Ostatni tydzień przyniósł spore zwyżki cen ropy na rynkach międzynarodowych. W piątek baryłka gatunku Brent kosztowała w Nowym Jorku 64 dol. To i tak taniej niż dzień wcześniej, kiedy trzeba było za nią zapłacić 64, 95 dol., czyli najdrożej w tym roku. Wtedy pojawiły się obawy, że z tanią ropą szybko możemy się pożegnać.
Takie podwyżki natychmiast przekładają się na ruch w górę w polskich cennikach rafineryjnych. W kończącym się tygodniu ceny oleju napędowego w rafineriach wzrosły o ponad 100 zł na metrze sześc.
– Taka zmiana może w krótkim czasie odbić się na tym, co widzimy na stacyjnych słupkach. Na okres między 20 a 26 kwietnia spodziewamy się, że benzyna E95 ulokuje się w przedziale 4,65–4,74 zł za litr, a diesel 4,57–4,66 zł litr – mówi Jakub Bogucki, analityk rynku paliwowego z firmy e-petrol.
Jego zdaniem kolejny tydzień, na który przypada majowy weekend, będzie zapewne nieznacznie droższy. Według prognoz e-petrolu ceny E95 mogą przekroczyć 4,75 zł za litr, a oleju napędowego zbliżą się do 4,70 zł.
I na razie nie ma raczej szansy na wyraźne obniżki cen. – Nawet jeśli doszłoby do jakiejś redukcji notowań ropy na rynku światowym, to zmiana na nasze stacje przed weekendem majowym raczej nie dotrze – mówi Bogucki.