Ustawa o grach hazardowych z 19 listopada 2009 r. (weszła w życie w styczniu br.) wprowadziła dla legalnie działających na naszym rynku firm bukmacherskich szereg obostrzeń. Jednak największym problemem okazuje się interpretacja przepisów ustawy przez celników, którzy są upoważnieni do kontroli zakładów bukmacherskich.

- Mamy do czynienia z licznymi kontrolami Służby Celnej, w trakcie których stosowane są niejednoznaczne i często rozbieżne wykładnie tych samych przepisów ustawy o grach hazardowych. Na podstawie tak interpretowanych przepisów wszczynane są postępowania karne skarbowe wobec legalnie działających firm bukmacherskich - zauważa Marek Oleszczuk, ze Stowarzyszenia.

Kontrowersje dotyczą m.in. ustawowego zakazu reklamy działalności bukmacherskiej. Przepis nie obejmuje oznaczenia nazwą na zewnątrz budynku miejsca, w którym znajduje się punkt przyjmowania zakładów, ale - jak się okazuje - interpretacji tego zapisu jest kilka. Nie wiadomo bowiem, czy chodzi tylko o nazwę firmy, czy nazwę prowadzonej działalności.

Efekt jest taki, że niektórzy kontrolerzy akceptują oznaczenia punktu nazwą firmy i nazwą prowadzonej działalności a inni zakazują umieszczania na zewnątrz logo bądź nazwy firmy, która zawiera również nazwę prowadzonej działalności gospodarczej, czyli określeń: zakłady wzajemne lub zakłady bukmacherskie.

Druga sporna sprawa dotyczy tego, że zgodnie z przepisami, zakaz reklamy działalności bukmacherskiej nie obejmuje reklamy i promocji prowadzonej wewnątrz punktu przyjmowania zakładów wzajemnych. Niektórzy kontrolerzy uważają jednak, że nawet jeśli plakat lub ulotka jest umieszczona wewnątrz punktu, ale jest widoczna przez szybę na zewnątrz, to jest to złamanie prawa. Przedstawiciele firm są innego zdania: - Sytuacja, w której reklama umieszczona wewnątrz punktu jest widoczna również na zewnątrz lokalu nie powoduje zmiany jej legalnego statusu, gdyż nadal pozostaje przeznaczona wyłącznie dla klientów wchodzących do punktu bukmacherskiego - twierdzą w piśmie skierowanym do Kapicy. Ale nieprecyzyjnych przepisów jest więcej. Na przykład ten dotyczący ewidencji. Firmy bukmacherskie muszą prowadzić ewidencję wypłaconych wygranych, których wartość wynosi co najmniej 20 tys.zł oraz przechowywać tę ewidencję przez 5 lat. Jednocześnie sposób prowadzenia ewidencji wypłaconych wygranych powinien określić Minister Finansów w odpowiednim rozporządzeniu. Problem w tym, że do dziś rozporządzenie nie zostało wydane. Tymczasem w trakcie kontroli funkcjonariusze celni żądają przedstawienia ewidencji, nawet jeśli nie było jeszcze wymaganej przepisami wygranej i mimo braku stosownego rozporządzenia Ministra Finansów. Dodatkowo kwestionowane jest prowadzenie ewidencji wygranych w formie zapisów elektronicznych mimo, że rozporządzenie Ministra Finansów z dnia 28 grudnia 2009r. zezwala na zastosowanie technik elektronicznego przetwarzania danych.

Kolejna sprawa dotyczy specjalnych świadectw zawodowych. Zgodnie z ustawą hazardową osoby pierwszy raz zatrudnione do bezpośredniego prowadzenia gier hazardowych mają obowiązek uzyskać świadectwo zawodowe w terminie nie dłuższym niż cztery miesiące od dnia ich zatrudnienia. Jednocześnie przepis przejściowy ustawy w art. 120 ust. 2 mówi, że osoby zobowiązane do posiadania świadectwa zawodowego na podstawie ustawy są zobowiązane do jego uzyskania w terminie czterech miesięcy od dnia jej wejścia w życie, czyli zobowiązane były uzyskać te świadectwa do dnia 30 kwietnia 2010r. Niestety do tego dnia Ministerstwo Finansów nie wyznaczyło terminu egzaminów dla tych osób. To nie przeszkadza funkcjonariuszom Służby Celnej stawiać firmom podczas kontroli zarzutów o naruszenie przepisów w zakresie braku świadectw zawodowych. - Taki stan rzeczy, kiedy przepisy są dowolnie interpretowane przez celników a właściciele legalnie działających firm wciąż muszą tłumaczyć się przed służbami wzmacnia proces przejmowania legalnego rynku zakładów wzajemnych przez nielegalnych bukmacherów internetowych - alarmuje branża. Już dziś firmy nielegalnie działające w sieci (polskie prawo zabrania takiej działalności, ale działają u nas serwisy zarejestrowane np. na Malcie, Cyprze) generują na rynku polskim obroty trzykrotnie wyższe od przychodów legalnego rynku. Według badań przeprowadzonych w 2009 r. przez Millward Brown SMG/KRC na zlecenie firmy D-Link, aż 700 tys. internautów skorzystało z usług hazardowych w sieci. Obroty nielegalnego rynku bukmacherskiego szacuje się według bardzo ostrożnych analiz na 3 mld zł. - Straty budżetu Państwa z tego tytułu są wymierne i stale się zwiększają - podkreśla Oleszczuk. Łamaniu prawa w tym zakresie miał zaradzić rozbudowany artykuł 29 ustawy o grach hazardowych restrykcyjnie regulujący reklamę oraz promocję zakładów. - Niestety, pomimo istnienia odpowiednich narzędzi prawnych rynek nielegalnych zakładów, szczególnie internetowych, dalej się rozwija - alarmuje Oleszczuk i przypomina, że Stowarzyszenie informowało już wiceministra Jacka Kapicę, o 10 proc. spadku obrotów legalnie działających firm bukmacherskich, spowodowanym przejmowaniem klientów przez firmy prowadzące nielegalną działalność w tym zakresie. - Stowarzyszenie przedstawiło też Kapicy swoje propozycje do walki z nielegalnymi internetowymi zakładami wzajemnymi. Postulowano kontrolę przepływów finansowych „bukmacherki” internetowej. Taka kontrola jest jak najbardziej możliwa, ponieważ wspomniane przepływy przechodzą przez krajowy system finansowy - mówi Oleszczuk, ubolewając, że w tej sprawie nic się nie dzieje.