W Kompanii Węglowej trwa audyt stanowiskowy. – Nikomu nie będziemy zabierać ołówków – żartuje Zbigniew Madej, rzecznik tej największej spółki górniczej w Europie, zatrudniającej 65 tys. ludzi. – Ale będziemy obserwować sytuację na rynkach.
Kompania nie zamierza zwalniać pracowników. Przyjmie co najwyżej do pracy mniej osób niż w ubiegłym roku, bo w sumie ok. 2,5 tys. (w 2008 r. było to 8 tys. osób, co po odliczeniu pracowników odchodzących na emeryturę dało 2,5 tys. nowych zatrudnionych).
– Trudno ocenić, jakie dla nas będą skutki kryzysu – mówi Madej. – W wersji z czarnym scenariuszem może spaść zapotrzebowanie na energię, a co za tym idzie, na węgiel (94 proc. energii elektrycznej w Polsce wytwarza się z węgla kamiennego i brunatnego – red.), ale na razie nic na to nie wskazuje, bo w kontraktach na ten rok zobowiązaliśmy się dostarczyć o 2,2 mln ton węgla więcej niż w roku ubiegłym – tłumaczy.
Kompania podniosła ceny surowca na ten rok – nawet o 42 proc., na przykład dla Tauronu, i zamierza skończyć rok na plusie. Jednak jak „Rz” pisała 5 grudnia – akcje spółek, którymi dokapitalizowano KW, straciły wskutek kryzysu już ponad 300 mln zł.
Skutki kryzysu najmocniej może odczuć Jastrzębska Spółka Węglowa, największy europejski producent węgla koksującego będącego podstawą produkcji stali. Na stal jest bowiem dekoniunktura. ArcellorMittal, który odbiera z JSW 45 proc. produkcji, nie potrzebuje już tyle surowca co dotychczas.