Taki stan zapasów oznacza prawie 24-proc. spadek wobec czerwca i prawie połowę tego, co zalegało przy kopalniach rok wcześniej. To dobry znak, gdyż zazwyczaj zwały rosły niepomiernie latem, kiedy zużycie jest mniejsze.

– Zapasy są rzeczywiście zaskakująco niskie, ale wynika to przede wszystkim z obniżenia produkcji w kopalniach, co oznacza ich niższe przychody – zauważa Jerzy Podsiadło, były prezes Węglokoksu.

Jego zdaniem nie ma możliwości trwałego dostosowania popytu do podaży, dopóki spółki górnicze nie odzyskają rentowności. Kluczem do tego jest głęboka restrukturyzacja.

Podsiadło uważa, że na dobrej drodze do uzdrowienia sytuacji jest Jastrzębska Spółka Węglowa oraz przejęte przez Węglokoks kopalnie Piekary i Bobrek. – Wystarczyły tam racjonalne zmiany organizacyjne, by zakłady skazane na zamknięcie – nawet bez reform strukturalnych – wyszły na prostą – zauważa Podsiadło, dodając, że zasadnicze reformy są dopiero przed nimi. – One utrwalą rentowność obu kopalń. Potwierdzają to półroczne wyniki, gdzie widać 12 mln zł wypracowanego w obu kopalniach zysku. W całym roku może to być 50 mln zł – wskazuje Podsiadło.

To, czy niższy stan zapasów przełoży się na wyższe ceny kontraktacji w przyszłym roku, widać będzie już we wrześniu. – To główny miesiąc zakupowy, a ceny na rynkach światowych pną się w górę, przekraczając poziom 60 dol. za tonę. To dobry prognostyk – uważa Podsiadło.

Łukasz Prokopiuk z DM BOŚ uważa jednak, że niższy stan zapasów i jednoczesny wzrost cen węgla za granicą niekoniecznie muszą mieć duży wpływ na kontrakty w Polsce. – Spółkom energetycznym, które mają udziały w kopalniach i jednocześnie są największymi odbiorcami węgla energetycznego, nie będzie zależało na wyższych cenach surowca. Chodzi o marże na wytwarzaniu – argumentuje analityk. Zauważa też, że pokazana przez ARP wielkość zapasów niekoniecznie jest miarodajna. Bo nie uwzględnia wielkości zapasów przy elektrowniach.

Herbert L. Gabryś, przewodniczący komitetu ds. energii i polityki klimatycznej Krajowej Izby Gospodarczej, przyczyn obniżenia stanu zapasów węgla kamiennego upatruje w procesie zwiększonego wykorzystania tego paliwa do produkcji energii. Stało się to przede wszystkim kosztem węgla brunatnego. Jak wynika z szacunków KIG, w I półroczu tego roku wytworzono z niego o prawie 10 proc. mniej energii niż w tym samym okresie 2015 r. – W to miejsce weszła zwiększona o ponad 3 proc. produkcja z węgla kamiennego – argumentuje Gabryś. – W przyszłym roku możemy mieć do czynienia z podobną sytuacją. To może być pomysł na „przepalenie" istotnej części zalegających na zwałach hałd węgla i ustabilizowanie sytuacji kopalń węgla kamiennego – twierdzi ekspert. Ocenia, że dwa lata takiej polityki wystarczą, by rozładować nadmierne zapasy.