W Polsce ponad 90 proc. energii elektrycznej produkuje się z węgla (z czego 60 proc. z kamiennego). Na Ukrainie ok. 30 proc. Tyle, że w Polsce jest 31 kopalń węgla kamiennego, a na Ukrainie – ponad 130, a roczne wydobycie obu krajów jest na poziomie 80 mln ton.
– Rezerwy węgla energetycznego stanowią już 5,5 mln ton - oznajmiła premier Ukrainy Julia Tymoszenko.
W Polsce (według danych resortu gospodarki na koniec czerwca) zapasy węgla sięgały 6 mln ton, ale ok. 1 mln ton stanowił węgiel koksujący, którego sprzedaż w sierpniu drgnęła za sprawą nowych kontraktów Jastrzębskiej Spółki Węglowej.
Pod koniec czerwca ukraiński parlament zobowiązał rząd do opracowania planu antykryzysowego, dotyczącego sektora górniczego. Z informacji „Rz” wynika, że powstanie górniczej strategii na Ukrainie wspiera Unia Europejska – na razie kwotą ok. 10 mln zł. Jednak nie jest to łatwe – np. trudno ocenić, ilu ludzi faktycznie zatrudnia branża (w Polsce w 31 kopalniach węgla kamiennego pracuje ok. 115 tys. ludzi), bo dane z państwowych kopalń (jest ich ok. 120) często są tylko liczbami na papierze, a dane z prywatnych kopalń (jest ich ok. 15) nie są miarodajne, poza tym te drugie jako prywatne nie podlegają Ministerstwu Górnictwa.
Zdaniem analityków w Kijowie, by branża mogła się rozwijać, potrzebna jest jej prywatyzacja i liberalizacja. – Brak inwestycji uniemożliwia wydobycie węgla w głębokich kopalniach po konkurencyjnej cenie. To jeden z problemów ukraińskiej branży, gdzie wiele kopalń ma głębokość 1-2 km – mówi „Rz” Sierhij Petrenko, analityk kampanii inwestycyjnej Phoenix Capital w Kijowie. Dla porównania – w Polsce jest mniej niż dziesięć poziomów, gdzie górnicy pracują na głębokości większej niż kilometr, bo głęboka eksploatacja podwyższa koszty wydobycia, m.in. o klimatyzację czy dodatkowe zabezpieczenia pracy.