Jeszcze w czwartek wydawało się, że pakiet stabilizacyjny dla strefy euro zdołał uspokoić rynki finansowe, na których od kilku tygodni dominowały obawy o konsekwencje kryzysu fiskalnego w Grecji.

Jednak to nie na Grecji koncentrowała się w piątek uwaga inwestorów. Najmocniej w Europie przecenione zostały akcje w innych krajach zagrożonych kryzysem, czyli w Hiszpanii i we Włoszech: główne indeksy tamtejszych giełd straciły 6,6 i 5,3 proc. Warszawski WIG20 zniżkował o 2,8 proc., a nowojorski S&P 500 po południu tracił 2,5 proc. Z kolei kurs euro wobec dolara po raz pierwszy od 19 miesięcy zanurkował poniżej 1,24. Umacniający się dolar uderzył także w złotego. Polska waluta straciła w piątek do amerykańskiej 3 proc. (kurs wynosił 3,22 zł), a do euro 1,6 proc. (4 zł).

Powodów do niepokoju było w piątek wiele. Hiszpański dziennik "El Pais" podał, że prezydent Francji Nicolas Sarkozy groził wycofaniem się ze strefy euro, gdyby niemiecka kanclerz Angela Merkel nie zgodziła się na ustanowienie mechanizmu stabilizacyjnego dla strefy euro. Gazeta powołała się na słowa hiszpańskiego premiera Jose Luisa Zapatero, który miał o tym mówić w środę. – Euro się pogrąża. Jest jak klaun bez makijażu. Tarcia między członkami strefy euro stają się wyraźne i coraz trudniej sobie wyobrazić, jak mogłoby to nie uderzyć w tempo wzrostu światowej gospodarki – ocenił Andrew Wilkinson, analityk w Interactive Brokers Group. – Trzeba być otwartym na wszelkie możliwości dotyczące tego, jak mocno euro może się osłabić – dodaje Neil Mellor, strateg walutowy z Bank of New York Mellon. Kasandryczne na pierwszy rzut oka prognozy, że do końca roku euro zrówna się z dolarem, są według niego realistyczne.

Inwestorzy nie wiedzą, co myśleć o polityce fiskalnej – tłumaczy źródła nadzwyczajnej chwiejności rynków "The Economist". "Choć inwestorzy chcieliby, aby poszczególne kraje zacieśniły politykę fiskalną, to obawiają się o skutki podjęcia takich działań przez wiele rozwiniętych państw jednocześnie" – pisze tygodnik.

– Po pierwszej fali kryzysu z 2008 r., spowodowanej załamaniem na rynku kredytów, obecnie nadeszła druga – kryzys finansowy wywołany przez kłopoty Grecji i innych krajów południa Europy – ocenia z kolei Janusz Lewandowski, komisarz UE ds. budżetowych. – Ale przed nami trzecia fala tsunami, która nastąpi, gdy państwa będą miały spłacić swoje ogromne zadłużenie, co spowoduje schłodzenie gospodarek – dodaje. Według Lewandowskiego kraje wyjdą z kryzysu obronną ręką, jeśli przystąpią do wdrażania radykalnych reform.

Optymistyczny w tym kontekście raport opublikował w piątek Międzynarodowy Fundusz Walutowy. – Jestem przekonany, że rządy mogą obecnie dużo zrobić, aby wzmocnić swoją długoterminową pozycję fiskalną, nie osłabiając przy tym perspektyw wzrostu – twierdzi szef MFW Dominique Strauss-Kahn. Przeciwnie, jeśli dług publiczny nie zostanie zredukowany, potencjalne roczne tempo wzrostu gospodarczego w zamożnych krajach może się obniżyć o ponad 0,5 pkt proc.

Ten optymistyczny scenariusz może jednak nie dotyczyć Grecji. – Mam wątpliwości, czy Grecja będzie w stanie zbudować z czasem taki potencjał gospodarczy, aby spłacić swoje długi – oświadczył prezes Deutsche Banku Josef Akckermann.

Podobne obawy ma agencja ratingowa Moody's, która ostrzegła w czwartek, że kolejna obniżka oceny wiarygodności kredytowej Grecji – i to o kilka stopni – jest niemal pewna, pomimo przyjętego przez rząd w Atenach drastycznego programu oszczędnościowego.

[i] W poniedziałkowym wydaniu "Rzeczpospolitej" artykuł z tygodnika „The Economist" o zmienności na rynkach finansowych [/i]

Autopromocja
#NowaRp.pl

Znacznie więcej niż wiedza

ZAPRENUMERUJ