Z tego artykułu dowiesz się:

  • Czy Europa zaczyna konkurować z USA i Azją.
  • Czy są pieniądze na innowacje.
  • Na jakie wsparcie mogą liczyć polskie firmy deep-tech.
  • Jak uniknąć rynkowej „doliny śmierci”.

Po latach marazmu, w Europie wreszcie widać powstający ekosystem biznesowy półprzewodników, technologii kwantowych, kosmicznych i biotechnologii, czyli sektorów, które są kluczowe dla suwerenności Europy – wynika z najnowszych danych European Innovation Council. Tylko w ciągu ostatniego roku w Europie narodziły się trzy nowe deeptechowe jednorożce, a rynek odnotował dwanaście rund finansowych powyżej 100 mln euro każda. Od 2019 r. spółki wspierane przez EIC pozyskały łącznie aż 15,5 mld euro. W samym 2025 r. było to niemal 4 mld euro.

Czytaj więcej

Suwerenność cyfrowa Polski czy UE. Eksperci podzieleni na CyberSec Expo & Forum 2026

W coraz większym stopniu widać uwolnienie kapitału prywatnego: każde euro zainwestowane przez Fundusz EIC przyciąga 3,5 euro kapitału prywatnego. Kończy się też drenaż mózgów. Wskaźnik relokacji, czyli przeprowadzek firm poza Europę, wynosi zaledwie 1 proc.

Foto: Tomasz Sitarski

Na jakie wsparcie mogą liczyć polskie innowacje

Mikołaj Raczyński, wiceprezes PFR ds. Inwestycji, potwierdza, że w polskim ekosystemie innowacji widać stopniową, ale wyraźną poprawę. Powstaje coraz więcej projektów z globalnymi ambicjami, rośnie zainteresowanie inwestorów technologiami deeptech, a system wsparcia dla innowacyjnych spółek jest dziś znacznie bardziej kompletny niż jeszcze kilka lat temu.

– W ostatnich dwóch latach w tym segmencie odnotowaliśmy blisko 100 transakcji o łącznej wartości ponad 2 mld zł, co oznacza wzrost wartości finansowania o 77 proc. względem poprzednich lat – wylicza Raczyński. Dodaje, że z perspektywy PFR celem jest budowa pełnego ekosystemu wspierania innowacji. Dlatego uruchomiono PFR DeepTech, który inwestuje w spółki rozwijające przełomowe technologie, oraz PFR Starter Science, wspierający projekty rozwijane na uczelniach i w instytutach badawczych.

– Rozwijamy również Innovate Poland. Program ma mobilizować kapitał prywatny, rozwijać rynek kapitałowy oraz zwiększać skalę inwestycji w innowacyjne i szybko rozwijające się firmy – dodaje wiceprezes. W jego opinii Europa ma potencjał, aby skutecznie konkurować z USA i Azją. O sukcesie zdecyduje jednak nie tylko zdolność do tworzenia innowacji, ale przede wszystkim tempo ich komercjalizacji i skalowania.

Największa luka na wczesnym etapie rozwoju startupów

Umiarkowaną optymistką jest też Aleksandra Ihnatowicz, kierownik Obszaru Innowacyjna Europa w dziale krajowego punktu kontaktowego z Narodowego Centrum Badań i Rozwoju.

– Raport EIC dobrze pokazuje, że Europa zaczyna skuteczniej zatrzymywać i skalować najbardziej ambitne spółki technologiczne. Dla Polski to bardzo ważny sygnał. Mamy silne zaplecze naukowe i coraz ciekawsze firmy technologiczne, ale kluczowe będzie dalsze wzmacnianie mostu między nauką, biznesem, inwestorami i rynkiem międzynarodowym – mówi ekspertka. Potwierdza, że rośnie zainteresowanie inwestorów VC tego typu spółkami, co jeszcze kilka lat temu było znacznie mniej oczywiste.

– Jednocześnie trzeba uczciwie powiedzieć, że deeptech pozostaje obszarem wymagającym. Największa luka pojawia się tam, gdzie kapitał jest najbardziej potrzebny, czyli na wczesnym etapie rozwoju ryzykownych technologicznie spółek, często jeszcze przed pełną walidacją rynkową i pierwszymi dużymi klientami. Tego typu projekty potrzebują nie tylko finansowania, ale też cierpliwego kapitału, dobrego przygotowania biznesowego, strategii własności intelektualnej, dostępu do ekspertów branżowych i kontaktu z międzynarodowymi rynkami – wylicza ekspertka.

W dzisiejszym ekosystemie bardzo ważne jest wspomniane już umiędzynarodowienie biznesu. W tym kontekście na uwagę zasługuje działanie akceleracyjne NCBR i USA. Łączy ono komponent szkoleniowy, mentoringowy oraz bezpośrednie wejście na rynek amerykański.

– Zastosowany model, obejmujący zarówno etap preakceleracji (Bootcamp Warsaw), jak i właściwą akcelerację w dwóch komplementarnych ekosystemach (stany Nevada i Kalifornia), wzmacnia kompetencje przedsiębiorców w zakresie komercjalizacji i skalowania technologii. Jednocześnie duży nacisk na relacje B2B, pitching (zwięzła i przekonująca prezentacja biznesowa – red.) oraz kontakt z partnerami rynkowymi zwiększają prawdopodobieństwo trwałej obecności polskich firm w USA – mówi Cezary Błaszczyk, zastępca dyrektora działu współpracy międzynarodowej z NCBR.

Perspektywa biznesu. Długa droga do powtarzalnego przychodu

Najnowszy raport Komisji Europejskiej sugeruje, że Stary Kontynent wreszcie buduje bezpieczną przystań dla innowacji, ale na hurraoptymizm za wcześnie.

– Z perspektywy dyrektora finansowego spółki, która fizycznie produkuje hardware i zaawansowane nanomateriały, rzeczywistość bywa znacznie bardziej brutalna. Kapitał publiczny i prywatny to warunek konieczny, ale niewystarczający. Europa wciąż cierpi na strukturalny paradoks: generujemy genialną naukę, a mimo to przegrywamy z USA i Azją na etapie rynkowego wdrożenia – mówi Maciej Adamczyk, dyrektor finansowy QNA Technology.

Dodaje, że tradycyjny model venture capital, doskonale sprawdzający się w przypadku spółek tworzących oprogramowanie, coraz częściej okazuje się zbyt niecierpliwy i zbyt kosztowny dla projektów deeptechowych. Powód? W sektorach takich jak inżynieria materiałowa czy technologie kwantowe, droga od laboratorium do pierwszego powtarzalnego przychodu jest długa i nierzadko wymaga pokaźnych nakładów na infrastrukturę już na samym starcie.

Finansowanie tak kapitałochłonnych faz wyłącznie poprzez kolejne rundy udziałowe (equity) to dla założycieli prosta droga do głębokiego rozwodnienia, przez co w momencie globalnego skalowania mogą oni zostać z ułamkiem udziałów we własnej firmie. Standardowe cykle życia funduszy VC bywają zbyt krótkie, by sfinansować wdrożenie technologii z obszaru deeptech. Z drugiej strony, opieranie się na samych publicznych grantach bywa zdradliwe, bo choć dają one bezcenny czas, to często zdejmują z organizacji presję komercyjną, kierują uwagę zarządzających na procesy wewnętrzne i pozbawiają ją rynkowego napędu, niezbędnego do agresywnego skalowania biznesu.

– Prawdziwa sztuka polega na umiejętnym balansowaniu między tymi dwoma światami – mówi Adamczyk. Wskazuje, że podręcznikowym przykładem takiej strategii jest Tesla, która w 2010 r. dostała 465 mln dol. pożyczki od amerykańskiego Departamentu Energii na budowę fabryki Modelu S. Był to czysty kapitał nieudziałowy, który pozwolił Elonowi Muskowi wyskalować produkcję i przetrwać krytyczną fazę wzrostu bez oddawania kontroli nad spółką i drastycznego rozwadniania akcjonariuszy. Tesla spłaciła ten dług z nawiązką i przed terminem już w 2013 r.

– Ta historia ma jednak swój mroczny rewers, o którym rzadko się pamięta. W podobnym czasie bezpośredni konkurent Tesli – Fisker Automotive, również sięgnął po wielomilionowe rządowe pożyczki. Efekt? Brak odporności operacyjnej doprowadził firmę do spektakularnego bankructwa. To ważna lekcja dla europejskiego deeptechu: nowoczesne instrumenty, takie jak venture debt czy mechanizmy podziału przychodów, są skuteczną bronią do pokonywania rynkowych „dolin śmierci”, ale tylko wtedy, gdy zarządza się nimi z odpowiednią dyscypliną finansową. Sam kapitał to tylko benzyna – podsumowuje Adamczyk.