Liczenie strat spowodowanych przymusowym przedłużeniem zagranicznego pobytu ponad 10 tys. polskich turystów z powodu chmury wulkanicznego pyłu nad Europą jeszcze się nie skończyło. - Wstępnie szacujemy, że biura podróży mogły stracić od kilkunastu do kilkudziesięciu milionów złotych - powiedział "Rz" prezes Polskiej Izby Turystyki (PIT) Jan Korsak. Jeszcze przed weekendem strat przekraczających 100 tys. zł spodziewała się Triada, na ok. 150 tys. wyceniał swoje koszty giełdowy Rainbow Tours. Ponieważ akcja ściągania ostatnich osób, które nie zdołały wrócić do kraju z powodu wstrzymania lotów już się praktycznie zakończyła, w najbliższych dwóch-trzech dniach powinny być gotowe dokładniejsze wyliczenia. - To nie jest takie proste. Mamy np. biuro, które straciło 50 tys. euro tylko na przedłużeniu pobytu w hotelach. Dodatkowy problem w tym, że po czekające tam osoby poleciały puste samoloty, które miały być wypełnione kolejnymi turystami. A to podwyższy rachunki - zapowiada Korsak.
Straty branży turystycznej spowodowane wybuchem wulkanu jeszcze podwyższyła żałoba narodowa po katastrofie prezydenckiego samolotu pod Smoleńskiem. W kraju odwołane były zaplanowane imprezy, zamknięto muzea. To sprawiło, że zorganizowane wycieczki zagranicznych turystów do Polski nie wypełniły planu. Na dodatek przytrzymał je w Polsce pył wulkaniczny. A to przełożyło się na dodatkowe dla organizatorów koszty noclegów i wyżywienia oraz zastępczego transportu autokarami. Jak poinformowała PIT w niedzielę wieczorem, wysokość tych wydatków dopiero jest szacowana. Prezes Korsak wstępnie ocenia je na "kilka milionów złotych".
Przedstawiciele branży cierpną na myśl, że przypadek erupcji wulkanu z podobnymi jak teraz skutkami dla ruchu lotniczego mogłaby powtórzyć się w sezonie. PIT twierdzi, że biura nie udźwignęłyby dodatkowych kosztów związanych z przedłużanymi pobytami i przesuwanymi przelotami znacznie większej liczby turystów niż tych poszkodowanych w ostatnim tygodniu. Problem w tym, że podobnych przypadków nie obejmują ubezpieczenia. Tymczasem według powołującego się na ustawę o usługach turystycznych stanowiska Ministerstwa Sportu i Turystyki, przedstawionego w ostatnią środę, wszystkie koszty takich nieprzewidzianych sytuacji ponosi organizator wyjazdu. PIT nie chce się z tym zgodzić. W przesłanym w piątek do ministerstwa oświadczeniu zaznacza, że w tak trudnej i precedensowej ze względu na skalę sprawie powinno się uwzględniać interesy obu stron - tak klientów jak i biur podróży. - Zapewniane w obecnej sytuacji przez biura podróży świadczenia nie były zastępczymi lecz dodatkowymi, realizowanymi zgodnie z obowiązkiem wynikającym z ustawy o usługach turystycznych, w którym nie przesądzono, że to biuro podróży ma ponosić ich koszty - stwierdza PIT w oświadczeniu. Według Izby potrzebna jest taka interpretacja przepisów prawa, która pozwoliłaby solidarnie rozłożyć koszty.
- Jeżeli za trzy miesiące wybuch wulkanu znowu sparaliżowałby ruch turystyczny, a biura musiałyby znowu ponosić pełną odpowiedzialną, mamy gotowych bankrutów - ostrzega Korsak.
Tymczasem według prezesa Polskiej Organizacji Turystycznej Rafała Szmytke, ewentualne ponowne kłopoty z wstrzymywaniem lotów przez wulkaniczne pyły mogą doprowadzić do głębokich zmian w całym rynku wycieczek zagranicznych. - Jeżeli okaże się, że jest to powtarzający się problem, to cały ruch turystyczny z wykorzystaniem samolotów może się zmniejszyć - ostrzega Szmytke.