–  Podjęliście decyzję, żeby z tego świata zrobić wasz świat! To, czego chcesz, jest tym, czym jesteś! – krzyczy w filmie „Guru” młody mężczyzna do ludzi, którzy przyszli na spotkanie z nim.

Reklama
Reklama

Idąc wśród rozentuzjazmowanego tłumu Mathieu Vasseur podchodzi do kolejnych osób. Potrafi rozmawiać, więc na przykład: nieśmiały, nieco wycofany programista gier wideo wobec setek ludzi wyzna, że niszczy go tajemnica z przeszłości. Przez całe dzieciństwo był gwałcony przez ojca. – Twoja wola jest silniejsza niż pamięć. Twoja przyszłość jest potężniejsza niż przeszłość – usłyszy od guru. Absolutny szał. Migają światła, chłopak, który jeszcze przed chwilą stał nieśmiało w tłumie, teraz jest bohaterem. Tylko co stanie się z nim dalej? 

Wielkie, kilkusetosobowe spotkania motywacyjne Mathieu Vasseura mają w uczestnikach odblokowywać ból wyniesiony z dzieciństwa. Ale nie są spontanicznymi zgromadzeniami. Francuski guru ma biuro i cały sztab pracowników „prześwietlających” osoby, które w Internecie kupują bilet na zbiorową sesję, wyszukujących najbardziej intymne szczegóły z ich życia. A jest jeszcze zakochana w Mathieu żona, która zawsze jest obok i nad wszystkim panuje ze studia pełnego monitorów jak w dobrze wyposażonej telewizji.

Pojawia się jednak problem: Vasseur dostaje wezwanie do Senatu, który przygotowuje ustawę mającą eliminować samozwańczych, niewykształconych uzdrowicieli. Tam, pytany o coaching i metody działania, staje się niemal oskarżonym. Senatorowie chcą, by osoby parające się coachingiem miały państwowy dyplom. Mathieu, podobnie jak wielu innych „uzdrawiaczy” go nie ma. Może stracić wszystko. 

A jest jeszcze brat, nieakceptujący jego działalności. Mathieu chcąc go zniszczyć, nie powstrzyma się przed niczym. I sam wpadnie w pułapkę. Cena okaże się wysoka. Krąg wokół niego się zacieśnia.

Co pozostaje? Może zacząć wielką karierę w Ameryce? Przecież jego idolem był zawsze słynny guru z Las Vegas.

 „Uzdrowiciele” na ekranie

Zadziwiające, jak niewiele było głośnych filmów o takich postaciach. Częściej „uzdrowiciele”  pojawiali się jako ci, u których szukali ratunku główni bohaterowie – chorzy, tracący nadzieję. Sceny zbiorowego uzdrawiania znalazły się m.in. w filmie Agnieszki Holland „Julia wraca do domu”, gdzie kobieta z ciężko chorym synem przyjeżdżała do uzdrowiciela leczącego dotykiem. Zbiorowe modlitwy i uzdrowienia pokazał Richard Pierce w filmie z 1992 r. „Leap of Faith”, gdzie Steve Martin organizował wielkie widowiska jako kaznodzieja i showman. 

Ale uzdrowiciele częściej stawali się bohaterami dokumentów. „Marjoe” w 1972 r. został uhonorowany Oscarem. Sarah Kornohan i Howard Smith opowiedzieli wówczas o Marjoe Gortnerze, który został uznany za guru w wieku 4 (!) lat, a jako dorosły człowiek przyznał, że jego wystąpienia były pełne wyuczonych kłamstw.  Znany stał się również film z 2006 r. „Jesus Camp” Rachel Grady i Heidi Ewing, o charyzmatycznym chrześcijańskim obozie letnim, gdzie dzieci były przekonywane, że mają „dary prorocze” i mogą „odzyskać Amerykę dla Chrystusa”.  

W „Guru” Yann Gozlan pokazał XXI-wieczną machinę biznesowo-reklamową napędzaną przez technologię i nowoczesne zdobywanie informacji, człowieka świadomie żerującego na cudzych niespełnieniach i niepokojach. Na tych, którzy – zdesperowani – czekają na kogoś, kto im przyniesie nadzieję i poczucie wyzwolenia. Pomoże pogodzić się z sobą samym, pokonać samotność, choćby na chwilę. Ten film, wbrew pozorom, bardzo dużo mówi o kondycji dzisiejszych  społeczeństw. Szkoda tylko, że twórcy w połowie filmu złamali tę konwencję, bardziej niż na kino psychologiczne stawiając na thriller. 

Pierre Niney, aktor rozchwytywany

„Guru” broni się jednak brawurową kreacją Pierre’a Nineya. Francuski aktor w wieku 21 lat był najmłodszym rezydentem Comédie-Française, a potem najmłodszym laureatem Cezara za główną rolę męską w „Yves Saint Laurent” Jalila Lesperta. Zagrał też wspaniałą, pełną tajemnicy postać wracającego z frontu żołnierza we „Franzu” François Ozona. A dziś niemal nie schodzi z planu. Ostatnio spory sukces odniósł jako Dantes w „Hrabim Monte Christo”, w tym roku na festiwalu w Cannes widzowie mogli go zobaczyć w „Historiach równoległych” Asghara Farhadiego. A razem z Yannem Gozlanem i Jeanem-Baptistem Delafonem, jest również współscenarzystą „Guru”. 

Dziś trenerzy organizujący masowe „terapie”są wszędzie, także w mediach społecznościowych.

Pierre Niney, aktor

– Wpadłem na pomysł „Guru” bardzo dawno – mówi 37-letni aktor. – Wrażenie zrobiła na mnie postać grana przez Toma Cruise’a w „Magnolii”. Dziś tacy trenerzy organizujący masowe „terapie” są wszędzie, także w mediach społecznościowych. I uderzyło mnie, że wciąż nie ma o nich filmu. Bardzo sumiennie zgłębiałem temat i spotkałem się z niejednym przypadkiem nadużyć. Na przykład w pewnej firmie dyrekcja zakontraktowała trenerów personalnych, którzy mieli motywować pracowników przez 10 dni. Pół roku później wciąż byli w firmie, a po roku przejęli kontrolę nad biznesem. Udało im się wyprać mózgi wszystkim.

Bohater „Guru” nie posuwa się do przejmowania firm. On po prostu znakomicie zarabia na biletach sprzedawanych na swoje sesje. I jest gotowy bronić intratnego biznesu za wszelką cenę. A chwilami sprawia wrażenie człowieka, który czuje, że ma do spełnienia misję. 

Gozlan i Niney podjęli temat ważny w zachodnim świecie pełnym ludzi okaleczonych psychicznie, niespełnionych, ukrywających traumy niepozwalające im spokojnie żyć. I choć w pewnej chwili zboczyli ku thrillerowi, to wciąż mamy do czynienia z ciekawym filmem o biznesie nieodpowiedzialnych hochsztaplerów wykorzystujących ludzkie cierpienie.