Być może ten deszcz wyróżnień jest również wyrazem hołdu Amerykańskiej Akademii Filmowej dla najstarszego i najbardziej amerykańskiego z filmowych gatunków. To pochwała woli przetrwania w ekstremalnych warunkach, walki z wrogą człowiekowi naturą i nie mniej groźnymi, złymi, pozbawionymi zasad moralnych ludźmi.
W Górach Skalistych
Balansujący na granicy życia i śmierci bohater nie poddaje się nigdy – taka opowieść idealnie wpisuje się w amerykańską mitologię.
„Zjawa" Alejandra Gonzalesa Inarritu jest epickim filmem o przetrwaniu i zemście, którego fabuła jest osadzona w latach 30. XIX wieku w obsypanych śniegiem Górach Skalistych. Główny bohater, traper Hugh Glass, to postać autentyczna. Był przewodnikiem pomagającym wojsku i myśliwym zatrudnionym przez kompanie futrzarskie, by nie zgubili się w górach oraz wystrzegali spotkań z Indianami.
Glass stał się legendą, gdy przeżył atak niedźwiedzia i poraniony, bliski śmierci, samotnie pokonując ponad 300 km, dotarł do ludzkich siedzib.
Scenarzysta Mark L. Smith wykorzystał biograficzną powieść Michaela Punkego (wydaną także w Polsce) i wzbogacił ją o własne pomysły, daleko wykraczające poza autentyczne zdarzenia, za to przydające całości dramatyzmu i sensacyjności. Chwilami fantazja i wiara, że widz łyknie nawet najbardziej nieprawdopodobne i pozbawione logiki sytuacje, poniosły scenarzystę zbyt daleko, co wywołuje efekt odwrotny do zamierzonego.
Filmowy Glass (Leonardo DiCaprio), pogryziony przez niedźwiedzia i porzucony na pewną śmierć przez towarzyszy, którzy wcześniej zabili mu syna, półkrwi Indianina, przeżywa kierowany pragnieniem zemsty. A znaczną część tego prawie trzygodzinnego, i powiedzmy szczerze przydługiego, filmu zajmuje samotna walka bohatera z cierpieniem, własnymi słabościami i dziką, przysypaną śniegiem przyrodą.
DiCaprio mało mówi
– Zazwyczaj wcielam się w elokwentnych bohaterów, którzy mają dużo do powiedzenia – stwierdził DiCaprio. – Tym razem mogłem zagrać kogoś, kto używa niewielu słów, za to wyraża siebie w inny sposób. Polegałem na intuicji i reagowałem na to, co dawała otaczająca mnie przyroda. Chodziło o zajrzenie w głąb siebie i wydobycie pierwotnych emocji oraz rozbudzenie instynktu przetrwania.
Leonardo DiCaprio zagrał z ogromnym poświęceniem, niezwykle naturalnie. Wręcz czujemy jego cierpienie, ogromny ból, zmęczenie, to, że rola fizycznie go wyniszcza i maltretuje. Jest dosłownie zjawą, przybyszem z innego świata, którym kieruje nie instynkt przetrwania, ale niepohamowana żądza zemsty.
Czy ten niewątpliwie świetny aktor wreszcie dostanie upragnionego Oscara? Wcześniej nominowano go już za grę w „Co gryzie Gilberta Grape'a?", „Aviatorze", „Krwawym diamencie" i „Wilku z Wall Street".
Twórcy do minimum ograniczyli fabułę i dialogi, by przedstawić naturę, równie piękną co przerażającą, a zarazem fascynującą swą dzikością. Wykreowany na ekranie świat jest czysty i zimny, hermetyczny i brutalny, z powodzeniem broniący się przed wdzierającą się doń cywilizacją białego człowieka. A ona jest brutalna i – dosłownie – brudna. Niemal całkowicie odciąga uwagę widzów od emocji bohaterów, co z czasem zaczyna nużyć. Dochodzi do tego poczucie déja vu, ponieważ scenarzysta zbyt często korzystał z fabularnych klisz.
Artysta i rzemieślnik
Nominowany za reżyserię Meksykanin Alejandro Gonzalez Inarritu to niekwestionowany specjalista od ukazywania na ekranie ludzkiego cierpienia, zafascynowany najciemniejszymi emocjami. Oscara już ma za „Birdmana" – autoironiczny pamflet na uczestników świata sztuki marzących o artystycznym sukcesie, który zawsze jednak zależy wyłącznie od przypadku. Wcześniej uznanie przyniosła mu tzw. trylogia śmierci („Amores perros", „21 gramów", „Babel" – nominacja), czyli opowieści o absurdalności, fatalizmie i nieodwracalności ludzkich losów.
„Zjawą" Inarritu udowodnił, że jest nie tylko artystą, ale także doskonałym rzemieślnikiem umiejącym poradzić sobie z ogromnym (135 mln dolarów) budżetem, nie rezygnując przy tym z własnych ambicji. Prawdziwym kolekcjonerem wyróżnień Amerykańskiej Akademii Filmowej jest również pochodzący z Meksyku operator Emmanuel Lubezki. Nominowany siedmiokrotnie, dwa razy odbierał statuetki – za „Grawitację" i „Birdmana".
Jego zdjęcia do „Zjawy" to kolejne potwierdzenie jego kreacyjnych możliwości. Prawdziwy majstersztyk. By nadać im naturalny bieg, powstawały chronologicznie w długich ujęciach, a jedynym oświetleniem było naturalne światło i ogień.
Kamera Lubezkiego pozwala wręcz dotknąć bohaterów, poczuć ich emocje. Z równą ekspresją wciąga w środek bitewnej potyczki, jak w przedstawienie „tak pięknych okoliczności przyrody".