Poczcie Polskiej grozi upadłość. Los pracowników wisi na włosku

Poczcie Polskiej grozi upadłość – bije na alarm Przemysław Sypniewski, były prezes spółki. Wskazuje, że jej strata w br. sięgnie aż 700 mln zł. Z naszych informacji wynika, iż może być ona jeszcze większa.

Publikacja: 21.12.2023 03:00

Sytuacja Poczty Polskiej jest krytyczna – nie ma ona pieniędzy na inwestycje, wypłatę rosnących wyna

Sytuacja Poczty Polskiej jest krytyczna – nie ma ona pieniędzy na inwestycje, wypłatę rosnących wynagrodzeń, oczekiwanych podwyżek czy tradycyjnych premii świątecznych

Foto: Adobe Stock

Eksperci, z którymi rozmawialiśmy, ostrzegają: sytuacja państwowej firmy jest krytyczna – nie ma ona pieniędzy na inwestycje, wypłatę rosnących wynagrodzeń, oczekiwanych podwyżek czy tradycyjnych premii świątecznych. Dalsze funkcjonowanie operatora stoi pod znakiem zapytania, a los ponad 60 tys. pracowników wisi na włosku.

Potwierdzają to najnowsze analizy, do których dotarła „Rzeczpospolita”. Opracowanie Przemysława Sypniewskiego, byłego prezesa Poczty Polskiej (PP), który podał się do dymisji, nie chcąc przeprowadzać wyborów kopertowych, nie pozostawia złudzeń. Prognozowana strata PP w br. ma sięgnąć aż 700 mln zł. Choć – wedle naszych nieoficjalnych informacji – ten poziom może już sięgać nawet 880 mln zł. Tymczasem kapitał zakładowy narodowego operatora to 960 mln zł, a kapitał zapasowy – niecałe 400 mln zł.

– Za chwilę może się okazać, że sytuacja Poczty jest dramatyczna – komentuje Sypniewski. I zaznacza, że potencjalna upadłość spółki to dziś realne zagrożenie.

Czytaj więcej

Paweł Rożyński: Poczta Polska to nie TVP, dlatego umiera w ciszy

Potrzebny podział

W centrali Poczty nie chcą komentować naszych informacji o gigantycznych stratach spółki. – Zamknięcie ksiąg rachunkowych w PP następuje nie później niż w ciągu trzech miesięcy od dnia kończącego rok obrotowy. Upublicznienie wyników finansowych nastąpi po zatwierdzeniu sprawozdania finansowego przez walne zgromadzenie, nie później niż w ciągu sześciu miesięcy od dnia bilansowego – ucinają w biurze prasowym PP.

Więcej ma do powiedzenia były prezes Poczty. – Obecna kondycja PP jest zła, co nie jest jedynie konsekwencją zaniedbań ostatnich kilku lat, lecz zaniedbaniem strategicznym. To cud, iż tak duża firma, ostatnia chyba z okresu PRL, przetrwała aż tak długo, bez praktycznie żadnego wsparcia ze strony państwa, a często przejmując za to państwo liczne obowiązki – komentuje. Wskazuje, że nasi południowi sąsiedzi też nie byli w stanie uniknąć błędów względem swojej poczty.

– Ceska Posta w br. stała się technicznym bankrutem, co zmusiło czeski rząd do gwałtownych ruchów polegających na podziale operatora na dwie części: jednego realizującego tylko usługę powszechną i drugiego, który ma realizować usługi kurierskie. Wszystko po to, aby uchronić narodowego operatora przed niechlubnym scenariuszem postępowania upadłościowego. Istnieje obawa, że PP zmierza w tym samym kierunku – ostrzega Przemysław Sypniewski.

Czytaj więcej

Listonosze proszą Donalda Tuska o pomoc

Jego zdaniem Poczta Polska musi się skupić na działalności podstawowej, czyli usługach logistycznych (listy, paczki), a każdy inny obszar działalności powinna sprzedać lub podnająć. Według niego operator powinien znaleźć też partnera do świadczenia intratnych usług e-doręczeń (posłowie nowej większości sejmowej niedawno wskazywali, że PP nie jest przygotowana do prowadzenia takich usług, m.in. stąd przełożono termin wejścia w życie przepisów o e-doręczeniach).

O niezbędnych radykalnych ruchach mówi nam też Mateusz Chołodecki, kierownik laboratorium rynku pocztowego w Centrum Studiów Antymonopolowych i Regulacyjnych UW. – Niezbędny wydaje się podział PP i pójście drogą, jaką zrobiły to lata temu niemiecka Deutsche Post, brytyjski Royal Mail czy francuska La Poste. Mam na myśli wydzielenie spółki do świadczenia usług powszechnych czy nawet szerzej – usług publicznych, w oparciu o infrastrukturę i sieci ogólnopolskich placówek. Taka formuła ułatwiłaby m.in. rozliczenia ze Skarbem Państwa w kontekście rekompensat za straty wynikłe z pełnienia roli operatora wyznaczonego – tłumaczy.

Czytaj więcej

Poczta Polska nie zgadza się na podwyżki dla pracowników

Mariaż z Orlenem?

Druga noga biznesowa Poczty Polskiej – zdaniem Chołodeckiego – powinna mieć charakter komercyjny. Chodzi tu o sektor KEP (kurier, ekspres, paczka) czy usługi finansowe. Według niego kluczem wydaje się połączenie tej części PP z Orlen Paczką (głównie sieć automatów paczkowych). To koncept, który już był rozważany przez poprzednie kierownictwo Ministerstwa Aktywów Państwowych, ale ostatecznie zaległ w szufladach. Teraz idea ta może wrócić. Przemysław Sypniewski w swojej analizie twierdzi wprost: zmian na Poczcie nie da się przeprowadzić bez współpracy z Orlenem. – PP ma wciąż ogromny potencjał, ale okienko na uratowanie firmy jest bardzo małe. Scenariuszy dla spółki nie ma wielu. Jej upadłość jest realna. Dziś nie widzę różnicy między upadkiem a sytuacją, gdy będziemy Pocztę podtrzymywali, aby trwała – wyjaśnia z kolei Mateusz Chołodecki.

– Trzeba działać szybko i zdecydowanie. Spółka wymaga skrajnego usprawnienia jakości świadczonych usług. A to nie jest proste zadanie. By osiągnąć ten cel, należy zatrzymać redukcję etatów w firmie, potrzebny jest też wzrost płac, gdyż pracownicy PP zarabiają bardzo źle – kontynuuje.

Czytaj więcej

Pocztę Polską czeka wielka fala protestów

Nasz rozmówca zauważa, iż zmiany w wynagradzaniu pocztowców powinny być głębsze – niezbędny jest inny sposób rozliczeń i inna organizacja pracy. – Konieczna jest też zmiana charakteru urzędów pocztowych, które dziś kojarzą się głównie ze sprzedawaniem przepisów siostry Anastazji i torebek – dodaje.

Dziś firma nie ma pieniędzy na budowę silnej pozycji.

Brakuje pieniędzy na płace i premie

Wyzwaniem jest wzrost pensji minimalnej od stycznia 2024 r. To dla PP oznacza konieczność wygospodarowania ok. 700 mln zł, których w kasie nie ma. A co dopiero mówić o podwyżkach płac o 1000 zł, których dopomina się pocztowa Solidarność, czy corocznych premiach świątecznych (jednorazowa wypłata 700 zł).

– Wciąż nie otrzymaliśmy pozytywnej decyzji prezesa UKE o wypłacie rekompensaty za świadczenie usługi powszechnej w latach 2021–2022 (chodzi o 697 mln zł – red.). Wskazanie konkretnych kwot podwyżek nie jest na tę chwilę możliwe – usłyszeliśmy w biurze rzecznika PP.

protest pocztowców

W środę pod siedzibą UKE manifestowało kilkudziesięciu pracowników Poczty. Przedstawiciele Związku Zawodowego Pracowników Poczty chcieli przekonać prezesa tej instytucji do zatwierdzenia wypłaty blisko 700 mln zł rekompensaty za straty na usłudze powszechnej. Komisja Europejska wstępnie zaaprobowała już taką pomoc publiczną, śląc list intencyjny (tzw. comfort letter), ale zdaniem prezesa UKE to nie jest jeszcze finalna zgoda na wypłatę pieniędzy. Wiele wskazuje, że stanowisko UKE poprze także Prokuratoria Generalna. Dla PP oznacza to brak środków na spełnienie żądań płacowych licznych związków zawodowych. Na ten zastrzyk finansowy spółka nie ma co liczyć w tym roku. Eksperci nie mają jednak wątpliwości, że rekompensata PP zostanie przyznana, choć to potrwa. Co ciekawe, owa wypłata może stanowić wyzwanie dla nowego rządu – ten musi uwzględnić ją bowiem w nowym budżecie. Jak ustaliliśmy, Solidarność zwróciła się do komisarza ds. konkurencji UE o niezwłoczne wydanie ostatecznej decyzji, zaś do premiera Donalda Tuska o pilną interwencję. Poprosiła ponadto o wsparcie UNI (międzynarodowa federacja związków zawodowych).



Eksperci, z którymi rozmawialiśmy, ostrzegają: sytuacja państwowej firmy jest krytyczna – nie ma ona pieniędzy na inwestycje, wypłatę rosnących wynagrodzeń, oczekiwanych podwyżek czy tradycyjnych premii świątecznych. Dalsze funkcjonowanie operatora stoi pod znakiem zapytania, a los ponad 60 tys. pracowników wisi na włosku.

Potwierdzają to najnowsze analizy, do których dotarła „Rzeczpospolita”. Opracowanie Przemysława Sypniewskiego, byłego prezesa Poczty Polskiej (PP), który podał się do dymisji, nie chcąc przeprowadzać wyborów kopertowych, nie pozostawia złudzeń. Prognozowana strata PP w br. ma sięgnąć aż 700 mln zł. Choć – wedle naszych nieoficjalnych informacji – ten poziom może już sięgać nawet 880 mln zł. Tymczasem kapitał zakładowy narodowego operatora to 960 mln zł, a kapitał zapasowy – niecałe 400 mln zł.

Pozostało 90% artykułu
2 / 3
artykułów
Czytaj dalej. Subskrybuj
Biznes
Diesel, benzyna, hybryda? Te samochody Polacy kupują najczęściej
Biznes
Konsument jeszcze nie czuje swej siły w ESG
Materiał partnera
Rośnie rola narzędzi informatycznych w audycie
Materiał partnera
Rynek audytorski obecnie charakteryzuje się znaczącym wzrostem
Materiał partnera
Ceny za audyt będą rosły