— Warunkiem udzielenia takiej pomocy musi być gwarancja, że wspólne pieniądze nie mogą zostać wydane niezgodnie z przeznaczeniem — zastrzega się premier Czech, Mirek Topolanek.
Węgrzy chcieliby, aby Europejski program Stabilizacyjno-Integracyjny dawał rządom możliwość krótkoterminowego finansowania dla rządów, skoordynowanej restrukturyzacji prywatnego zadłużenia i dostarczenia kapitału przedsiębiorstwom naszego regionu. Ferenc Gyurcsanyi przedstawi drobiazgowo swój plan podczas niedzielnego szczytu w Brukseli.
Musimy zmniejszyć ryzyko w naszym regionie i same słowa nic tu nie pomogą. To Unia Europejska musi przyjąć na siebie wiodącą rolę. Taki pakiet wyhamuje szybką deprecjację naszych narodowych walut, co teraz jest w naszym regionie największym zagrożeniem — powiedział Gyurcsanyi Bloombergowi.
— Musimy także pobudzić świadomość wyzwań w naszym regionie i zbudować ramy do skoordynowanych działań — dodał premier Węgier. Zdaniem Mirka Topolanka jednak system subsydiów i niezgodnego z prawem wsparcia finansowego nie przyniesie pożądanych owoców, a jedynie „grona gniewu” — uważa Topolanek.
Jego zdaniem im więcej pieniędzy zostanie rozdanych, tym większa kontrola będzie potrzebna dla zbadania sposobu w jaki zostały wydane i czy rzeczywiście posłużyły one zgodnie z celem przeznaczenia i tym więcej będzie przypadków nieprawidłowego ich użycia — dodaje.
Jego zdaniem również w czasach kryzysu Unia nie może poświęcić swoich zasad budżetowania, bo kraje członkowskie mają własne pomysły na walkę z kryzysem, nie mówiąc już o tym że w żadnym wypadku protekcjonizm nie może szkodzić wolnemu handlowi. —Bez prawdziwej jedności UE nie poradzi sobie z recesją i nie będzie w stanie mieć wpływu na swoją przyszłość na polu międzynarodowym — podkreśla premier Topolanek.
[i]bloomberg, Financial Times[/i]