Inflacji nie napędza chciwość biznesu

Rentowność wielu firm wzrosła w ostatnich dwóch latach, często osiągając rekordowy poziom. To jednak był raczej skutek inflacji niż jej przyczyna.

Aktualizacja: 22.06.2023 06:13 Publikacja: 22.06.2023 03:00

Inflacji nie napędza chciwość biznesu

Foto: Bloomberg

Z początkiem lipca 75 największych producentów żywności we Francji obniży ceny setek produktów. Jeśli tego nie zrobią, muszą się liczyć z karami. Takie ultimatum postawił im minister finansów Bruno Le Maire oburzony tym, że żywność w sklepach wciąż drożeje, chociaż surowce rolne i energetyczne na globalnym rynku tanieją – nie tylko względem szczytów cenowych, ale często też w ujęciu rok do roku.

Inicjatywa francuskiego rządu to najnowszy przejaw rosnącego wśród decydentów ekonomicznych uznania dla teorii, wedle której najwyższą od dekad inflację w dużym stopniu napędza podwyższanie marż zysku przez firmy. Koncepcja, którą propaguje m.in. Isabella M. Weber, ekonomistka z Uniwersytetu Massachusetts Amherst, legła wcześniej u podstaw ograniczeń cen gazu i energii, wprowadzonych w wielu krajach świata po agresji Rosji przeciwko Ukrainie.

O tzw. inflacji sprzedawców (zwanej też „greedflacją”, czyli inflacją powodowaną przez chciwość biznesu) coraz bardziej otwarcie mówią też przedstawiciele głównych banków centralnych, w tym Europejskiego Banku Centralnego. Teoria ta zwolenników ma również w Narodowym Banku Polski. Prezes tej instytucji prof. Adam Glapiński na czerwcowej konferencji prasowej powiedział, że mamy w Polsce do czynienia ze spiralą „marż i cen”. Tuż po tym wystąpieniu jego doradca prof. Leon Podkaminer pisał na łamach „Rzeczpospolitej”, że „obecna inflacja zbiega się z nadzwyczajnie wysokimi marżami zysku w sektorach o wysokim stopniu koncentracji, w tym m.in. w sektorze banków komercyjnych, sektorach paliwowym i energetycznym oraz w dużych przedsiębiorstwach sektora handlu detalicznego, a zwłaszcza hurtowego”.

Czytaj więcej

Cukier znów gorzki. Ceny rosną bardzo mocno

Jak właściwie dobrać lek do choroby

Dyskusja o przyczynach inflacji ma znaczenie dla decyzji o tym, jak z nią walczyć. Jeśli, jak ekonomiści na ogół sądzą, utrzymywanie się presji na wzrost cen już po wygaśnięciu szoków surowcowych (skok cen energii, płodów rolnych itp.), to konsekwencja nadmiernego w stosunku podaży do popytu na towary i usługi, to w krótkim terminie trzeba ten popyt stłumić. Do tego prowadzić mają właśnie podwyżki stóp procentowych. W walce z inflacją o takim charakterze przeszkadza z kolei ekspansywna polityka fiskalna (transfery do gospodarstw domowych) oraz wszelkiego rodzaju mechanizmy waloryzacji płac, emerytur itp.

Spiralę marżowo-cenową przerwać można zaś właśnie w drodze bezpośredniej regulacji cen, czego próbuje francuski rząd. Zarówno prezes NBP, jak i jego doradca, przywołali koncepcję „greedflacji” właśnie jako argument przeciwko dalszemu zacieśnianiu polityki pieniężnej.

Rzeczpospolita

W Polsce eksplozji inflacji w ostatnich dwóch latach rzeczywiście towarzyszył wzrost rentowności przedsiębiorstw. W rezultacie, jak wyliczyli ekonomiści z banku Citi Handlowy, w 2022 r. niemal 70 proc. wzrostu deflatora PKB (to szeroka miara inflacji w gospodarce) można wytłumaczyć wzrostem zysków firm, a tylko 28 proc. wzrostem płac. Ta zbieżność nie musi jednak wskazywać na zależność przyczynowo-skutkową.

– Dekompozycja inflacji na wzrost zysków, płac i podatków wskazuje nie tyle przyczyny inflacji, ile raczej miejsca w gospodarce, gdzie inflacja się ujawnia. Inflacja to proces, w którym rosnące ceny i koszty pracy wzajemnie na siebie oddziałują i wzmacniają się, ale główną przyczyną jest nadmierny popyt, a nie chęć podnoszenia cen – tłumaczą ekonomiści z Citi Handlowego. – Wyjaśnienie ostatniego epizodu inflacyjnego nie wymaga odwoływania się do nowych teorii o zyskflacji. Stare teorie o nadmiernym popycie w pełni wystarczają – przekonują.

Według nich wzrost zysków to raczej konsekwencja inflacji niż jej źródło. Zgodnie z koncepcją o „greedflacji” w reakcji na Covid-19 i wojnę część firm posiadających choćby tymczasową pozycję monopolistyczną wykorzystała to, aby podnieść ceny bardziej, niż wzrosły ich koszty. Ta tymczasowa pozycja monopolistyczna mogła wynikać, jak przekonuje wspomniana Isabella Weber, np. z niedoboru pewnych komponentów. Skoro firmy wiedziały, że niedobór dotyka także ich konkurentów, mogły swobodnie podnosić ceny, nie obawiając się utraty udziałów w rynku.

Ekonomiści z Citi Handlowego zauważają, że „pozycję (niemal) monopolistyczną w gospodarce może mieć z definicji niewielka liczba firm, a więc na początku znaczne podwyżki cen dotyczyłyby niewielkiej części koszyka inflacyjnego”. W Polsce tak jednak nie było: w IV kwartale 2021 r., gdy inflacja sprzedawców miała rzekomo wybuchnąć, dużo większe niż zwykle podwyżki cen nie były skoncentrowane, tylko rozpowszechnione.

Czytaj więcej

Dłuższe kolejki do stomatologów. To wina kontraktów NFZ

Wzrost zysków wymaga wzrostu płac

Dlaczego jednak firmy podnosiły ceny bardziej, niż uzasadniał to wzrost kosztów? Wyjaśnień jest kilka. Jedna z hipotez głosi, że przedsiębiorstwom bardzo łatwo było w ostatnich latach wytłumaczyć klientom, dlaczego muszą podwyższać ceny. Nadzwyczajne wydarzenia, jak pandemia Covid-19 i wojna w Ukrainie, zwiększały zrozumienie konsumentów dla nadzwyczajnych podwyżek cen.

Ekonomiści z Citi Handlowego zauważają jednak, że do utrwalenia inflacji potrzebny był silny popyt. – Aby ceny rosły, wydatki konsumentów i firm muszą być wyjątkowo wysokie w stosunku do możliwości produkcyjnych gospodarki. Bez tego czynnika nawet największe podwyżki cen przez firmy z pozycją monopolistyczną nie starczyłyby do napędzenia inflacji. Przy niskim popycie podwyżki cen sprawiłyby tylko, że gospodarstwa domowe mogłyby sobie pozwolić na mniejsze zakupy, a wynikający z tego spadek popytu sprowadziłby inflację do celu – tłumaczy Piotr Kalisz, główny ekonomista Citi Handlowego.

W Polsce teza o nadmiernym popycie może wydawać się karkołomna. Wydatki konsumpcyjne gospodarstw domowych od IV kwartału 2022 r. maleją jak nigdy wcześniej, pomijając 2020 r., gdy obowiązywały antyepidemiczne restrykcje w handlu. Łatwo to powiązać ze spadkiem siły nabywczej płac w wyniku inflacji. W rzeczywistości jednak spadek konsumpcji rok do roku w dużym stopniu jest konsekwencją wysokiej bazy odniesienia związanej z dużymi wydatkami przed rokiem, gdy realizował się odroczony popyt z czasu pandemii, a liczba konsumentów wzrosła w związku z napływem uchodźców z Ukrainy. A krajowi konsumenci nie są jedynym źródłem popytu na produkty i usługi polskich firm.

Czytaj więcej

W przemyśle ciągle zima. Produkcja sprzedana spadła trzeci miesiąc z rzędu

– Nawet pomimo ostatniego ostrego hamowania gospodarki, PKB pozostaje powyżej trendu sprzed pandemii, który można rozumieć jako przybliżenie potencjału polskiej gospodarki – przekonują ekonomiści z Citi Handlowego.

Także wspomniani przedstawiciele EBC, choć przyznają, że podwyższanie marż przez firmy przyczynia się do utrwalenia inflacji, podkreślają, że ten mechanizm może występować tylko w sprzyjających warunkach. Isabel Schnabel, członkini zarządu EBC, wskazywała w kwietniu, że frankfurcka instytucja musi monitorować dynamikę zysków firm, ale że jest mało prawdopodobne, aby mogła ona stać się źródłem spirali, tak jak płace.

– W przypadku zysków mechanizm autokorekcyjny jest silniejszy (niż w przypadku płac – red.), bo ludzie muszą w jakiś sposób zapłacić te wyższe ceny – oceniała. Do podobnych wniosków prowadzą opublikowane na początku czerwca wyniki badań trzech oddziałów amerykańskiej Rezerwy Federalnej na temat tego, co determinuje zmiany cen w środowisku wysokiej inflacji. Otóż ponad 80 proc. firm wskazywało, że głównym czynnikiem, który decyduje o zmianie cen, jest ocena siły popytu.

Z początkiem lipca 75 największych producentów żywności we Francji obniży ceny setek produktów. Jeśli tego nie zrobią, muszą się liczyć z karami. Takie ultimatum postawił im minister finansów Bruno Le Maire oburzony tym, że żywność w sklepach wciąż drożeje, chociaż surowce rolne i energetyczne na globalnym rynku tanieją – nie tylko względem szczytów cenowych, ale często też w ujęciu rok do roku.

Inicjatywa francuskiego rządu to najnowszy przejaw rosnącego wśród decydentów ekonomicznych uznania dla teorii, wedle której najwyższą od dekad inflację w dużym stopniu napędza podwyższanie marż zysku przez firmy. Koncepcja, którą propaguje m.in. Isabella M. Weber, ekonomistka z Uniwersytetu Massachusetts Amherst, legła wcześniej u podstaw ograniczeń cen gazu i energii, wprowadzonych w wielu krajach świata po agresji Rosji przeciwko Ukrainie.

Pozostało 89% artykułu
2 / 3
artykułów
Czytaj dalej. Subskrybuj
Dane gospodarcze
Ludwik Kotecki, RPP: Obniżki stóp procentowych? Raczej nieprędko
Dane gospodarcze
Mocne hamowanie w przemyśle. Najnowsze dane GUS
Dane gospodarcze
Brytyjczycy zapanowali nad inflacją. Premier chwali się sukcesem
Dane gospodarcze
Inflacja bazowa w Polsce lekko w dół. NBP podał nowe dane
Akcje Specjalne
Firmy chcą działać w sposób zrównoważony
Dane gospodarcze
Chiński rynek nieruchomości nadal ciąży gospodarce
Materiał Promocyjny
Sztuczna inteligencja może być wykorzystywana w każdej branży