W filmie Borysa Lankosza, który w piątek wchodzi na ekrany kin Dorociński gra podwójną rolę. Na festiwalu w Gdyni dostał za nią nagrodę aktorską. Dodatkową i dość niezwykłą „gratyfikacją“ jest wspomniana rzeźba.
– Jak dobrze pójdzie, fanki Marcina będą kiedyś do niej pielgrzymować – komentuje z uśmiechem reżyser filmu. Współscenograf Magdalena Dipont zdradza, że w rysach kamiennej postaci szukano podobieństw do bohatera granego przez Dorocińskiego.
Sam aktor podchodzi do tematu ze spokojem. – Nie ma znaczenia, która z figur została w filmie pokazana. Chodziło o symbol. Cały PKiN jest jedną wielką socrealistyczną figurą, pomnikiem niezbyt chlubnej przeszłości – stwierdza.
Prywatnie ma z Pałacem pozytywne skojarzenia. Przede wszystkim z powodu mieszczącego się w nim Teatru Dramatycznego. – To od dwunastu lat moje miejsce pracy. Spotykam tu fantastycznych ludzi, czuję się jak w domu – zapewnia.
[srodtytul]Drogowskazy i zakamarki[/srodtytul]
Filmowo Dorociński jest też mocno związany z Dworcem Centralnym, ważnym miejscem w „Boisku bezdomnych“ Kasi Adamik. – Niesamowite było granie między autentycznymi podróżnymi. Mogliśmy poznać to miejsce niemal od podszewki, zajrzeć w jego zakamarki – opowiada.
Dzięki „Boisku bezdomnych“ mógł też wejść na Stadion Dziesięciolecia, kiedy był on już zamknięty. – To obiekt ważny dla warszawiaków. Najpierw jako miejsce sportowej rywalizacji, potem targowisko, a niedługo – znów narodowy stadion. Spędzaliśmy na nim dużo czasu, trenowaliśmy, czasami spaliśmy w pakamerze, która się tam znajdowała. To było długie pożegnanie stadionu – wspomina aktor.
W serialu „Pitbull“ Patryka Vegi Warszawa obecna jest nieustająco, ale pojawia się jedynie w tle. – Sceny kręciliśmy w przeróżnych rejonach miasta, od Pragi po Włochy. Do pałacu Mostowskich ekipa została wpuszczona dopiero w drugiej serii, po sukcesie pierwszych odcinków. Wcześniej policja nie chciała, by to miejsce było kojarzone z naszym serialem – wspomina Marcin Dorociński.
„Pitbull“ był produkcją współczesną i takie też plenery pokazywał. Pracując na planie „Rewersu“ aktor trafiał w miejsca, które zachowały klimat lat 50. – To naprawdę niewielkie fragmenty, ale „podrasowane“ przez scenografa wyglądają w filmie całkiem przekonująco – podkreśla.Odpowiedniego klimatu dodawał także mrok. – Bójkę na ulicy Okopowej, przy murze cmentarza Żydowskiego kręciliśmy, kiedy było już całkiem ciemno – opowiada aktor. W przyćmionym świetle pokazana została także sala dawnego kina Ochota.
– Nie byłem tu na żadnym filmie. Nie mam stosunku emocjonalnego do tego miejsca, ale cieszę się, że dzięki staraniom Krystyny Jandy nie powstanie tu kolejny sklep, tylko miejsce twórczych działań – komentuje Dorociński.
[srodtytul]Cinema Paradiso[/srodtytul]
Ostatnio rzadko chodzi do kina. Jeżeli już mu się to zdarzy, unika multipleksów i wybiera sale kameralne, w dawnym stylu. Z klimatem, jak w filmie Giuseppe Tornatore. – Lubiłem Kino Paradiso, w dawnym Muzeum Lenina obecnie Muzeum Niepodległości, ale kilka miesięcy temu zakończyło działalność. Szkoda – mówi.
Pierwszy seans, jaki zapamiętał z dzieciństwa, odbył się w kinie Wolność w Grodzisku Mazowieckim. Była to „Akademia Pana Kleksa“.
Czytaj więcej w [link= http://www.zw.com.pl/artykul/6,419369_Najblizsze_otoczenie.html]Życiu Warszawy[/link]