fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Biznes

Jak właściciel Alpinusa znalazł się na krawędzi upadłości

Artur Hajzer i Janusz Majer, założyciele i byli prezesi Alpinusa, który w 2004 r. został przejęty przez Bank Współpracy Europejskiej (zdjęcie z 2002 r.)
Fotorzepa, Rafał Klimkiewicz RK Rafał Klimkiewicz
Właściciel polskich marek Alpinus i Campus może zniknąć z rynku.
Euromark to brytyjska spółka handlująca odzieżą i sprzętem turystycznym: plecakami, namiotami, śpiworami. Jest właścicielem polskich marek Campus i Alpinus. Ta druga to prawdziwa legenda: w latach 90. stworzyli ją himalaiści Artur Hajzer, Janusz Majer i Ryszard Warecki. Założona przez nich firma ADD szybko się rozwijała, a produkty Alpinusa, dzięki doświadczeniu swoich twórców, zdobywały uznanie wśród turystów i taterników. ADD popadła jednak w tarapaty finansowe. Kiedy w 2004 r. zbankrutowała, marka Alpinus, jako zabezpieczenie kredytu, trafiła do Banku Współpracy Europejskiej (obecnie Meritum Bank). W tym samym roku odkupił ją Euromark, który w 2006 r. wszedł na warszawską giełdę.
Od początku tego roku kurs Euromarku zaczął szybko spadać. Jeszcze w kwietniu za akcje firmy płacono 2 zł. W piątek kosztowały 10 gr. W ciągu zaledwie ośmiu miesięcy wartość rynkowa Euromarku stopniała z 25,5 mln zł do 1,2 mln zł.

Droga do upadku

Model biznesowy był prosty i do dziś z powodzeniem jest stosowany przez wiele przedsiębiorstw. Euromark skupiał się na projektowaniu i dystrybucji towarów, zlecał ich produkcję innym firmom, głównie na Dalekim Wschodzie. W poprzednich latach to rozwiązanie się sprawdzało, obroty rosły, chociaż zyski nie były imponujące. Co spowodowało obecne kłopoty Euromarku i tak dużą przecenę jego akcji?
Przyczyn było kilka. Jedna z nich to słabnąca sprzedaż. W porównaniu z 2011 r. tegoroczne miesięczne obroty firmy były niższe nawet o 20–30 proc. We wrześniu Euromark zaprzestał publikowania miesięcznych przychodów ze sprzedaży. Zakończony w sierpniu rok obrotowy 2011/2012 był zdecydowanie najgorszy w jego historii. Obroty spadły o 40 proc., do 92 mln zł, a strata netto sięgnęła 45 mln zł.
Timothy Mark Roberts, prezes firmy i jej główny udziałowiec mający 61,3 proc. akcji, pod koniec listopada w liście do akcjonariuszy i kontrahentów próbował wyjaśnić sytuację. Pisał, że poprzedni zarząd (zmiana kierownictwa nastąpiła w kwietniu tego roku) nie zareagował na szybko spadającą sprzedaż. Nie anulował ani nie opóźnił zamówień, co doprowadziło do nagromadzenia zapasów. Przy braku zbytu firma zaczęła mieć problemy z płynnością finansową. Zdaniem Robertsa źle zostały skonstruowane umowy kredytowe z bankami, co doprowadziło do ich wypowiedzenia lub wstrzymania.

Zarząd traci wiarę

Rozmowy z przedstawicielami banków zarząd Euromarku rozpoczął już w sierpniu. Nie poprawiły one jednak sytuacji firmy. W październiku umowę kredytową wypowiedział BNP Paribas, a BRE Bank uniemożliwił wykorzystanie kredytu. Pod koniec października firma rozpoczęła kolejne rozmowy z bankami. Według porozumienia do 15 listopada Euromark miał spłacić Bankowi Millennium 3,6 mln zł. Nie zrobił tego i Millennium wypowiedział spółce umowy kredytowe na łączną wartość 14,36 mln zł. Firma ma spłacić tę kwotę do 16 grudnia.
Na to, że w Euromarku źle się dzieje, wskazywały kolejne rezygnacje członków zarządu. Od czerwca trzech menedżerów odeszło ze swoich stanowisk. Ostatni taki przypadek miał miejsce pod koniec listopada. W uzasadnieniu swojej decyzji Marta Kasperska napisała, że ostatnie działania banków doprowadziły ją do wniosku, że kredytodawcy nie są skłonni nadal udzielać wsparcia finansowego Euromarkowi i popychają go w stronę niewypłacalności. Dodała, że w roli doradcy nadal zamierza wspierać spółkę „w trudnym procesie, który może obejmować postępowanie upadłościowe".
To był jasny sygnał ze strony kierownictwa firmy, że prawdopodobieństwo bankructwa jest duże. Kilka dni wcześniej biegły rewident w opinii do sprawozdania finansowego stwierdził wprost, że działalność spółki uzależniona jest od dalszego finansowania. Kurs akcji szukał dna. Inwestorzy byli przekonani, że upadłość Euromarku to już tylko kwestia czasu.
Wreszcie, po zamknięciu sesji giełdowej 28 listopada, zarząd Euromarku poinformował, że złoży wniosek o upadłość. Nie sprecyzował jednak, czy będzie to upadłość układowa czy likwidacyjna. Różnica jest bardzo istotna. Pierwsze rozwiązanie zakłada możliwość porozumienia się z wierzycielami i kontynuację działalności. Natomiast w przypadku upadłości likwidacyjnej do spółki wchodzi syndyk i wyprzedaje jej majątek.
Władze Euromarku przez dobę trzymały inwestorów w niepewności, po czym oznajmiły, że będą się starały o upadłość układową. Zarząd nie przedstawił jednak żadnych propozycji układowych. Zapewniał, że uzupełni wniosek o takie propozycje, wraz z ich uzasadnieniem, w terminie późniejszym, o czym miał poinformować w komunikacie. Do piątku tego nie zrobił. Pomimo wielokrotnych prób kontaktu zarząd firmy pozostaje nieuchwytny.

Problemów ciąg dalszy

Przed firmą pojawiają się kolejne trudności. Na początku tego tygodnia BRE Bank wypowiedział jej dwie umowy kredytowe warte łącznie 3,7 mln zł. Natomiast Bank Millennium złożył wniosek o upadłość likwidacyjną spółki.
Ale kredyty to niejedyny problem, jaki Euromark ma z bankami. Firma wciąż spłaca raty za zakup marki Alpinus, którą w 2004 r. przejęła od BWE. Według zawartego w maju tego roku porozumienia do 2022 r. Euromark musi zapłacić Meritum Bankowi 7,8 mln zł.
Co z innymi markami firmy? Tego samego dnia, kiedy Euromark zdecydował o złożeniu wniosku o upadłość, poinformował o sprzedaży należących do niego znaków towarowych Campus, Khyam, Wynnster i Planet Outdoor. Jak podano w komunikacie, ich wartość ustalono w wyniku „niezależnego zbierania ofert" na 450 tys. funtów (ok. 2,3 mln zł). Nabywcą jest Khyam Limited, angielska spółka zależna od Euromarku.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA