To pierwszy taki proces w Polsce. W 2016 r. mężczyzna wytatuował kobiecie gałki oczne. Młoda klientka, pragnąca naśladować styl swojego idola rapera, szybko się zorientowała, że jej wzrok znacznie się pogorszył. Bezzwłocznie poinformowała o tym wykonawcę tatuażu, jednak ten uspokajał ją, że to efekt normalny i przejściowy. Zalecił przemywanie oczu roztworem z kory dębu oraz środki przeciwbólowe.
Wzrok kobiety nadal jednak dramatycznie się pogarszał. Aktualnie utraciła już całkowicie widoczność w prawym oku. Zdecydowała się wnieść pozew przeciwko tatuażyście, który pracując nadal, może stanowić poważne zagrożenie dla innych.
Czytaj też: Smok na kobiecie z mieczem - spór o zadośćuczynienie za tatuaż
Profesor dr hab. okulista Jerzy Szaflik podkreśla, że wina tatuażysty jest bezsporna:
– Zabieg wykonano niewłaściwie, całkowicie uszkadzając jedno oko oraz istotnie uszkadzając drugie.
Mimo to mec. Igor Sikorski, pełnomocnik pokrzywdzonej, twierdzi, że należy przygotować się na długotrwały proces.
Zgodnie z orzecznictwem Sądu Najwyższego pojęcie ciężkiego kalectwa jest pojmowane jako zupełne zniesienie lub nawet bardzo znaczne ograniczenie czynności ważnego narządu. Za „inne ciężkie kalectwo" uznano zniesienie czynności jednego z narządów parzystych (jąder, oczu, nerek, płuc, uszu) ze względu na to, że każdy z nich „jest ważnym dla życia narzędziem o samodzielnej, wysoce wyspecjalizowanej czynności".
Przez problemy ze wzrokiem pokrzywdzona straciła pracę i środki do życia.