W czwartym kwartale Sfinks chce przeprowadzić emisję prawie 6,9 mln walorów. Będzie to oferta z prawem poboru. Cena emisyjna wyniesie co najmniej 9 zł (wczorajszy kurs to 10,57 zł). Spółka może pozyskać ze sprzedaży akcji minimum 62 mln zł.
– Część pieniędzy, około 36 mln zł, przeznaczymy na spłatę pożyczki, której Sfinksowi udzielił Sylwester Cacek. Reszta środków pójdzie na sfinansowanie bieżących potrzeb spółki i ewentualnych dalszych inwestycji – zapowiada Dariusz Strojewski, wiceprezes Sfinksa. Prezes Cacek i wiceprezes Tomasz Morawski – czyli dwaj najwięksi akcjonariusze spółki – zadeklarowali, że obejmą akcje nowej emisji.
Wyniki grupy za I półrocze były bardzo złe. Odnotowała 19,6 mln zł straty wobec 4,4 mln zł zysku netto przed rokiem. Dlatego Sfinks zamierza wprowadzić zmiany, które poprawią sytuację finansową. – W tym roku już cudów nie zdziałamy, ale spodziewam się, że od 2010 r. nasze wyniki będą się poprawiać – mówi Cacek.
Spółka wprowadza centralizację zakupów oraz zmienia umowy z franczyzobiorcami. – Dotychczasowe były dla nas niekorzystne. Nowe umowy precyzyjnie określą obowiązki i prawa obu stron, zmienią sposób rozliczeń oraz wprowadzą nowe zasady prowadzenia restauracji. Do tej pory Sfinks ponosił całe ryzyko. Spodziewamy się, że do końca roku wszystkie lokale będą już działać na bazie nowych umów – mówi Cacek.
Władzie Sfinksa twierdzą, że sytuacja bardzo się pogorszyła w czasie, kiedy prowadził ją giełdowy AmRest (w marcu walory odkupił od niego Cacek). – Zastanawiamy się, że nie pozwać AmRestu i nie zażądać kilku milionów złotych odszkodowania za utracone korzyści, związane z zarządzaniem Sfinksem przez tę firmę – mówi Cacek. Dodaje, że trwa również spór z R&C Union. Sfinks zarzuca jej nieuczciwą konkurencję i żąda od niej 18,3 mln zł odszkodowania. – Jest wola rozmów. Być może uda nam się zakończyć ten spór polubownie – wskazuje szef Sfinksa.