Od konsolidacji fiskalnej, co jest procesem przykrym dla podatników, nie uciekniemy. Nawet biorąc pod uwagę, że ogromny wzrost deficytu i zadłużenia w 2020 r. były w dużej mierze efektem pandemicznego kryzysu i programów pomocowych, to powstałą wyrwę w kasie państwa trzeba jednak jakoś załatać.

Czytaj także: VAT nie do odzyskania

„Nie" dla podwyżek

Pytanie – jak? Na pewno nie podnosząc podatków – zastrzegają ekonomiści. – Jak wskazują doświadczenia wszystkich krajów, najbardziej szkodliwa dla gospodarki jest konsolidacja podatkowa, czyli wzrost obciążeń fiskalnych – wyjaśniał Maciej Bukowski, prezes think tanku WiseEuropa, podczas debaty „Czy podatki to jedyne wyjście?", zorganizowanej przez Warsaw Enterprise Institute.

Tymczasem działania PiS w tym zakresie mogą wskazywać, że rząd wybrał właśnie drogę wzrostu podatków. Ostatni przykład to „składka od reklam", która ma – jak mówił sam premier Mateusz Morawiecki – pomóc sfinansować koszty walki z pandemią. Co i raz pojawiają się też nieoficjalne doniesienie o nowych daninach. Na razie resort finansów dementuje te doniesienia, ale nikt nie zdziwiłby się, gdyby rząd jednak podchwycił jakieś nowe pomysły.

– Nowe podatki to najgorszy pomysł – mówi też „Rzeczpospolitej" Sławomir Dudek, główny ekonomista Fundacji FOR. – To, co może nam najbardziej pomóc w wyrastaniu z pandemicznego długu, to szybki wzrost gospodarczy, a wzrost obciążeń podatkowych spowalnia ten wzrost.

Lepsze efekty przynosi konsolidacja po stronie wydatków państwa – zaznaczają ekonomiści. Szczególnie że tu Polska ma wiele do zrobienia. – Presja na długotrwały wzrost wydatków jest ogromna. Z wyliczeń OECD wynika, że by utrzymać relację długu do PKB przy braku zmian, należałoby podnieść podatki o 14 proc. PKB do 2060 r. Zamiast tego oczywiście lepiej jest przeprowadzić reformy wydatkowe – zaznaczył dr Marek Radzikowski z SGH, autor przygotowanego z WEI raportu „Finanse w pandemii – droga wyjścia".

Według jego wyliczeń publiczne wydatki należałoby zredukować o ok. 90 mld zł, czyli o wysokość deficytu strukturalnego.

„Tak" dla oszczędności

Zdaniem ekonomistów dobrym sposobem byłoby obniżenie transferów socjalnych do poziomu mediany (w relacji do PKB) dla krajów Europy Środkowo-Wschodniej, co przyniosłoby oszczędności na ponad 90 mld zł. Do tego warto pomyśleć o podwyższeniu wieku emerytalnego, reformie ochrony zdrowia czy odstąpieniu od najmniej efektywnych inwestycji publicznych.

Autopromocja
Wyjątkowa okazja

Roczny dostęp do treści rp.pl za pół ceny

KUP TERAZ

Takie zmiany też nie byłyby przyjemne dla Polaków. Bo trudno o zadowolenie, gdyby rodzicom zredukowano 500+, emerytom zabrano 13. i 14. emeryturę, a pracujących postawiono przed wizją pracy do 65 lat albo dłużej. – Ale to mniej szkodliwe dla gospodarki – zaznacza Radzikowski.

– Przede wszystkim rząd powinien zastanowić się nad racjonalizacją wydatków, jakie efekty przynoszą publiczne programy w poszczególnych obszarach. Z czego można zrezygnować, a gdzie należałoby „podsypać" – podkreślał Maciej Bukowski.

– Wychodzenie z pandemicznego długu powinno być rozłożone na kilka lat, tak by uniknąć drastycznych ruchów typu nagłe duże cięcia wydatków czy gwałtowny wzrost obciążeń podatkowych – komentuje dla „Rzeczpospolitej" Łukasz Kozłowski, główny ekonomista Federacji Przedsiębiorców Polskich. – Konieczna jest ostrożna polityka państwa, w tym wydatkowa. Nie da się wyrosnąć z długu, jeśli dalej pojawiać się będą nowe pozycje wydatkowe – mówi.