zebranych albo tzw. paliwa alternatywnego, a te mogą już trafiać do innych instalacji i tak się dzieje.

Adam Suliga, wiceprezes miejskiej spółki Radkom z Radomia, która zarządza dwiema regionalnymi instalacjami do zagospodarowania odpadów komunalnych, linią segregacji i składowiskiem, uważa, że to zbyt długi okres przejściowy wejścia w życie ustawy o utrzymaniu czystości i porządku w gminach, która zacznie w najważniejszych aspektach obowiązywać od najbliższego poniedziałku, otworzył pole do wielu nieprawidłowości.

W Radkomie firmy dostarczające odpady za odbiór tony odpadów płacą ok. 213 zł netto. W tej cenie jest ok. 100 zł, które zakład musi ponieść z tytułu korzystania ze środowiska. – Nie ma szans, by firma, która działa zgodnie z przepisami, była konkurencyjna w stosunku do nielegalnych wyrobisk, na których można podobno pozbyć się śmieci po ok. 60–70 zł za tonę płacone pod stołem – mówi Suliga. Uważa, że problem może nie zniknąć, bo choć wiele gmin poważnie podeszło do nowych obowiązków i w specyfikacjach przetargowych na firmę odbierającą odpady zawarło obwarowania umożliwiające samorządom kontrolę, co dzieje się z odpadami, to część gmin nie będzie chciała z takiej możliwości korzystać.

– Sądzę, że w nowej rzeczywistości indywidualnym obywatelom nie będzie się już opłacało wywożenie odpadów do lasów, ale mogą znaleźć się firmy, które tak będą postępować – mówi Suliga.

GPS na pomoc

Krzysztof Kawczyński, ekspert ds. gospodarki odpadami Krajowej Izby Gospodarczej, do której z prośbą o pomoc w walce z szarą strefą zwracają się ostatnio przedstawiciele RIPOK, jest przekonany, że sytuacja będzie gorsza.

– Samorządowcom nie zależy na kontroli, dokąd trafiają odpady, ale na tym, by zostały odebrane, mieszkańcy zapłacili za to jak najniższą opłatę, a oni sami zostali wybrani na następną kadencję. Inspekcja sanitarna przyznaje natomiast wprost, że nie ma ani ludzi, ani środków, by prowadzić odpowiednie kontrole – mówi Kawczyński.

Problemu nie ma Andrzej Kaczmarek, prezes firmy Eko-Region Bełchatów. Firma wysłała do wszystkich gmin i firm odbierających śmieci działających w regionie pisma informujące, że od stycznia br. mają obowiązek dostarczać odpady do RIPOK. – Dodaliśmy informację, że dwukrotne niedostarczenie odpadów grozi wykreśleniem takiego przedsiębiorcy z rejestru. Myślę, że to spowodowało naciski gmin, by firmy działały zgodnie z przepisami – mówi Kaczmarek. Z każdym miesiącem ilość odpadów, która trafia do jego instalacji, rośnie. Kaczmarek zauważa, że od maja samochody odbierające śmieci muszą być wyposażone w systemy GPS, co daje gminom skuteczne narzędzie do kontroli, gdzie trafiają śmieci ich mieszkańców.

Na razie szefowie części instalacji zawiązali Radę RIPOK, która ma walczyć z nieprawidłowościami na rynku. – Działając w grupie, mamy większe szanse na wypracowanie dobrych rozwiązań dla całego systemu i mieszkańców – podkreśla Piotr Szewczyk,  prezes Zakładu Unieszkodliwiania Odpadów Komunalnych Orli Staw.