[b]Kiedy ocenia pan potencjał firmy, na co zwraca pan szczególną uwagę?[/b]

Rafał Bator: – Staram się ocenić, czy firma ma potencjał generowania lepszych wyników finansowych niż konkurencja. Składają się na niego przede wszystkim produkt oraz zrozumienie swojej pozycji na rynku. W produkcie liczy się pomysł na niego, świadomość potrzeb klientów, wiedza na temat tego, co robi konkurencja i czynników, które naszą firmę od niej odróżniają. Zrozumienie rynku to z kolei dokładna świadomość, na jakim etapie rozwoju jest produkt, jakie są jego wady i zalety, jaka jest jego pozycja. Jeśli firma, z którą rozmawiam, nie potrafi jasno określić tych kwestii, jest to dla mnie sygnał ostrzegawczy.

[wyimek]Nie kupujemy argumentu, że produkt ma podobne funkcje jak konkurencji,ale jest szybszyczy wygodniejszy[/wyimek]

[b]Wiele firm jednak do perfekcji opanowało marketingowy przekaz. Jak pan odróżnia papkę informacyjną od czynników rzeczywiście świadczących o potencjale organizacji?[/b]

Kluczowa jest wiedza firmy o konkurencji. Jeśli spółka dobrze orientuje się, co ona robi, będzie wiedzieć, co uczynić, by uzyskać przewagę. Jeśli przedsiębiorstwa zapewniają, że są jedyne w swoim rodzaju, mają coś jako pierwsze na świecie, są innowacyjne – muszą umieć to uzasadnić. Żeby była jasność: szukając innowacyjnych firm, nie kupujemy np. argumentu, że produkt, np. portal internetowy czy oprogramowanie, spełnia podobne funkcje jak konkurencyjny, ale jest szybszy czy wygodniejszy w użyciu. Produkt taki sam, ale nieco ulepszony, nie jest innowacją, nie będzie dla nas kryterium wyboru.

[b]Czy spowolnienie gospodarcze wpłynęło na innowacyjność w polskich firmach?[/b]

Gdzie tylko spojrzę, wszyscy otrzepali się z tłuszczyku, pozbyli się zbędnych zasobów, poprawili efektywność. Widzę to w handlu detalicznym, w produkcji. Oczywiście, zmiany będą korzystne dla gospodarki. Za wcześnie jednak wyrokować, jak w dłuższej perspektywie wpłyną one na innowacyjność firm.

[b]W polskich firmach nie ma kultury innowacyjności. Pomysły, nawet jeśli powstają, bywa, że przechodzą niezauważone. Nie ma powszechnego, np. w Finlandii, nawyku monitorowania inicjatyw na najniższych szczeblach organizacji. Przedsiębiorcy tłumaczą, że nie mogą sobie pozwolić na takie luksusy i muszą skupić się na sprzedaży. Może zatem innowacje powinny być wspomagane z zewnątrz, przez państwo?[/b]

Z Finlandią nie powinniśmy się w ogóle porównywać. To mały kraj. Polska ma prawie 40 mln ludzi. Tak często przytaczane przykłady Nokii czy Skype nie pasują do polskiej rzeczywistości. Te firmy są unikalne w skali globalnej. Nawet jeśli stworzymy polską Nokię, to nie wyżyjemy z niej. Dlatego wolałbym widzieć w miejsce jednego czy kilku gigantów tysiąc średnich firm. To przyniosłoby nam więcej korzyści.

Autopromocja
30 listopada, godz. 12.00

Kto zdobędzie Zielone Orły "Rzeczpospolitej"?

Sprawdź szczegóły

Zewnętrzne wspomaganie innowacji jest konieczne, szczególnie na etapie początkowym. Dużą rolę mogą pełnić uczelnie, które powinny wyławiać dobre pomysły wśród studentów. W przypadku zewnętrznego wspomagania innowacji w firmach pewnym ograniczeniem jest polska kultura. Lubimy mieć własne firmy, sami decydować o wszystkim. Inni są np. Czesi czy Węgrzy, którzy dobrze czują się w strukturach korporacyjnych. Te postawy wynikają z celów, jakie stawiają sobie firmy. Polski rynek jest jednak na tyle duży i chłonny, że wiele przedsiębiorstw poprzestaje na krajowym podwórku. Szkoda, bo w Polsce powstają ciekawe pomysły. Ambicje mamy mniejsze niż inni. Być może związane to jest z zadowoleniem z pierwszych pieniędzy. Polakom często wystarczy zarobienie pierwszego miliona złotych. Inni chcą pierwszego miliona euro czy dolarów, a po osiągnięciu tego poziomu chcą sięgać po więcej.

[b]W USA, i nie tylko, trwa dyskusja na temat granic ochrony patentowej. Małe firmy domagają się ściślejszej ochrony, widząc w niej gwarancję czerpania korzyści ze swoich pomysłów. Wielkie koncerny z kolei wskazują, że małe firmy podkradają im rozwiązania, patentują jako swoje i pozywają do sądu.[/b]

Obie strony mają swoje racje. W wielu przypadkach ochrona patentowa jest rzeczywiście jedynym orężem w starciu z gigantami i szansą na popularyzację swojego rozwiązania. Z drugiej strony, duże firmy padają ofiarą pozwów patentowych. Czeski AVG, producent oprogramowania antywirusowego, którego współwłaścicielem jest Enterprise Investors, wydaje na prawników ok. 1 mln dolarów rocznie, przy przychodach, które w tym roku sięgną ok. 200 mln dol. To patologia. Z powodu pozwów o naruszenie patentów niektóre firmy przeznaczają na obsługę prawną nawet do 5 proc. rocznych przychodów. Sądzę, że myśl powinna być chroniona, jednak tzw. trolle patentowe są poważnym problemem.