Połowę wpływów z reklam w sieci w Polsce wciąż stanowią reklamy graficzne, ale – podobnie jak na całym świecie – szybko rosną przychody ze zdominowanego przez Google’a tzw. search engine marketing (SEM) – rynku reklam w wyszukiwarkach internetowych. W ubiegłym roku stanowiły ponad jedną czwartą rynku reklamy w sieci, bo polskie firmy nie mają już problemu z wykorzystywaniem linków sponsorowanych. – Wiedzą, że linki przekładają się na wzrost oglądalności, świadomości marki i wyższą sprzedaż – mówi Kornel Dulęba, dyrektor należącej do Interii agencji Sempathy. Boom trwa też na reklamy w serwisach społecznościowych – każdy przedsiębiorca chce tam dziś zostawić po sobie ślad.
Według Kornela Dulęby przedsiębiorstwa mają za to jeszcze problem z tzw. usługami SEO, mającymi na celu optymalizowanie stron internetowych pod wyniki wyszukiwania. – Firmy często nie mają świadomości, że to działania kompleksowe i długotrwałe. Na ogół klienci proszą tylko o pozycjonowanie kilku fraz. Takie zapytania są najczęstsze. Dlatego rynek trzeba uczyć i tłumaczyć firmom, że pozycjonowanie fraz to za mało, warto optymalizować stronę www i w pełni wykorzystywać jej potencjał. SEO to inwestycja, a efekty, jakie przynosi, potrafią być oszałamiające – mówi Dulęba.
W Polsce rynek usług SEO jest bardzo rozdrobniony; często parają się nimi wolni strzelcy. Małe, nierzadko studenckie firmy są tanie, ale nie opracowują klientowi strategii reklamowej ani nie doradzają, lecz jedynie wykonują zlecenie. – Ich wadą jest też to, że kiedy student wyniesie się z akademika i przestanie zajmować się daną stroną, szybko spada ona w wynikach na dalekie miejsce – zauważa Jarosław Sosiński, group account director w biurze reklamy GG Network. Jego zdaniem błędy w zakresie działań SEO popełniają międzynarodowe firmy, których witryny internetowe tworzone w ramach sieci wiszą na zagranicznych serwerach, gdzie nikt nie myśli o ich ustawicznym pozycjonowaniu. – Strona raz wykonana, jeśli się podoba w firmie, w ogóle nie jest już potem zmieniana – mówi Sosiński.