Reklama

Zmiany w OFE to początek końca reformy

Już można zacząć odliczać czas do końca historii pierwszej z „wielkich reform” sprzed 11 lat. OFE znikną bezpowrotnie, mimo że dziś jeszcze słyszymy pogląd, że nawet „batalię o obniżone składki można wciąż wygrać”

Publikacja: 01.04.2011 04:04

Zmiany w OFE to początek końca reformy

Foto: Rzeczpospolita, Mirosław Owczarek MO Mirosław Owczarek

Red

Teza o nieuchronnym końcu otwartych funduszy emerytalnych jest oczywiście tylko prognozą, lecz sądzę, że wynika ona wprost z ewolucji publicznego (i niepublicznego) sporu na ten temat. Otóż sądzę, że fenomen tej debaty przekonał polityków, szerzej klasę polityczną, że należy wszcząć postępowanie likwidacyjne w tej sprawie. Dlaczego? To za chwilę będę się starał uzasadnić, lecz najpierw coś bardziej ogólnego.

Jeden z myślicieli sformułował już dość dawno moim zdaniem odkrywczą tezę historyczną, że genezy wszystkich nieszczęść XX wieku należy poszukiwać w ustaleniach kongresu wiedeńskiego, czyli w urządzaniu Europy po wojnach napoleońskich. Wówczas faktycznie bardzo skuteczni, a w rzeczywistości wyjątkowo głupi politycy, nie chcąc zgodzić się na odbudowanie „dużej Polski" połączonej dynastycznie z Rosją oraz na wchłonięcie Saksonii przez Prusy, obdarowali je katolickimi i umiarkowanymi państwami niemieckimi Nadrenii, dając berlińskim politykom czas oraz szansę na osiągnięcie sukcesu „zjednoczenia Niemiec", a następnie doprowadzenie do własnej katastrofy w I wojnie światowej, która urodziła bolszewizm, Hitlera i masowe ludobójstwo.

Ponoć głównym powodem tego błędu były na nieszczęście zrealizowane pomysły głupawego Ludwika XVIII, który wydał swojemu skutecznemu ministrowi instrukcję, że trzeba bronić Saksonii ze względu na... związki rodzinne tego władcy oraz powstrzymać Rosję w jej zapędach do odbudowania przedrozbiorowej Polski z powodu... osobistych niechęci do Aleksandra I.

Ówcześni politycy na pewno nie zauważyli strategicznej katastrofy, bo fetowali sukces swojej polityki. Oczywiście pomogły im przypadki i zbiegi okoliczności, ale tak bywa.

 

Reklama
Reklama

Taktyka a strategia

Ta daleka paralela służy tylko wyjaśnieniu dość banalnej tezy, że agresywna i skuteczna taktyka jest często wrogiem dobrej strategii. Lecz nie tylko. Wybory, które później nazwiemy historycznymi, nie są racjonalne, a już na pewno nie wynikają z przewag w debacie polityków, którzy stroją się w togi ekspertów ekonomicznych.

A z tym mamy do czynienia właśnie w przypadku broniących interesy OFE. Zaciekle walcząc z częścią polityków rządowych o zachowanie składki na dotychczasowym poziomie, podmioty te przegrywają bój o przetrwanie. Dlaczego? Już wracam do istoty prognozy.

Przyszłość, nawet dość odległa, rodzi się dziś, i jak zawsze ma wielu sprawców. Pierwszymi z nich są główni aktorzy sceny, którzy bronią obecnego poziomu składki.

Przyznanie w tym gronie pierwszego miejsca prof. Leszkowi Balcerowiczowi jest zapowiedzią klęski. Poetyka wypowiedzi tego polityka była zawsze najlepszym sposobem na pomnażanie jego przeciwników.

Odkąd pamiętam, rodzi on swoim zachowaniem nieprzejednanych wrogów tego, co głosi. Jest zapamiętałym taktykiem będącym typowym wrogiem samego siebie – co w połączeniu ambicji z bezkompromisowością może dać tylko jeden efekt. Każdy, kto się z nim nie zgadza, jest oczywiście „demagogiem" i „populistą".

Nie będę przypominać, że doprowadził on swoją taktyką do upadku w końcu zasłużonej partii, na czele której wszedł do parlamentu, dając szanse pojawienia się w oficjalnej polityce prawie wszystkim, których jedynym istotnym programem było to, że „Balcerowicz musi odejść". Dziś głównie budzi i jednoczy przeciwników OFE.

Reklama
Reklama

Drugą, jak zawsze równie ważną, przesłanką prognozy rychłego końca tej „reformy" jest efekt edukacyjny. Wszyscy, nawet nieinteresujący się sprawami publicznymi, dowiedzieli się o tym, że głównym wierzycielem rządu, czyli nas wszystkim, powoli staje się jakaś grupa firm prywatnych, w których rękach jest zbyt dużo obligacji Skarbu Państwa.

Wystarczy tylko zdrowy rozsądek, aby zgodzić się z poglądem, że żaden dłużnik nie może doprowadzić do koncentracji długu w rękach nielicznej grupy wierzycieli, bo... nie może do tego dopuścić, jeżeli ma jeszcze instynkt zachowawczy. Takie przypadki zawsze prowadziły do konfliktu typu „kto kogo", a znane z historii „pogromy" wierzycieli były – jak wówczas sądzono – jedynym sposobem likwidacji tych, którzy mogą się upomnieć o pieniądze. Dopóki będzie istnieć ów „II filar", będzie on postrzegany (i słusznie) jako główne zagrożenie dla państwa, bo urósł na zbyt dużego, niedającego się zaakceptować wierzyciela.

 

Wybór polityczny

Trzecią przesłanką tej prognozy jest problem stricte polityczny, a to dla ludzi, którzy tworzą tzw. klasę polityczną, jest chyba najistotniejszym czynnikiem decyzyjnym. Dziś politycy już zgodnie przyznają (choć nie zawsze publicznie), że wpływy OFE na ich podwórku są „nie do przyjęcia".

Ktoś powiedział, zapewne słusznie, że środki przeznaczone na promocję przez OFE są znacznie większe niż wszystkie pieniądze, którymi dysponują partie polityczne. Jeżeli tak jest, to ciąg dalszy jest już łatwy do przewidzenia.

Polityków można nie lubić, ale nie powinno się ich stawiać do kąta, bo mają w rękach legitymację demokratycznej władzy, której mogą użyć. Jeżeli ktoś za pomocą tak zmasowanej i raczej nie najmądrzejszej kampanii medialnej chce im pokazać, kto tu rządzi, popełnia błąd strategiczny.

Reklama
Reklama

Klasa polityczna już wie, że tej batalii nie może przegrać, a jej partyjne podziały już nie są tak ważne. Dziś już musi się bronić przed degradacją, czyli powtarza się „syndrom Chodorkowskiego" – z nim tamtejsza władza musiała wygrać, aby się uwiarygodnić.

Sądzę, że dziś już wszyscy liczący się politycy wiedzą, że różnymi metodami (tu będą się różnić) muszą szybko pozbyć się tego przeciwnika, który zapędził się zbyt daleko. Nasza klasa polityczna jest w rzeczywistości bardzo słaba i raczej biedna, a to jest czynnikiem mobilizującym i jednoczącym.

Dla tych ludzi jedyną szansą życiową jest zdobycie mandatu w najbliższych (może już ostatnich dla nich?) wyborach. Gdy ustąpią, a liczy się już każdy tydzień, szansa się obniża.

Wcale nie jest paradoksem teza, że wyborcy opowiedzą się po ich stronie, gdy ich jedynym czytelnym hasłem będzie „OFE musi odejść" (podobnie jak kiedyś L. Balcerowicz). Dlaczego? Mimo wszystko, mimo niechęci i braku szacunku dla polityków boimy się przypadku, którym może się stać wynik wyborów.

Gadanie o zagrożonych emeryturach w wyniku obniżenia składki na OFE nie ma żadnego znaczenia, bo nie tylko wierzymy w całość systemu emerytalnego, ale tak naprawdę niewiele nas on obchodzi. Niech ktoś wyciągnie najprostsze wnioski z zupełnej katastrofy tzw. III filaru, gdzie po 11 latach istnieje tylko niewiele ponad 200 tys. aktywnych kont emerytalnych. Jeżeli „nasi" politycy chcą przetrwać, to muszą wygrać z OFE – już nie idzie o jakieś składki, lecz o przetrwanie.

Reklama
Reklama

Czwartą i ostatnią z nazwanych przesłanek jest sposób podejmowania decyzji w naszym parlamencie. Jeżeli coś się wrzuci do tej maszynki i nada mu bieg, z zasady kończy się to uchwaleniem. Tak jak zawsze, gdy projekt, nawet nielubiany przez opozycję, daje szanse na polityczne zaistnienie. Projekty będą tylko cały czas radykalizowane, bo język obrony OFE jest dla polityka mową pożegnania z tym zajęciem.

Rzecz już się toczy, a finał będzie prawdopodobnie tylko jeden. Oczywiście jak zawsze mogą mu pomóc albo zaszkodzić przypadki, w tym te zupełnie przewidywalne. Jest nim chociażby jakieś nieszczęście lub inne mniej bolesne wydarzenie, które odwróci uwagę od tego problemu i da OFE szansę na ciche przetrwanie. Ale mam nadzieję, że po 10 kwietnia 2010 r. limit tragicznych wypadków mamy już wyczerpany.

Autor jest profesorem Uniwersytetu Warszawskiego i prezesem Instytutu Studiów Podat

kowych

Materiał Promocyjny
Lokaty mobilne: Nowoczesny sposób na oszczędzanie
Materiał Promocyjny
AI to test dojrzałości operacyjnej firm
Ekonomia
KGHM optymalizuje zagraniczny portfel
Ekonomia
Apelują do Orlen Termika. Chodzi o zamówienia dla dostawców spoza UE
Ekonomia
PGE odstąpiła od ważnej umowy. Naliczono wysokie kary
Materiał Promocyjny
ROP na zakręcie. Bez kompromisu się nie uda
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama