– Inwestorzy stali się bardziej ostrożni. Zwłaszcza w przypadku wielkości zatrudnienia, bo planują mniej nowych etatów, niż planowaliby przed kryzysem – mówi Artur Malec, prezes Kostrzyńsko-Słubickiej Specjalnej Strefy Ekonomicznej.
Zapał do inwestowania słabnie, co widać po malejącej liczbie rozpoczynanych negocjacji. Najbardziej spada zainteresowanie inwestycjami w branżę elektroniki użytkowej, która już od pierwszej fali kryzysu ogranicza zatrudnienie (np. grupa firm związanych z koreańskim LG w Kobierzycach lub japoński Funai w Nowej Soli), a także w produkcję AGD oraz mebli. Niepewna sytuacja europejskich gospodarek wyhamowuje bowiem konsumpcję na rynkach wewnętrznych.
Broni się jeszcze branża samochodowa – eksport aut na rynki azjatyckie i amerykańskie wciąż jest wysoki, a spadki sprzedaży aut w Europie Zachodniej są na razie niewielkie. W I półroczu liczba nowych rejestracji na terenie UE spadła w porównaniu z rokiem ubiegłym o zaledwie 2,1 proc. Ale dłuższe utrzymywanie się napięcia na rynkach dotknie i tego sektora.
– Grozi nam powtórka z 2008 roku, gdy całkiem nowe inwestycje były ograniczone, a inwestowano głównie w rozwój tego, co już jest – mówi Mirosław Michna, szef zespołu ds. sektora motoryzacyjnego w firmie doradczej KPMG.
Efekty inwestycyjne z tego roku powinny być jeszcze całkiem niezłe: wartość inwestycji, które specjalne strefy ekonomiczne przyciągnęły do końca lipca, sięga 4 mld zł. To prawie dwa razy więcej niż w pierwszych siedmiu miesiącach roku ubiegłego.
Za cały 2011 r. łączna wartość napływu zagranicznych inwestycji do Polski powinna przekroczyć 10 mld euro. Ale w 2012 roku może się mocno skurczyć.
– Jako pierwsze wstrzymywać decyzje będą zwłaszcza firmy małe, posiadające mniejsze rezerwy. One najbardziej boją się ryzyka – uważa Sławomir Majman, prezes Polskiej Agencji Informacji i Inwestycji Zagranicznych. Jeśli do tego będą wycofywać się inwestorzy kapitałowi, napływ zmaleje nawet o 2 – 3 mld euro.
Zdaniem Tomasza Konika, partnera w firmie doradczej Deloitte, w coraz silniejszej zawierusze gospodarczej Polsce przestaje pomagać status zielonej wyspy gospodarczego wzrostu. Zwłaszcza w odniesieniu do inwestycyjnych planów firm azjatyckich. – Inwestorzy z Chin oceniają nas teraz przez pryzmat kryzysu w Grecji i kłopotów w strefie euro. To będzie wydłużać negocjacje – uważa Konik.
Wyhamowanie inwestycji doprowadzi za to do zwiększenia w przyszłym roku liczby fuzji i przejęć. Na rynku będą firmy, które zdecydowały się przetrzymać gotówkę, jak i te pokiereszowane kryzysem.
– To będzie wymarzony okres dla takich działań. Już teraz można kupić zagraniczne aktywa, które w czasie hossy byłyby o połowę droższe – uważa Arkadiusz Krężel, szef rady nadzorczej Boryszewa i Impexmetalu.
Słabnie konkurencyjność polskiej gospodarki
Polska spadła w rankingu konkurencyjności przygotowanym przez World Economic Forum – z miejsca 39. przed rokiem na 41. obecnie. Spadek jest efektem pogorszenia stabilności makroekonomicznej oraz słabej innowacyjności. Nasze notowania pogarszają nieprzejrzysty system podatkowy, biurokracja, nieelastyczne przepisy na rynku pracy, a ponadto zły stan infrastruktury. W rankingu od trzech lat najlepiej wypada Szwajcaria. Za nią są Singapur oraz Szwecja. Trzeci rok z rzędu maleje natomiast konkurencyjność gospodarki USA, która znalazła się dopiero na piątej pozycji. Mimo kryzysu poziom konkurencyjności gospodarek rośnie, co jest widoczne zwłaszcza w grupie krajów rozwijających się. Opracowywany co roku przez WEF raport obejmuje badaniem 142 państwa i 12 tys. firm z całego świata. W Polsce współtworzył go NBP, który przeprowadził badanie ankietowe wśród szefów przeszło 200 przedsiębiorstw.
—adw