- Zgodnie z ustawa o sporach zbiorowych mamy prawo do przeprowadzenia strajku generalnego w przypadku podpisania protokołu rozbieżności – mówi Leszek Mietek, przewodniczący Konfederacji Kolejowych Związków Zawodowych.

Rozmowy pomiędzy związkowcami, a szefami spółek PKP wpieranymi przez rząd toczą się dzisiaj od rana.

– Rozmawiamy, nie bijemy się. Trudno powiedzieć jak skończą się negocjacje – mówi Leszek Mietek. - Żałuje, że do tego strajku doszło, ale okazał się on sukcesem przynajmniej w tym znaczeniu, że nie daliśmy się zakrzyczeć. Będziemy dalej uświadamiać opinię publiczną, że walczymy w interesie podróżnych -  podsumowuje Miętek.

Premier Donald Tusk w sejmowym przemówieniu podkreślił, że za strajk nie odpowiada Sławomir Nowak, minister transportu, a związki zawodowe, które zdecydowały się na tak nieludzką formę protestu. Jego zdaniem powody strajku są nieadekwatne do formy protestu.

Innego zdania są związkowcy, którzy, choć formalnie walczą o zachowanie ulg na przejazdy kolejowe na poziomie 80 proc. dla emerytów, dzieci kolejarzy i ich współmałżonków, chcieli poprzez protest zwrócić uwagę na problemy kolei.

– Strajk spowodował minister transportu, chcąc w ten sposób odwrócić uwagę opinii publicznej od prawdziwych problemów na kolei, czyli nieudolność wysoko opłacanego zarządu PKP, fiaska usamorządowienia Przewozów Regionalnych czy brak bezpieczeństwa.

Zapowiadany na 7 rano strajk rozpoczął się o 8:30. Zablokowane zostały tory, zatrzymane  składy przez obsługę pociągu,  pracownicy odpowiedzialni za prowadzenie ruchu powstrzymali się od pracy.

Zatrzymanych zostało ok. 20 proc. planowanych do uruchomieni pociągów. Akcja  protestacyjna objęła 192 z 1700 posterunków ruchu  czyli  11 proc.

- Po zakończeniu akcji zatrzymane pociągi ruszyły w ciągu 20 minut  – powiedział Remigiusz Paszkiewicz Prezes PKP Polskich Linii Kolejowych S.A.