Reklama

Gazociąg do Niemiec jednak potrzebny

PGNiG może budować nowe połączenie. To służy dywersyfikacji dostaw

Publikacja: 29.09.2009 04:24

Największa polska firma gazownicza formalnie wznowiła przygotowania tej inwestycji po trzech latach przerwy. Zarząd PGNiG nie może jednak podjąć konkretnych decyzji o rozpoczęciu prac bez poparcia politycznego, czyli pewności, że w trakcie nie zostaną one zablokowane. Teraz takie poparcie jest niemal pewne. – Każde połączenie z granicą zachodnią wpisuje się politykę dywersyfikacji – mówi „Rz” dyrektor Departamentu Ropy i Gazu w Ministerstwie Gospodarki Maciej Kaliski. Według niego nadal na granicy zachodniej mamy swoistą żelazną kurtynę, gdy chodzi o gazociągi. I błędem było to, że nie powstały żadne połączenia, tzw. interkonektory. Zdaniem dyrektora Kaliskiego rozbudowa istniejącego, jedynego rurociągu do Niemiec w rejonie Lasowa oraz budowa gazoportu w 2014 r. nie gwarantują wystarczająco bezpieczeństwa energetycznego.

[wyimek]14 mld m[sup]3[/sup] gazu co roku potrzebuje Polska. Na 2010 r. w krajowym bilansie brakuje ok. 2 mld m sześc.[/wyimek]

Nowy gazociąg do Niemiec ma zacząć się na południe od Szczecina i prowadzić do okolic Berlina. PGNiG ma od czterech lat umowę o współpracy z niemieckim koncernem VNG w sprawie tej inwestycji i obie firmy nawet utworzyły spółkę. Ale jak wynika z informacji „Rz”, strona niemiecka, która jest bliska uzyskania pozwoleń na budowę, chce mieć pewność, że rurociąg faktycznie zostanie wybudowany.

Opinia dyrektora Kaliskiego to sygnał, że resort gospodarki, którego szef Waldemar Pawlak odpowiada formalnie za bezpieczeństwo energetyczne kraju, popiera nowe połączenie z Niemcami. Gazociąg mógłby transportować ponad 2 mld m sześc. gazu rocznie. Ta ilość paliwa odpowiada wielkości dostaw, które Polsce miała zapewnić spółka RosUkrEnergo. RUE nie wywiązuje się z umowy z PGNiG, więc Polska gorączkowo zabiega o dodatkowe dostawy z Rosji, by w przyszłorocznym bilansie krajowym nie zabrakło paliwa. Gdyby faktycznie, jak zapowiada VNG, pozwolenia na budowę uzyskała na początku 2010 r., to prace można by rozpocząć późną wiosną. Potrwałyby nie dłużej niż 24 miesiące, więc rurociąg mógłby działać już w 2012 r.

[ramka][b]Chcą mniej surowca od gazpromu[/b]

Reklama
Reklama

Najwięksi europejscy klienci Gazpromu mogą się targować z tym rosyjskim koncernem o kwotę prawie 2,8 mld dolarów. Z powodu niskiego popytu na gaz sprowadzają go w tym roku znacznie mniej niż w ubiegłym, ale zgodnie z kontraktami muszą płacić także za nieodebrany gaz (tzw. formuła take or pay).

Dziennik „Kommiersant” podał, że o niższe opłaty zabiegają włoski ENI, niemiecki E.ON i francuski GDF. W pierwszym półroczu Gazprom sprzedał Europie Zachodniej 46 mld m sześc. gazu, czyli o 29 proc. mniej niż w podobnym okresie w 2008 r. Według „Kommiersanta” w przypadku ENI różnica między zakontraktowaną ilością a realnym importem błękitnego surowca wynosi 5 mld m sześc., a wartość tych dostaw to 1,5 mld USD. [/ramka]

Biznes
Orbán znów grozi Ukrainie. Kijów odpowie skargą do Brukseli
Materiał Promocyjny
Jak osiągnąć sukces w sprzedaży online?
Biznes
Do Rosji wraca czarna Wołga. Będzie „made in China”
Biznes
Rada Pracodawców RP powiększona o nowych przedstawicieli biznesu
Biznes
Lotnisko Chopina czekają zmiany? Wiele zależy od decyzji rządu
Materiał Promocyjny
Presja dorastania i kryzys samooceny. Dlaczego nastolatki potrzebują realnego wsparcia
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama