Transnieft jako właściciel ropociągów rosyjskich jest jedną z najbardziej wpływowych firm w tym kraju. Decyduje o tym, kiedy i ile ropy popłynie jaką trasą. Odpowiada m.in. za rurociągi dostarczające surowiec do Europy – czyli system Przyjaźń. A będąc państwową firmą, Transnieft realizuje strategię energetyczną Rosji.
Dokument ten, przyjęty w 2003 r., zakłada m.in. rozbudowę sieci rurociągów w Rosji, tak by zmniejszyć rolę pozostających poza granicami tego kraju, a więc i rurociągów tranzytowych – m.in. Przyjaźni biegnącej dwoma nitkami – północną przez Białoruś i Polskę oraz południową przez Ukrainę. W strategii przewidziano też, że państwo może wesprzeć finansowo projekty umożliwiające eksport ropy rosyjskiej z pominięciem terytoriów państw tranzytowych.
Transnieft realizuje więc dwie gigantyczne inwestycje, dzięki którym powstaną nowe drogi przesyłania ropy rosyjskiej za granicę. Firma buduje za ok. 4 mld dol. rurociąg, będący odgałęzieniem północnej nitki Przyjaźni – z Unieczy do portu Ust Ługa w Zatoce Fińskiej. A także ropociąg ze wschodniej Syberii w kierunku Pacyfiku. Dla ekspertów to sygnał, że Rosjanie będą chcieli po zakończeniu obu inwestycji przerzucić znaczną część eksportowanej ropy z tradycyjnych rurociągów właśnie na te nowe kierunki – do Zatoki Fińskiej i do portów na wschodniej granicy Rosji.
Dla takich krajów jak Polska, Białoruś i Ukraina byłoby to niekorzystne. Z jednej strony dlatego, że zarabiają na tranzycie ropy, a z drugiej dlatego, że dla rafinerii w tych krajach zakup surowca rosyjskiego przesyłanego drogą lądową jest korzystniejszy niż import drogą morską. Eksperci przyznają jednak, że mniej powodów do obaw mają Polska i Białoruś, bo przez te kraje Rosjanie ślą ropę do rafinerii wschodnioniemieckich i nie będą chcieli narażać się na konflikt ze swoim najważniejszym partnerem gospodarczym w Europie.