Pozytywna informacja w połowie maja brzmi: produkcję podjęły prawie wszystkie znaczące fabryki branży, która w ostatnich latach była lokomotywą polskiego eksportu.

To oczywiście nie jest ruch pełną parą. Decyzjom przedsiębiorców, którzy stanęli przed koniecznością zmian w firmowej strategii, wciąż towarzyszy niepewność, jak ostatecznie rozwinie się sytuacja. – Kluczowe pytanie brzmi: czy klienci, przestraszeni gospodarczymi konsekwencjami pandemii, nie zmienili swoich nawyków i nie odsuną na przyszłość zakupów domowych sprzętów, bo pojawi się inny priorytet w domowym budżecie – zastanawia się Michał Strzelecki, dyrektor Ogólnopolskiej Izby Gospodarczej Producentów Mebli.

Uruchomienie w kraju meblowych sklepów w zeszłym tygodniu zapaliło małe światełko w tunelu, ale do pełnych obrotów w handlu jeszcze daleko.

Na krawędzi

Cała branża, która jeszcze w zeszłym roku odnotowała 10,9 mld euro przychodów z zagranicznej sprzedaży i cieszyła się doskonałym, drugim po Chinach miejscem na liście największych światowych eksporterów, po uderzeniu koronawirusa i globalnym tąpnięciu w handlu znalazła się na krawędzi. – Dziś podstawową kwestią, która przesądzi, czy polscy meblarze odbudują swój potencjał i kiedy powrócą na szczyt, jest potwierdzenie, że zamówienia z Niemiec i pozostałych europejskich i światowych rynków są aktualne i będą faktycznie zrealizowane – mówi dyr. Strzelecki.

Ogromne straty w branży meblowej są faktem i nic tego nie zmieni. W czasie kryzysu związanego z pandemią Covid-19 w połowie marca z dnia na dzień wstrzymano w Europie meblowy handel, a konsumenci ograniczyli decyzje zakupowe do minimum.

Na konsekwencje nie trzeba było długo czekać. Według szacunków ekspertów DNB Bank Polska i samych przedsiębiorców spadki sprzedaży w 2020 r. mogą sięgać 35 proc., co oznacza przychody o 17 mld zł mniejsze niż w zeszłym roku.

W najgorszym dla branży tegorocznym miesiącu – kwietniu – prezesi fabryk wieszczyli, że 28 tys. zakładów, zatrudniających przed kryzysem ponad 165 tys. pracowników, grozi utrata nawet 40 tys. miejsc pracy.

Autopromocja
Ranking Samorządów

Poznaj najlepsze samorządy w Polsce

WEŹ UDZIAŁ

Ten czarny scenariusz zdaje się dziś nie potwierdzać, jak pociesza dyrektor OIGPM. –Zwolnienia zaczęły się jeszcze w marcu, ale ich skala była mniejsza, niż się obawiano. Ilu pracowników naprawdę straciło zajęcie, będzie wiadomo dopiero w końcu czerwca i na początku lipca, gdy zakończą się okresy wypowiedzeń, a decyzje zostaną utrzymane – mówi Strzelecki. Zdaniem analityków DNB Bank Polska sytuacja w sektorze meblarskim pozostaje poważna i bez pomocy rządu branży nadal grozi fala bankructw oraz zahamowanie inwestycji, co może skutkować utratą przewagi konkurencyjnej.

Z danych OIGPM wynika, że kryzys rzeczywiście potężnie uderzył w producentów mebli, ale spektakularnych bankructw nie było.

Nowe wyzwania

Dziś, w okresie zbliżania się do apogeum zachorowań na koronawirusa w Polsce, strat w branży meblarskiej nie da się jeszcze precyzyjnie oszacować. Analitycy twierdzą, że nawet przy założeniu, iż sytuacja epidemiczna w Polsce i w większości krajów europejskich zacznie się szybko poprawiać, od czerwca 2020 r. hurtownie i sklepy powrócą do normalnego rytmu i nie będzie powtórnej fali wirusa, szacowana wartość sprzedaży mebli w tym roku wyniesie zaledwie 33 mld zł. To oznacza w porównaniu do 2019 r. ogromną wyrwę w potencjale sektora, który w ostatnich latach wytrwale piął się na eksportowy szczyt.

– Teraz, w obliczu spowodowanego pandemią kryzysu i gospodarczego tąpnięcia, trudniej będzie mierzyć się rodzimym meblarzom z najpoważniejszymi wyzwaniami, które dawały o sobie znać już w okresie prosperity, czyli z utrzymaniem konkurencyjności i – co nie mniej ważne – rentowności branży.

Grupa Szynaka, Black Red White, Meble Wójcik, Forte czy Nowy Styl i inni najwięksi gracze i eksporterzy wychodzenie z wirusowej hibernacji będą musieli łączyć z modernizacją: optymalizacją procesów produkcyjnych, digitalizacją, specjalizacją. Ale w niesprzyjających czasach decyzje o kolejnych wydatkach podejmuje się trudniej.

– Poza tym w okresie, gdy trzeba łączyć siły, zawierać sojusze między firmami, przedsiębiorcom szkodzi skrajny indywidualizm. To wielka słabość naszych prezesów – ocenia dyr. Strzelecki.