Reklama
Rozwiń
Reklama

Wojna na automaty

W branży zaczyna się walka o 2 – 3 mld złotych. Właściciele automatów do gier próbują utrudnić wprowadzenie wideoloterii. Uważają, że konkurencji pomaga CBŚ i prokuratura

Aktualizacja: 23.04.2009 09:44 Publikacja: 23.04.2009 03:21

Wojna na automaty

Foto: Fotorzepa, Seweryn Sołtys Seweryn Sołtys

W branży hazardu szykuje się walka na jednorękich bandytów. Do ataku ruszyli właściciele i producenci tzw. automatów o niskich wygranych zrzeszeni w Izbie Gospodarczej Producentów i Operatorów Urządzeń Rozrywkowych. W wysłanym we wtorek liście do premiera Donalda Tuska sugerują, że zainicjowana na początku kwietnia fala policyjnych kontroli (2 i 3 kwietnia funkcjonariusze CBŚ zajęli kilkaset automatów) ma osłabić ich rynkową pozycję przed uruchomieniem konkurencyjnej wideoloterii. Tę w przyszłym roku chce wprowadzić na rynek Totalizator Sportowy.

Przedsiębiorcy zrzeszeni w IGPiOUR zapowiedzieli na dziś konferencję prasową. – Uznajemy ostatnie działania przeciwko operatorom gier za bezpodstawne i rażące naruszenie prawa – podkreśla Stanisław Matuszewski, prezes Izby. Jego zdaniem za działaniami państwa stoją lobbyści powiązani z amerykańską firmą GTech, która produkuje sprzęt do gier. Dzięki współpracy z Totalizatorem byłaby prawdopodobnie operatorem wideoloterii. Co na to Totalizator? – Nie mamy nic wspólnego z tymi działaniami – odpowiada wiceprezes Totalizatora Piotr Gosek.

Służba Celna, która ustawowo kontroluje hazard, twierdzi, że miała powody do nasilenia kontroli. Otrzymywała bowiem informacje, iż na automatach dochodzi do nadużyć. – Jednorazowa wygrana nie może przekroczyć równowartości 15 euro, a stawka pojedynczej gry 0,07 euro. – tłumaczy Witold Lisicki, rzecznik Służby Celnej. W rzeczywistości niektóre automaty wypłacały znacznie więcej. Wskutek kumulacji nawet po kilkanaście tysięcy złotych.

Co będzie dalej? Niezależnie od wyników kontroli CBŚ i reakcji premiera na pismo Izby, zmiany na rynku hazardowym wydają się nieuniknione. Totalizator konsekwentnie przygotowuje się do uruchomienia wideoloterii.

Mają one ruszyć w trzecim kwartale przyszłego roku. Jeszcze w ubiegłym roku zaczęła przygotowywać się do przebudowy struktury spółki. Teraz firma standaryzuje umowy z właścicielami kolektur, stawki, buduje systemy lojalnościowe dla promowania nowych produktów. Porządkuje także strategię wizerunkową. Takie działania chce zakończyć do końca roku. Wideoloterie będą jednak kosztowne: jeden automat to wydatek od 2 do 10 tys. euro. Aby zbudować sieć, trzeba postawić ich przynajmniej 10 tysięcy. Do tego dojdą wydatki na oprogramowanie.

Reklama
Reklama

Totalizator liczy, że wideoloterie zdobędą zupełnie nowych klientów. Spółka liczy zwłaszcza na młodych graczy mocno związanych z Internetem. Ale nie ukrywa, że chce odebrać część klienteli automatów. Wygrane na pewno nie będą gorsze niż w przypadku automatów lub innych gier hazardowych. – W przeciwnym razie całe przedsięwzięcie skończyłoby się fiaskiem – twierdzi Gosek.

Właściciele automatów mają powody do obaw, bo Totalizator i tak rośnie w siłę, co potwierdza 24-procentowy wzrost sprzedaży. – Wideoloterie będą uzależniać – ostrzega Franciszek Zalewski ze stowarzyszenia Odpowiedzialna Gra, były wiceprezes Totalizatora. Te same argumenty podnosi IGPiOUR.

Biznes
Pies lub kot tylko dla bogatych. Ile wydajemy na domowe zwierzęta?
Biznes
Afera w koncernie Kałasznikow. Rosyjskie automaty z chińskimi częściami
Biznes
Piece gasną w hutach Rosji. Tysiące hutników traci pracę
Biznes
Projektantka Hello Kitty ustępuje ze stanowiska po 46 latach
Materiał Promocyjny
Historyczne śródmieście Gdańska przyciąga klientów z całego kraju
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama