Były pracownik zaalarmował UODO. Stwierdzono naruszenie przepisów
Sprawa dotyczyła informatyka, który przez jakiś czas był zatrudniony w urzędzie jednego z miast Małopolski. W grudniu 2018 r. jego umowa o pracę została rozwiązana za wypowiedzeniem. Problem zaczął się, gdy kilka miesięcy później oddany przez niego sprzęt zaczęto przygotowywać do przekazania kolejnej osobie. Pracownikowi, który się tym zajmował po „odpaleniu” komputera i przeglądarki, na ekranie ukazały się dwie rozmowy na portalu Facebook. Okazało się bowiem, że były użytkownik nie usunął z komputera służbowego konta synchronizacji zakładek i haseł, pozostał również zalogowany na prywatnym koncie na Facebooku. Pewnie nie miałoby to znaczenia, gdyby nie fakt, że uczestnikami dyskusji na prywatnym koncie byłego informatyka były też dwie osoby nadal pracujące w urzędzie. Konwersacja dotyczyła zaś pani burmistrz. Rozmowy zostały wydrukowane i trafiły na jej biurko. Schody zaczęły się, gdy burmistrz zainicjowała dwa postępowania: dyscyplinarne wobec jednego z aktualnie zatrudnionych i karne w stosunku do byłego już pracownika. To spotkało się z reakcją informatyka, który o poczynaniach byłego pracodawcy zaalarmował prezesa Urzędu Ochrony Danych Osobowych (UODO). I skutecznie zarzucił mu naruszenie RODO. Prezes UODO uznał, że pozyskanie danych osobowych informatyka nastąpiło z naruszeniem przepisów. A za przewinienie udzielił upomnienia. Miasto je zaskarżyło.
Czytaj więcej
Sprawa dotyczyła kobiety, wobec której ZUS wydał decyzję stwierdzającą, że nie podlega ona ubezpieczeniom społecznym. Potem urzędnicy odmówili jej...
Wojewódzki Sąd Administracyjny oddalił skargę miasta. Do podobnych wniosków doszedł NSA
Wojewódzki Sąd Administracyjny (WSA) w Warszawie uznał, że UODO w ogóle nie powinien angażować się w sprawę. Ta koncepcja nie przekonała jednak Naczelnego Sądu Administracyjnego (NSA). Warszawski WSA znów zajął się sporem i tym razem oddalił skargę samorządowców. Uznał, że w sprawie doszło do zebrania danych osobowych w postaci tych do logowania, jak i innych, do których burmistrz miał dostęp po zalogowaniu. Ostatecznie do podobnych wniosków doszedł NSA. Jeśli chodzi o meritum sprawy, to zgodził się, że dane logowania na profil społecznościowy, pozwalające następnie na wgląd w korespondencję na Messenger, jak i całość informacji, które znajdują się na tym komunikatorze, jak i samym Facebooku stanowią dane osobowe. Są to bowiem dane o osobie zidentyfikowanej, w tym także wrażliwe np. w zakresie wyznania. Zdaniem NSA nie udało się również wykazać, że te dane osobowe i profil wyświetlił się na ekranie niejako automatycznie. W ocenie sądu także fakt wydruku rozmów – czyli ich wydrukowanie i przekazanie – świadczy o przetwarzaniu danych osobowych. A podstaw prawnych do tego nie było.
Sygnatura akt: III OSK 2508/25
Czytaj więcej
Sprawa dotyczyła pracownika, który planował odejść z firmy sam na własnych warunkach za porozumieniem stron. Kiedy jednak na jaw wyszło, że wyjecha...
Więcej o raportach orzeczniczych: Raport orzeczniczy maj 2026