Dla "Rzeczpospolitej"
Jan Nowicki,
aktor
To są sytuacje, gdy zwykle wypada milczeć. Nie spotykałem się w ostatnich latach z panem Tadeuszem... ale to chyba on powiedział, że śmierć o nim zapomniała.
Był mocnym, silnym Litwinem. Zmarł wielki gość, wspaniały, niewysokiego wzrostu. Niezapomniany reżyser, pisarz, przyjaciel Gustawa Holoubka. Ich rozmowy były słynne, zawsze się chciało ich słuchać.
Odchodzą niepodważalne autorytety: Giedroyć, Kołakowski, Szymborska. Konwicki to był człowiek z tej paki. Będzie trudno wypełnić lukę po takim człowieku jak on. Ale też nie sądzę, żeby współczesny świat nawet próbował zastępować takich jak on. Dziś króluje bylejakość.
Kiedyś nazwałem go aniołem, bo miał coś w sobie anielskiego. Był aniołem literatury, aniołem filmu, aniołem towarzyskim. Ta jego zielona kurtka, zachrypnięty głos, sarkazm, nie mówiąc już o wspaniałej literaturze... Moją ulubioną książką Tadeusza Konwickiego była powieść "Bohiń", nie wiem dlaczego do tej pory nie powstała jeszcze jej filmowa adaptacja. To jeden z najpiękniejszych portretów kobiecych, jakie powstały w literaturze.
Wielka szkoda, że odszedł, ale też naturalna kolej rzeczy.
-mku