Podróż do oblężonego Kijowa, gdzie ukraińskie wojsko walczy z rosyjskimi siłami zaledwie kilka kilometrów od granic miasta, została zorganizowana w pośpiechu i wiedziało o niej tylko kilka osób.
Publiczne wypowiedzi uczestników wyjazdy i źródła dyplomatyczne, które wypowiadały się prywatnie, wskazują na żmudną i ryzykowną misję dyplomatyczną, która podkreśliła poczucie naglącej potrzeby zakończenia wojny.
Podczas szczytu w Wersalu w ubiegły piątek inni przywódcy europejscy zostali poinformowani o planowanej podróży, jednak tylko niewielka liczba państw była bezpośrednio zaangażowana w proces.
Premier Czech Petr Fiala, zapytany o niebezpieczeństwo, powiedział dziennikarzom w środę po powrocie z Ukrainy, że jego zdaniem warto było zaryzykować.
Czytaj więcej
Wyjazd szefów rządu do strefy wojny był tak ryzykowny, że do ochrony zgłosiło się tylko 11 oficerów SOP z blisko stu z wydziału zabezpieczenia spec...
- Są sytuacje, w których trzeba samemu podjąć decyzję, a ja podjąłem taką, jaką podjąłem - powiedział 57-latek. - Nie byłem sam, miałem kolegów - premierów, miałem kolegów z mojego zespołu i ze służby bezpieczeństwa, którzy byli gotowi odbyć tę podróż razem ze mną - dodał.
Fiala powiedział żonie o swoich planach, ale poprosił ją, aby nie mówiła o tym jego matce ani trójce dzieci. - One dowiedziały się o tym, gdy to zostało opublikowane - przekazał.
Wraz z nim w Kijowie byli premier Polski Mateusz Morawiecki, słoweński premier Janez Jansa i wicepremier Jarosław Kaczyński. Pojechali oni specjalnym pociągiem zza wschodniej granicy Polski na Ukrainę we wtorek rano. Zanim informacja o podróży została upubliczniona, byli już w drodze do stolicy.
Nie wiadomo, czy Rosja wiedziała o tej wizycie. Fiala napisał na swoim profilu na Facebooku, że społeczność międzynarodowa została o niej poinformowana za pośrednictwem organów międzynarodowych, takich jak Organizacja Narodów Zjednoczonych.
Wiceminister spraw zagranicznych Paweł Jabłoński powiedział, że uczestnicy nie rozmawiali wcześniej bezpośrednio z Moskwą.
- Chcielibyśmy mieć w Rosji kogoś wiarygodnego, z kim moglibyśmy dyskutować, ale Rosja nie jest już rozsądnym partnerem do jakichkolwiek rozmów - powiedział w środę.
Europejskie źródło dyplomatyczne przekazało, że plan został po raz pierwszy przedstawiony Charlesowi Michelowi, przewodniczącemu Rady Europejskiej, przy okazji szczytu we Francji.
Morawiecki poinformował Michela i przewodniczącą Komisji Europejskiej Ursulę von der Leyen w poniedziałek, że zamierza udać się w podróż następnego dnia.
Nie wiadomo, kto jeszcze został poproszony o dołączenie do wyjazu. Według dyplomaty, z którym rozmawiała agencja Reutera, nie poproszono o to prezydenta Francji Emmanuela Macrona, ani kanclerza Niemiec Olafa Scholza.
Premier Słowacji Eduard Heger konsultował się w tej sprawie ze swoimi służbami bezpieczeństwa, ale zdecydowanie odradzono mu wyjazd.
Jeden z uczestników misji, który odmówił ujawnienia swojej tożsamości ze względu na delikatny charakter wizyty, powiedział, że podróż pociągiem trwała około 10 godzin i że zanim dotarli do Kijowa zapadł zmrok.
Delegacja została przewieziona vanami przez w większości puste ulice do pałacu prezydenckiego, gdzie przez około cztery godziny czekała na spotkanie z prezydentem Zełenskim. W tym czasie nie wolno im było korzystać z telefonów komórkowych.
Po spotkaniu, które trwało około 2,5 godziny, rozmawiali z małą grupą reporterów przed odlotem do Europy, a uczestnik powiedział, że prawdopodobnie przespał około trzech godzin podczas całej podróży.
Chociaż misja miała wielu zwolenników, niektóre źródła unijne podały, że wzbudziła ona wątpliwości wśród niektórych państw członkowskich, które obawiały się, że poważny incydent z udziałem delegacji mógłby wciągnąć Europę bliżej bezpośredniej konfrontacji z Rosją.