– W tym roku majówka praktycznie otwiera letni sezon. To pierwszy weekend, w którym po długim martwym okresie spodziewamy się nawału turystów – mówi Katarzyna Czyż-Kaźmierczak z Urzędu Miasta w Wiśle. Ta licząca 12 tys. mieszkańców popularna miejscowość w Beskidach ma blisko 9 tys. miejsc noclegowych. Jednak doliczając tych, którzy z odległej o niecałe 100 km aglomeracji śląskiej przyjadą tylko na jeden dzień, już w sobotę wypełni się kilkunastoma tysiącami przyjezdnych.
Na turystów liczą także inne regiony. Nic dziwnego: to po długiej zimie pierwszy okres, gdy krajowa turystyka znacznie się ożywia. – Majowy weekend to przede wszystkim szansa na przedłużenie urlopu – twierdzi wicedyrektor Departamentu Współpracy Regionalnej w Polskiej Organizacji Turystycznej Cezary Molski. Część osób przedłuża majówkę także w obawie przed korkami na drogach i tłokiem w pociągach. Na takie decyzje wpływają w dużym stopniu media: od lat przedstawiają pory wyjazdu i powrotu z weekendu majowego jako transportowy kataklizm.
Ale w tym roku tłumów może nie być. Dni świąteczne nie układają się korzystnie, ograniczając możliwości wydłużenia urlopu. – Z tego powodu mamy wciąż jedną trzecią miejsc wolnych. Tymczasem w ubiegłym roku wszystkie były zarezerwowane na długo przed weekendem – mówi Michael Boehmer, współwłaściciel ośrodka wypoczynkowego Sea Land na Mazurach.
Tymczasem według Jerzego Łaciaka z Instytutu Turystyki specyfika majowych wyjazdów zmieniła się w ostatnich latach. – Coraz częściej jeździmy tam, gdzie są jednodniowe atrakcje, niewymagające nocowania – twierdzi Łaciak.
Rezygnację ze spania umożliwia coraz większa mobilność Polaków, którzy przesiadają się z pociągów i autokarów do własnych samochodów. To także efekt zmiany obyczajów. – Dawniej jeździliśmy na majówkę do rodzin, zostając z nimi przez dwa – trzy dni. Teraz wpadamy tam najwyżej na kilka godzin – tłumaczy Łaciak. Według szacunków Instytutu Turystyki odsetek krótkich podróży (podobnie zresztą jak dłuższych) spada. W ubiegłym roku łączna liczba wyjazdów spadła o 12 proc., przy tym spadek wyjazdów na dwa – trzy dni był jeszcze większy i wyniósł 15 proc. Jeśli bowiem w 2008 roku z krótkich, kilkudniowych wyjazdów skorzystało 20,6 mln osób powyżej 15 lat, to w ubiegłym już tylko 17,5 mln.