Reklama

Debiutancka powieść Stephena Kinga znów wraca na ekrany

Kolejna filmowa wersja „Carrie” to bardzo wierny remake klasycznej adaptacji Briana de Palmy - pisze Marek Sadowski.

Aktualizacja: 18.10.2013 10:04 Publikacja: 18.10.2013 09:04

Julianne Moore świetnie zagrała despotyczną matkę

Julianne Moore świetnie zagrała despotyczną matkę

Foto: Forum Film Poland

Hollywoodzka fabryka snów zmagaa się z brakiem interesujących scenariuszy, zatem próbuje się ratować na dwa sposoby. Albo kupuje prawa do realizacji własnych wersji filmów, które osiągnęły sukcesy komercyjne w Europie czy ostatnio także w Korei Południowej. Albo też realizuje uwspółcześnione wersje amerykańskich hitów sprzed lat.

Zobacz galerię zdjęć

Tym razem padło na „Carrie” (1976) Briana De Palmy uznawaną przez historyków kina za niedoścignioną klasykę horroru.

Ten film był ekranizacją pierwszej, wydanej dwa lata wcześniej, powieści Stephena Kinga, której bohaterką była zakompleksiona licealistka obdarzona paranormalnymi zdolnościami. Odniósł nie tylko sukces komercyjny (zarobił 34 mln dolarów przy dwumilionowym budżecie), ale także artystyczny.

Sissy Spacek grająca tytułową bohaterkę i Piper Laurie w roli jej matki nominowano do Oscara, a wiele pomysłów reżysera wielokrotnie kopiowano i naśladowano.

Reklama
Reklama

Taki sukces, także na rynku księgarskim (w Polsce powieść Kinga wydano sześciokrotnie, ale dopiero po 1989 r.), sprawił, że „Carrie” nadal kusiła nie tylko filmowców. Na Broadwayu w 1988 r. powstał nawet musical, ale zdjęto go ze sceny po zaledwie 21 przedstawieniach. W 1999 r. powstał również nieudany remake „Carrie 2” Katt Shea, a w 2002 r. mało znana adaptacja telewizyjna Davida Carsona – pilot niezrealizowanego nigdy serialu.

Do realizacji najnowszej wersji „Carrie” producenci zaangażowali jako scenarzystę cenionego dramaturga i twórcę komiksów Roberta Aguirre-Sacasę, autora udanej komiksowej adaptacji powieści Kinga „Bastion”. Reżyserię powierzyli Kimberly Peirce („Nie czas na łzy”). Warto pamiętać, że literacki oryginał to w znacznej części powieść epistolarna, a więc słabo przekładalna na język kina.

Twórcy najnowszej wersji nie próbowali szukać jakichś nowych rozwiązań, poszli – wręcz niewolniczo – tropami autorów pierwszej ekranizacji. Całkowicie odmienna jest tylko scena finałowa. De Palma zrealizował horror bardzo mocno podbudowany psychoanalizą. U Peirce charakterystyczne dla gatunku makabryczne obrazy poprzedza napięcie rodem z thrillera.

Za sprawą rozwoju techniki filmowej dziś nawet najbardziej nieprawdopodobne sceny wyglądają naturalnie. I twórcy najnowszej wersji korzystają z tej możliwości z sukcesem. Chloe Grace Moretz jest świetna zarówno jako zahukana Carrie White, urzekająca niewinnym wdziękiem, jak i jako okrutny demon zemsty. Despotyczną, nadopiekuńczą, pogrążoną w religijnym fanatyzmie matkę zagrała przekonująco Julianne Moore.

 

 

Reklama
Reklama

 

 

 

 

 

 

Reklama
Reklama
Film
Berlinale: Złoty Niedźwiedź dla mocnych „Yellow Letters” na festiwalu pokaleczonego świata
Materiał Promocyjny
Jak osiągnąć sukces w sprzedaży online?
Film
Berlinale 2026: Pierwsze nagrody rozdane
Film
Legenda wraca na ekrany. Co wiemy o nowym filmie „Adam”?
Film
Nie żyje Eric Dane, gwiazdor serialu „Chirurdzy”. Miał 53 lata
Materiał Promocyjny
Presja dorastania i kryzys samooceny. Dlaczego nastolatki potrzebują realnego wsparcia
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama