Teza o nieuchronnym końcu otwartych funduszy emerytalnych jest oczywiście tylko prognozą, lecz sądzę, że wynika ona wprost z ewolucji publicznego (i niepublicznego) sporu na ten temat. Otóż sądzę, że fenomen tej debaty przekonał polityków, szerzej klasę polityczną, że należy wszcząć postępowanie likwidacyjne w tej sprawie. Dlaczego? To za chwilę będę się starał uzasadnić, lecz najpierw coś bardziej ogólnego.
Jeden z myślicieli sformułował już dość dawno moim zdaniem odkrywczą tezę historyczną, że genezy wszystkich nieszczęść XX wieku należy poszukiwać w ustaleniach kongresu wiedeńskiego, czyli w urządzaniu Europy po wojnach napoleońskich. Wówczas faktycznie bardzo skuteczni, a w rzeczywistości wyjątkowo głupi politycy, nie chcąc zgodzić się na odbudowanie „dużej Polski" połączonej dynastycznie z Rosją oraz na wchłonięcie Saksonii przez Prusy, obdarowali je katolickimi i umiarkowanymi państwami niemieckimi Nadrenii, dając berlińskim politykom czas oraz szansę na osiągnięcie sukcesu „zjednoczenia Niemiec", a następnie doprowadzenie do własnej katastrofy w I wojnie światowej, która urodziła bolszewizm, Hitlera i masowe ludobójstwo.
Ponoć głównym powodem tego błędu były na nieszczęście zrealizowane pomysły głupawego Ludwika XVIII, który wydał swojemu skutecznemu ministrowi instrukcję, że trzeba bronić Saksonii ze względu na... związki rodzinne tego władcy oraz powstrzymać Rosję w jej zapędach do odbudowania przedrozbiorowej Polski z powodu... osobistych niechęci do Aleksandra I.
Ówcześni politycy na pewno nie zauważyli strategicznej katastrofy, bo fetowali sukces swojej polityki. Oczywiście pomogły im przypadki i zbiegi okoliczności, ale tak bywa.