„Demografia. Gospodarka Pokoleń” to projekt „Rzeczpospolitej”, w którym przyglądamy się, jak demografia zmienia polską gospodarkę. Malejąca liczba osób w wieku produkcyjnym i starzenie się społeczeństwa będą miały wpływ na rynek pracy, kondycję firm, finanse publiczne, system emerytalny i ochronę zdrowia. „Rzeczpospolita” pyta ekspertów, przedsiębiorców i polityków, co zrobić, by Polska mogła nadal się rozwijać i skutecznie konkurować.

Choć polskie firmy wymieniają demografię wśród kluczowych wyzwań strategicznych, nie traktują jej ani jako jedynego, ani najważniejszego czynnika, który w najbliższej dekadzie wpłynie na ich konkurencyjność – wynika z badania „Rzeczpospolitej”.

Największe znaczenie przedsiębiorstwa przypisują sztucznej inteligencji i automatyzacji – wskazała je niemal połowa badanych – oraz geopolityce i bezpieczeństwu, które uzyskały 45 proc. wskazań. Kluczowy wpływ zmian demograficznych na przyszłą konkurencyjność dostrzega 30 proc. firm, choć w części branż znaczenie tego czynnika jest oceniane dużo wyżej. W edukacji wskazuje na nie aż 83 proc. badanych.

Rozwiązania technologiczne, takie jak sztuczna inteligencja, automatyzacja i robotyzacja, przedsiębiorstwa traktują jednak nie tylko jako czynnik decydujący o konkurencyjności, ale również jako jedno z głównych narzędzi ograniczania niedoboru pracowników.

Czytaj więcej

Demografia przestała być problemem przyszłości. Uderza w firmy już dzisiaj

Foto: Paweł Krupecki

Potencjał automatyzacji

Już dziś najwięcej firm wymienia automatyzację procesów wśród działań łagodzących skutki zmian demograficznych. Jeszcze większa grupa dostrzega rosnącą rolę nowych technologii w przyszłości.

Jedynie niespełna 4 proc. badanych pracodawców przypisuje im niewielkie znaczenie w ograniczaniu niedoboru pracowników albo nie dostrzega go wcale. Ponad 93 proc. widzi natomiast ich rolę, w tym 63 proc. określa ją jako kluczową lub dużą. Szczególnie mocno znaczenie technologii podkreślają firmy z sektora finansów i ubezpieczeń. Wszystkie dostrzegają ich rolę w ograniczaniu braków kadrowych, a 91 proc. ocenia ją jako dużą. To nawet nieco więcej niż w przemyśle, który w ubiegłym roku, po trzech latach spadku, przyspieszył z inwestycjami w robotyzację. Prawie trzy czwarte uczestniczących w naszym badaniu firm produkcyjnych przypisuje automatyzacji, AI i robotyzacji dużą rolę w ograniczaniu niedoboru pracowników.

Wrocławska spółka QNA Technology, która chce zostać światowym liderem w produkcji półprzewodnikowych koloidalnych nanomateriałów, nie kryje, że zwiększenie stopnia automatyzacji i robotyzacji oraz szersze wykorzystanie sztucznej inteligencji jest częścią jej odpowiedzi na zmiany demograficzne. Z kolei Joanna Szyman, prezeska grupy Centrum CBT oraz grupy NEO Hospital, podkreśla, że firmy automatyzują procesy i wykorzystują sztuczną inteligencję po to, aby specjaliści mogli poświęcać więcej czasu pacjentom.

Znaczenie technologii, w tym AI, potwierdzają także inne badania. W opublikowanym pod koniec zeszłego roku raporcie PwC 75 proc. dużych firm deklarowało realizację projektów związanych ze sztuczną inteligencją oraz zaawansowaną analityką. Z kolei tegoroczny raport firmy rekrutacyjnej Experis Polska pokazał, że trzy czwarte przedsiębiorstw w Polsce korzysta z rozwiązań AI – najczęściej w zadaniach związanych z kreatywnością, ale także w szkoleniach czy rekrutacji pracowników.

Czytaj więcej

Strategia demograficzna? Większość firm stawia na doraźne działania

Foto: Paweł Krupecki

Migranci kluczowi w przemyśle

Technologie wspierane przez AI pomagają także w zarządzaniu zróżnicowanymi zespołami z udziałem cudzoziemców. Przykładem są aplikacje oferujące tłumaczenie symultaniczne na telefonach, ułatwiające codzienną komunikację w firmach. W naszym badaniu zatrudnianie obcokrajowców znalazło się wśród dziesięciu najpopularniejszych działań, za pomocą których firmy już dziś ograniczają negatywne skutki zmian demograficznych. Zatrudnia ich nieco ponad 31 proc. przedsiębiorstw, najwięcej w przemyśle – połowa – oraz w budownictwie, gdzie odsetek ten wynosi 46 proc.

Także w przyszłości imigracja zarobkowa jest postrzegana jako jedno z rozwiązań problemów wynikających ze zmian demograficznych. Jednak tylko 20 proc. firm wskazało, że pozyskiwanie i utrzymanie pracowników z zagranicy będzie miało kluczowe lub duże znaczenie dla ich rozwoju w perspektywie najbliższej dekady. W handlu i usługach ten odsetek wynosi 16 proc., a w finansach zaledwie 9 proc. Większość badanych – 56 proc. – ocenia znaczenie imigracji jako umiarkowane lub niewielkie. Największą rolę migranci zarobkowi odgrywają w przemyśle, szczególnie w przetwórstwie spożywczym. Tam prawie co trzecia z badanych firm ocenia ich znaczenie dla przyszłego rozwoju jako kluczowe lub duże.

– Cudzoziemcy są dziś koniecznością dla utrzymania ciągłości operacyjnej – podkreśla Agnieszka Włoch, dyrektor personalna Grupy LipCo Foods, do której należy m.in. potentat drobiarski SuperDrob. Większość pracowników produkcyjnych grupy stanowią obcokrajowcy.

Foto: Paweł Krupecki

Zniechęceni procedurami?

Relatywnie ostrożne podejście firm do roli imigracji może wynikać z rosnących trudności w zatrudnianiu cudzoziemców spoza Europy. To efekt widocznego w ostatnich latach zaostrzenia polityki migracyjnej, w tym uszczelnienia i wydłużenia procedur legalizacji pracy oraz pobytu przybyszów spoza Europy. W 2025 r. liczba zezwoleń na pracę wydanych cudzoziemcom zmalała o ponad 22 proc. r/r, do 251,5 tys., i nadal spada. Według danych MSWiA w pierwszej połowie tego roku spadek sięgnął 50 proc. r/r, do 69 tys.. Może się on pogłębić w kolejnych miesiącach, bo w sierpniu weszło w życie rozporządzenie ograniczające ruch bezwizowy obywateli Kolumbii, Gruzji i Wenezueli. Wcześniej mogli podejmować pracę na podstawie zezwolenia, korzystając z ruchu bezwizowego. Teraz potrzebują również wizy.

Jednocześnie dane ZUS pokazują rosnącą liczbę pracowników z zagranicy. Pod koniec lipca legalnie pracowało w Polsce prawie 1,4 mln obcokrajowców – o 9 proc. więcej niż latem ubiegłego roku i prawie sześciokrotnie więcej niż dekadę wcześniej. Jak jednak zwraca uwagę Kamil Sobolewski, główny ekonomista Pracodawców RP, stale rosnąca liczba cudzoziemców ubezpieczonych w ZUS jest w dużej mierze efektem opóźnionego wychodzenia z szarej strefy Ukraińców po fali imigracji od 2022 r. Ukraińcy stanowią 67 proc. legalnych pracowników z zagranicy. Zdaniem ekonomisty ten efekt będzie krótkotrwały.

Nie tylko Sobolewski, ale również inni ekonomiści – w tym zespół banku Credit Agricole, eksperci Deloitte czy ZUS – podkreślają, że napływ cudzoziemców na polski rynek pracy jest jednym ze skutecznych sposobów łagodzenia negatywnych skutków zmian demograficznych, które w kolejnych latach mogą spowolnić wzrost polskiej gospodarki. – Kluczowa jest odpowiednia polityka migracyjna – ułatwienie legalizacji pracy i pobytu cudzoziemców oraz większe wsparcie dla kształcenia zawodowego odpowiadającego potrzebom rynku pracy – podkreśla Jacek Głowacz, szef Rohlig SUUS Logistics. Dodaje, że w logistyce szczególnie widoczny jest deficyt magazynierów i kierowców.

Czytaj więcej

Michał Bolesławski, prezes ING: Kryzysu demograficznego nie rozwiążemy samymi pieniędzmi

300 tys. migrantów rocznie

Kamil Sobolewski zwraca uwagę, że głównym problemem kryzysu demograficznego jest nie tyle spadek liczby ludności, ile zmiana proporcji między pokoleniami: maleje liczba osób w wieku produkcyjnym, a rośnie liczba seniorów. Z problemem można sobie radzić na dwa sposoby: zwiększając podaż pracy albo podnosząc wydajność. Poprawa produktywności opiera się m.in. na automatyzacji, robotyzacji i rozwoju technologii, ale nie będzie możliwa bez wzrostu inwestycji – nie tylko w importowane rozwiązania, lecz także w krajowe technologie. Będzie to wymagało również nowych umiejętności pracowników.

Tymczasem tylko połowa uczestników naszego badania wśród działań łagodzących skutki zmian demograficznych wymienia podnoszenie kompetencji i przekwalifikowanie pracowników. Podobna grupa planuje zwiększenie nakładów w tym obszarze w najbliższych pięciu latach. Sobolewski przypomina szacunki ZUS, według których współczynnik obciążenia demograficznego – czyli proporcja osób w wieku poprodukcyjnym do liczby osób w wieku produkcyjnym – wzrośnie z 41,5 w 2025 r. do 47 w 2035 r.

Według ekspertów ZUS, aby utrzymać ten współczynnik na poziomie z ubiegłego roku, w najbliższych latach na polski rynek pracy musiałoby napływać około 300 tys. cudzoziemców w wieku produkcyjnym rocznie. W 2035 r. ich liczba musiałaby sięgnąć 2,8 mln osób, czyli 13,5 proc. populacji w wieku produkcyjnym. – Kluczowym kryterium migracyjnym powinien być nie kraj pochodzenia, ale potencjał do integracji w Polsce – twierdzi Kamil Sobolewski. Jak zaznacza, napływ pracowników z zagranicy, szczególnie do prac fizycznych w przemyśle, logistyce czy budownictwie, jest nie tylko sposobem na uzupełnienie sięgającego 200 tys. rocznie ubytku krajowych fachowców i robotników. Może również wspierać tworzenie miejsc pracy dla osób o wyższych kwalifikacjach. – Imigranci zatrudnieni w fabrykach czy na budowach umożliwiają tworzenie lub utrzymanie stanowisk menedżerskich, a także miejsc pracy w obsłudze, administracji czy HR – podkreśla ekonomista.