Z tego artykułu dowiesz się:
- Skąd bierze się i czym grozi narastający w Polsce opór wobec budowy centrów danych?
- Jak potężne serwerownie wpływają na lokalne środowisko, ceny energii oraz dostęp do wody?
- Czy unijny projekt gigafabryk AI wzmocni cyfrową suwerenność Europy, czy pogłębi jej zależność technologiczną?
Boom na sztuczną inteligencję wymaga potężnych mocy obliczeniowych, a w konsekwencji energii i wody. To aspekt, który może być kartą przetargową w rywalizacji o lokalizację jednej z unijnych gigafabryk AI właśnie w naszym kraju. Dziś jednak bagatelizowany jest inny krytyczny element, przez który część inwestorów w centra danych już ma spore kłopoty – opór społeczny, który w Polsce narasta.
Rozmawialiśmy z kilkoma firmami z branży AI, ale nie chcą oficjalnie sprawy komentować. Nieoficjalnie przyznają, że widać trend rosnącej fali sprzeciwu społeczności lokalnych, co – jak pokazują przykłady zza granicy, gdzie wprowadzane są moratoria na inwestycje w takie kompleksy serwerów – może wyhamować inwestycje w moce obliczeniowe.
Potrzebny okrągły stół
Protesty zalewają okolice Warszawy, gdzie mieszkańcy obawiają się problemów z wodą, podniesienia rachunków za prąd oraz wpływu na środowisko. Przetoczyły się one m.in. przez Nową Wieś (gmina Dobre), Kajetany (gm. Nadarzyn), czy Reguły (gm. Michałowice), gdzie ma powstać kampus centrów danych. W tej ostatniej lokalizacji udało się – według wstępnych deklaracji – wymóc zmiany w planie, inwestor odsunie budynki od zabudowy mieszkalnej. Z kolei w zeszłym tygodniu do manifestacji doszło w Piasecznie.
Przedstawiciele inicjatywy Stop Serwerowni Piaseczno protestowali przeciwko budowie przy ul. Energetycznej centrum danych, które miałoby stanąć w sąsiedztwie zabudowy mieszkaniowej, na terenie po dawnym kombinacie Unitra-Polkolor. Obawiają się, jak planowany pobór wody wpłynie na lokalne zasoby i sieć wodociągową, a także o wartość swoich nieruchomości. Mieszkańcy wskazują, że hałas, zwiększony ruch i sama skala inwestycji negatywnie wpłyną na wartość ich domów. Data center, które ma tam powstać, to, jak słyszymy od mieszkańców, trzykondygnacyjny obiekt, który może być wyposażony nawet w 112 tzw. drycoolerów o mocy akustycznej do 92-93 dB każdy. Hałas i konieczność odprowadzania ciepła zaburzyć może lokalny bilans cieplny i mikroklimat.
Ale protestujący mówią i o innych ryzykach, w tym tych związanych z potencjalnymi pożarami, czy próbami sabotażu, na które może być narażona tego typu infrastruktura krytyczna. Na Zrzutka.pl trwa zbiórka na pomoc prawną dla protestujących, ci zbierają też od paru dni podpisy pod petycją o odwołanie zastępcy burmistrza. Mieszkańcy Piaseczna i Józefosławia wystąpili nawet o pomoc do premiera Donalda Tuska. W przyszłym tygodniu ma dojść do spotkania protestujących z inwestorem (to spółka Sien Real z Grupy Budimex).
Ale takich sytuacji przybywa w całym kraju. Latem na ulice wyszli m.in. mieszkańcy Bielska-Białej i Domiechowic pod Bełchatowem. Ryzyko, że plany budowy potężnej tzw. gigafabryki AI, o której lokalizację w naszym kraju stara się rząd, trafią na podobny opór, jest potężne.
Czytaj więcej
Gigafabryka AI to dla Polski szansa na ucieczkę z roli technologicznego podwykonawcy i budowę cyfrowej suwerenności. Projekt może jednak zderzyć si...
Maya Ozbayoglu, działaczka ruchu PauseAI, mówi wprost: gigafabryka to gigaodpowiedzialność. Aktywistka z Torunia wezwała Ministerstwo Cyfryzacji do tego, by w związku z planem budowy gigafabryki AI zainicjowało publiczną debatę na temat tego, jak bezpiecznie rozwijać i korzystać ze sztucznej inteligencji.
– Apelujemy o podjęcie wszelkich możliwych działań prowadzących do podpisania międzynarodowego porozumienia, które by zobowiązało społeczność globalną do bezpiecznego rozwijania AI. Przyszłość nie musi być napisana przez Big Techy. Musimy jednak odpowiednio szybko działać, by w scenariuszu znalazło się jeszcze miejsce dla nas i naszych wartości – tłumaczy Ozbayoglu.
Obawy o wzrost cen prądu i brak wody
Dziś zapotrzebowanie na moce obliczeniowe w Europie rośnie w imponującym tempie. Dane CBRE pokazują, że wolumen mocy zakontraktowanej przez dostawców infrastruktury dedykowanej AI (tzw. neoclouds) w ciągu roku wzrósł niemal pięciokrotnie. Operatorzy infrastruktury muszą szukać „wolnej” energii, aby sprostać popytowi. Międzynarodowa Agencja Energetyczna (IEA) szacuje, że do 2030 r. zużycie energii elektrycznej przez takie obiekty globalnie sięgnie blisko 950 TWh (prawie 5,5 razy więcej niż rocznie zużywa Polska).
Duńska CAISA (Krajowe Centrum ds. Sztucznej Inteligencji w Społeczeństwie) szacuje, iż pojedyncza gigafabryka może zwiększyć całkowite zużycie energii elektrycznej w tym kraju o około 1,5 proc. Efektem będzie wzrost rachunków za prąd (EU Observer wskazywał, że – właśnie m.in. wyniku rosnącego zużycia energii elektrycznej w ponad 80 centrach danych – rachunki za prąd w Irlandii wzrosły o 1,4 mld euro). A to nie wszystko, bo niemal każdy wat potężnego strumienia energii zasilającego serwery zamienia się w ciepło.
W brytyjskim Slough, największym europejskim klastrze tego typu, mieszkańcy podpisali petycję przeciwko takiej infrastrukturze, skarżąc się na emisję ciepła potęgującą letnie upały. Naukowcy z Uniwersytetu w Cambridge zbadali skalę zjawiska w sąsiedztwie centrów danych i ustalili, że po uruchomieniu serwerowni temperatury rosły średnio o 2°C, a zmiany były odczuwalne nawet w odległości 10 km. Skrajny przykład to niemal całkowicie wysuszone dawne mokradła w chilijskim Quilicura, gdzie od ponad dekady funkcjonują centra danych firmy Google.
Do chłodzenia potrzeba wody i tu pojawia się kolejny problem. Analitycy Rystad wyliczyli, że centra danych na świecie w ub.r. wykorzystały jej 222 mld litrów, a to niewiele mniej niż roczna konsumpcja w całej UE. Do końca dekady ta liczba może wzrosnąć ponad dwukrotnie. Negatywny wpływ na środowisko tej infrastruktury potęguje fakt, że z ponad 12 tys. centrów danych na świecie przeszło połowa jest zasilana paliwami kopalnymi, generując rocznie ponad 105 mld ton CO2. Badanie Instytutu Gallupa z maja br. pokazało, iż Amerykanie bardziej obawiają się sąsiedztwa serwerowni niż elektrowni atomowej – przeciwko budowie centrum danych w swojej okolicy opowiedziało się aż 71 proc. ankietowanych, podczas gdy instalacji jądrowych nie chciało 53 proc. respondentów.
Czytaj więcej
Budowa kolejnych centrów danych dla AI budzi zastrzeżenia części naukowców oraz protesty lokalnych społeczności, między innymi w Stanach Zjednoczon...
Co drugi obywatel USA popiera dziś całkowite moratorium na wznoszenie kolejnych takich obiektów (już dziś około 40 proc. takich instalacji na świecie zlokalizowanych jest właśnie w Stanach Zjednoczonych). Ale ta fala oporu dociera z coraz większą mocą do Europy.
Dla kogo gigafabryka?
Np. Amsterdam wprowadził już moratorium na budowę nowych centrów danych do 2030 r., widać też niezadowolenie w Irlandii, o zablokowanie inwestycji tego typu stara się hiszpański kolektyw Tu Nube Seca Mi Río, ostrzegając przed tzw. bluewashingem (zużywaniem przez centra danych milionów litrów wody pitnej), a we Francji głośno jest o marsylskiej inicjatywie Stop aux Data Centers. Jak zwracają uwagę naukowcy CAISA, brakuje szerokiej debaty politycznej na temat celów i konsekwencji takich obiektów. Matilde Bro, badaczka z CAISA, wskazuje, że wiele mówi się o kosztach, ale nie o tym, jakim celom ta infrastruktura ma służyć i kto powinien mieć do niej dostęp czy o konsekwencjach funkcjonowania takich obiektów.
Wątpliwości ma też niemiecki europoseł rosyjskiego pochodzenia Sergey Lagodinsky (Partia Zielonych), który twierdzi, że nikt dotychczas nie potrafił mu wyjaśnić, jaki jest sens biznesowy budowy gigafabryk, choć rzecznik KE Thomas Regnier tłumaczył w odpowiedzi, że Europa potrzebuje mocy obliczeniowej, aby uniknąć nadmiernego uzależnienia od innych kontynentów. „Chodzi o suwerenne moce obliczeniowe” – zaznaczał.
Czytaj więcej:
Rząd w Warszawie porozumiał się z Pragą na temat uruchomienia potężnej infrastruktury AI – ustaliła „Rz”. Mamy też już wsparcie Węgier, Litwy, Słow...
Pro
Ale czy faktycznie? Krytycy zarzucają projektowi gigafabryk, że ma budować w UE alternatywę m.in. dla technologii z USA, ale w praktyce zwiększy tylko to uzależnienie, zwłaszcza od układów Nvidii (AMD, Nvidia i Qualcomm już podpisały z KE listy intencyjne w sprawie dostarczania układów scalonych grupom zaangażowanym w gigafabryki). Włoski serwis VD News w artykule, który powstał w ramach europejskiej sieci niezależnych mediów Sphera Network, zwraca uwagę, że pytanie nie brzmi dziś, czy potrzebujemy centrów danych, lecz „kto decyduje, jak i gdzie będą one budowane, oraz kto płaci za ich wpływ na środowisko, energię i społeczeństwo”.
Takiej narracji wtóruje Nicoleta Kyosovska, asystentka badawcza brukselskiego think tanku Centre for European Policy Studies. Cytowana przez portal Politico zauważa, że nie wiadomo, jaka właściwie jest grupa docelowa owych gigafabryk. „Przecież nie mamy aż tak wielu firm zajmujących się sztuczną inteligencją” – zaznacza.