Z tego artykułu dowiesz się:

  • Ile firm jest na liście wstydu Yale.
  • Które znane koncerny nadal prowadzą biznes w Rosji.
  • Czy polskie firmy wycofały się z Rosji.
  • Jaka jest sytuacja Makrochemu.

Unia Europejska w tym tygodniu zatwierdziła kolejny pakiet sankcji wymierzonych w Rosję. Obejmuje on przedstawicieli rosyjskiego przemysłu zbrojeniowego, podmioty gospodarcze i osoby pomagające omijać ograniczenia związane z eksportem ropy oraz odpowiadające za kampanie dezinformacyjne wymierzone przeciwko Unii Europejskiej. Trwają też dyskusje o zmianie sposobu przedłużania sankcji. Miałyby być przedłużane co roku, a nie jak obecnie, co pół roku.

Od kiedy Rosja zaatakowała Ukrainę ponad cztery lata temu, „Rzeczpospolita” regularnie sprawdza, jakie podejście do wojny ma biznes. Bazujemy na zestawieniach prowadzonych przez Uniwersytet Yale. Najnowsze dane pokazują, że mimo nakładanych sankcji i szczytnych deklaracji nadal wiele zagranicznych firm prowadzi w kraju agresora swój biznes. Paradoksalnie, na liście wstydu prym wiedzie Europa Zachodnia. Chiny są za nią, ale także USA czy Japonia.

Foto: Paweł Krupecki

Które firmy są na liście wstydu

Yale podzieliło listę na kilka kategorii. Najbardziej kontrowersyjna jest grupa „F”, do której zaliczane są przedsiębiorstwa, które prowadzą w Rosji biznes jakby nic się nie stało. Obecnie to 211 podmiotów. Już od kilkunastu miesięcy ta liczba utrzymuje się na zbliżonym poziomie. W zeszłym roku w zestawieniu była jedna spółka z Polski – handlujące odzieżą LPP. Firma podkreślała wówczas, że na liście znalazła się niesłusznie, bo nie prowadzi już biznesu w Rosji. Najwyraźniej Yale uwzględniło wyjaśnienia polskiej spółki. W najnowszym zestawieniu już jej nie ma.

Czytaj więcej

Nowy pakiet sankcji na Rosję na stole w Brukseli. Po raz pierwszy uderzy w rybołówstwo

– Zgodnie z komunikatem zarządu z dnia 19 maja 2022 r. grupa LPP ostatecznie zakończyła swoją działalność handlową na rynku rosyjskim – potwierdza biuro prasowe, poproszone przez „Rzeczpospolitą” o komentarz.

Przeanalizowaliśmy, z jakich krajów pochodzi wspomniane 211 firm z grupy „F”. W podziale na poszczególne państwa dominują Chiny (20 proc.). Za nimi są Niemcy (11,8 proc.), Francja (11 proc.), USA (10,4 proc.), Indie (6 proc.), Włochy (też 6 proc.) i Japonia (niespełna 6 proc.). Udział wszystkich państw Europy Zachodniej daje jej niechlubną pozycję regionalnego lidera, stanowiąc ponad 40 proc. całości. Gdybyśmy uwzględnili też firmy z Europy Środkowo-Wschodniej, statystyki wyglądają jeszcze bardziej niepokojąco: niemal co druga firma z listy Yale ma siedzibę w Europie.

Gros tych podmiotów to duże koncerny, które na swoich stronach internetowych poświęcają dużo miejsca treściom związanym ze zrównoważonym rozwojem i społeczną odpowiedzialnością biznesu. Na liście wstydu znajdują się takie firmy z Europy Zachodniej jak włoskie Benetton, Calzedonia, UniCredit czy Fenzi Group, francuskie Clarins, Coface, Lacoste czy Mod's Hair, szwajcarski Zepter oraz duża grupa firm niemieckich jak Symrise, Storck, Trumpf czy Muehlhan.

Czy polskie firmy są na liście wstydu

Natomiast firmy z Polski znajdziemy w grupie „D”, nazwanej firmami kupującymi czas (nadal prowadzą biznes z Rosją, ale w nieco ograniczonym zakresie). W sumie grupę stanowi 176 podmiotów, zaledwie o jedną mniej niż rok temu. Obecnie trzy pochodzą znad Wisły: to CanPack, Polpharma oraz TZMO. Dwie ostatnie nie odpowiedziały na nasze pytania dotyczące statusu ich działalności w Rosji. Z kolei w CanPacku sytuacja przybrała nieoczekiwany obrót.

– 13 stycznia 2026 r. CanPack został poinformowany, iż na mocy dekretu rosyjskiego prezydenta spółki zależne w Rosji zostały objęte zarządem zewnętrznym, a CanPack został pozbawiony możliwości kontroli nad spółkami rosyjskimi i w konsekwencji utracił wpływ na ich wartość i korzyści ekonomiczne płynące z ich posiadania – poinformowało nas biuro prasowe. W tej sytuacji spółka dokonała dekonsolidacji swoich rosyjskich aktywów i sklasyfikowała je jako działalność zaniechaną za rok obrotowy zakończony 31 grudnia 2025 r.

Trzecia w kolejności grupa – „C” – to firmy nadal obecne w Rosji, ale ograniczające tam działalność. Aktualnie w tym zestawieniu jest ich 148. Od zeszłego roku zniknęły tylko dwie. W grupie „C” znajdują się cztery spółki z Polski. To Black Red White, Cersanit, Lotos i Orlen.

Czy Makrochem upadnie

W początkowym okresie po wybuchu wojny w grupie „F” znajdowała się jedna firma z Polski – Makrochem z Lublina. Na liście wstydu już jej nie znajdziemy, ale jest wpisana (podobnie jak jej prezes i właściciel Igor Lewenberg) na listę sankcyjną MSWiA. Zdaniem spółki – niesłusznie. Sankcje mocno uderzają w jej biznes.

– Sytuacja finansowa Makrochemu jest nadal bardzo trudna. Zgoda na sprzedaż towarów wydawana jest przez organy celno-skarbowe wyłącznie w celu zaspokojenia niezbędnych bieżących wydatków. To walka o przetrwanie. Makrochem wypłaca pensje pracownikom i realizuje swoje zobowiązania, ale upadłość grupy w przypadku niewykreślenia z listy sankcyjnej, jest tylko kwestią czasu – mówi „Rzeczpospolitej” Igor Lewenberg.

Walka o wykreślenie trwa. Jak informuje Lewenberg, 9 czerwca 2026 r. Naczelny Sąd Administracyjny uchylił wyrok WSA w Warszawie, utrzymujący w mocy decyzję o wpisie na listę Igora Lewenberga i przekazał sprawę do ponownego rozpoznania.

Czytaj więcej

Igor Lewenberg, właściciel Makrochemu: Niesłusznie objęto nas sankcjami

– Pozostałe skargi kasacyjne, złożone na analogiczne orzeczenia o wpisie na listę przez spółki grupy Makrochem czekają na rozpoznanie w Naczelnym Sądzie Administracyjnym – informuje szef Makrochemu. Dodaje, że NSA uchylił też wyrok  utrzymujący w mocy decyzję o odmowie wykreślenia z listy Lewenberga i przekazał sprawę do ponownego rozpoznania. Pozostałe skargi kasacyjne, złożone na analogiczne orzeczenia (o odmowie wykreślenia z listy) i dotyczące spółek grupy Makrochem także czekają na rozpoznanie w Naczelnym Sądzie Administracyjnym.

– Uzasadnienia tych orzeczeń NSA otrzymamy w ciągu miesiąca od wydania wyroków. W styczniu 2026 r. złożone zostały do MSWiA kolejne, już trzecie, wnioski o wykreślenie z listy (po wcześniejszych dwukrotnych odmowach – red.) i do dnia dzisiejszego czekamy na decyzje organu – podsumowuje Lewenberg.