Młodzi polscy artyści mają znacznie więcej szczęścia niż ich profesorowie. Przed 1989 r. nawet najlepsi twórcy sprzedawali swoje obrazy zagranicznym turystom za 100 – 200 dolarów. Dziś za takie pieniądze nie kupi się pracy zdolnego studenta.
Co roku pojawia się kilku twórców, którzy w zdumiewającym tempie torują sobie drogę do najlepszych galerii, również zagranicznych. Wiąże się z tym szybki wzrost cen. Jeśli ktoś półtora roku temu kupił za 4 tys. zł obraz wówczas krakowskiego studenta Tomasza Kowalskiego, do dziś zyskał 1000 proc. I nie jest to przykład odosobniony.
Znaczącą rolę na naszym rynku sztuki odgrywają obecnie absolwenci poznańskiej ASP. Prace wielu z nich znalazły się w dwóch wydawnictwach (jednym z nich jest teka stanowiąca przekorny hołd dla Andrzeja Wróblewskiego) firmowanych przez blog internetowy ArtBazaar Piotra Bazylki i Krzysztofa Masiewicza.
W dużej mierze dzięki współpracy z tą właśnie grupą młodych artystów sukcesy odnoszą warszawska Galeria Leto i poznański Pies. Kolekcjonerów i inwestorów reprezentujących pokolenie dobrze zarabiających trzydziesto- i czterdziestolatków nie zniechęcają nawet bardzo nietypowe techniki i środki wyrazu stosowane przez młodych twórców.
[ramka] [b]Dziś nikogo nie dziwi, że dziełem może być np. niewielki rysunek na kliszy filmowej, któremu towarzyszy autorska odbitka. [link=http://www.rp.pl/artykul/354402.html]Rozmowa z Michałem Lasotą, współzałożycielem Galerii Stereo w Poznaniu [/link][/b][/ramka]