fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Świat

Nie ma spokoju po wyborach

Zwolennicy Partii Regionów cieszą się z wygranej
AFP
Piotr Kościński
Co dalej z Ukrainą? Pozornie wszystko jest jasne. Prognozy ekspertów w Kijowie są jednak sprzeczne.
Jasne jest to, że rządząca Partia Regionów przegrała wybory, a jednak je wygrała. Przegrała, bo otrzymała zaledwie 30 proc. głosów, a razem z jej dotychczasowymi sojusznikami, komunistami, tylko 43 proc. Ale dzięki cudom nad urną, zwłaszcza w okręgach jednomandatowych, zapewne stworzy większość.
Po wyborach jednak więcej jest pytań niż odpowiedzi. Widać wyraźnie, że społeczne poparcie dla prezydenta Wiktora Janukowycza i jego ludzi w znaczący sposób spadło. Że może utrzymać się przy władzy tylko kupując sobie – dosłownie – poparcie niezależnych deputowanych. Jak długo będzie to skuteczne?

Janukowycz słabnie

Przy słabym rezultacie wyborów słabnie też pozycja Janukowycza za granicą. Unia Europejska, krytykując go za uwięzienie Julii Tymoszenko, za warunek wznowienia procesu integracji postawiła uczciwe i demokratyczne wybory. Tymczasem ostatnie wybory parlamentarne nie były ani uczciwe, ani specjalnie demokratyczne. Z kolei w stosunkach z Rosją wcale nie jest najlepiej. Prezydent Władimir Putin jest do Janukowycza nastawiony niechętnie i jeśli udzieli mu wsparcia, to tylko za daleko idące koncesje polityczne i gospodarcze.
Większość rządzącą sformują zapewne Partia Regionów i komuniści, tradycyjnie określani jako prorosyjscy. Choć wyniki wyborów parlamentarnych zostały pozytywnie odebrane przez Kreml, to jednak wzbudziły spore zaniepokojenie rosyjskich oficjeli. Powodem jest wysokie poparcie dla ugrupowań deklarujących poparcie dla integracji z Unią Europejską.
Nieprzyjemną niespodzianką dla Kremla było zwycięstwo nacjonalistycznej Swobody, nazywanej w Rosji „faszystowską", która po raz pierwszy znajdzie się w Radzie Najwyższej. Swoboda wniesie do parlamentu coś, czego nie było tu od dawna – dyskusje ideologiczne. Obecność Swobody, jak pisał publicysta Ihor Sołowej na portalu agencji Ukrinform, „nie pozwala postawić krzyżyka na ideałach pomarańczowej rewolucji".
Piotr Kościński: Ukraina traci czas?
Jedno jest pewne: dzięki Swobodzie i tak trudne stosunki pomiędzy frakcjami parlamentarnymi, prowadzące do bójek i starć, mogą się skomplikować jeszcze bardziej, biorąc pod uwagę choćby ironiczne oświadczenie lidera tej partii Ołeha Tiahnyboka: „wspólnie z komunistami możemy poprzeć tylko jeden projekt – zakaz partii komunistycznej na Ukrainie". Komuniści nie zapomnieli ataków ze strony aktywistów Swobody, w tym wysadzenia pomnika Stalina w Zaporożu w 2011 roku.

Kliczko oszukany?

Niechęć Kremla do Swobody jest zrozumiała. Nieoczekiwanym rozczarowaniem dla Moskwy jest natomiast mistrz boksu Witalij Kliczko, przywódca partii Udar, który zdobył sympatię rosyjskojęzycznych mieszkańców Ukrainy. Kliczko otwarcie mówi, że poprze opozycję w parlamencie, a w wyborach prezydenckich w 2015 roku może być poważnym rywalem Wiktora Janukowycza.
Były deputowany rosyjskiej Dumy Siergiej Markow, obserwator ukraińskich wyborów, zwycięstwo Kliczki komentował tak: „Kliczko trafił do pomarańczowej niewoli. Nie wiem, w jaki sposób. Został oszukany. Przecież on jest rosyjskojęzyczny! I przy tym występuje przeciw związkowi Rosji z Ukrainą, przeciw porozumieniom rosyjsko-ukraińskim w Charkowie (gdzie zapadła decyzja o przedłużeniu terminu stacjonowania rosyjskiej floty do 2042 roku – red.), a nawet przeciw ustawie o wyższym statusie dla języka rosyjskiego" – ubolewał Markow i podsumował: „Kliczko może stać się taranem, którego użyją wrogowie Ukrainy w celu przejęcia władzy".
Ihor Sołowej wskazuje, że fiaskiem zakończyły się wyborcze starania rosyjskiego lobby: „partia, zorientowana na Moskwę i popierająca sojusz Rosji, Ukrainy i Kazachstanu, Dla Sojuszu, wprowadzi do parlamentu jednego przedstawiciela z okręgu jednomandatowego, a Blok Rosyjski nie wprowadzi nikogo".
Moskwa pokazuje rozczarowanie, ale Europa rozczarowana jest również. Przede wszystkim tym, że Wiktor Janukowycz najwyraźniej chciał wygrać wybory za wszelką cenę, przy zastosowaniu metod, o których było wiadomo, że zostaną ostro skrytykowane. Jego partia utrzyma się przy władzy nie dzięki społecznemu poparciu, a dzięki sztuczkom z ordynacją i fałszowaniu wyborów. Na razie widać dwa stanowiska: niemieckie i polskie. Kanclerz Niemiec Angela Merkel już powiedziała, że nie ma warunków do podpisania traktatu stowarzyszeniowego Ukraina–UE. Natomiast premier Donald Tusk uznał, że może być podpisany – i to już za rok. To diametralnie różne stanowiska. Politycy europejscy zastanawiają się też, kto będzie lepszym partnerem na przyszłość: opozycja pani Tymoszenko czy może Kliczko i jego Udar?
Na razie nie wiadomo, co zrobi Janukowycz. Tymczasem pojawiło się bardzo niepokojące oświadczenie. – Jeśli kryzys w Unii Europejskiej będzie trwał, to Ukraina może wejść do Unii Celnej stworzonej przez Rosję, Białoruś i Kazachstan – powiedział ambasador Ukrainy w Moskwie Wołodymyr Jelczenko. To pierwsze oficjalne przyznanie ze strony Kijowa, że rozważa taką opcję. Do tej pory prezydent Wiktor Janukowycz dopuszczał możliwość współpracy w formacie „3+1", czyli rodzaj specjalnego statusu (obserwatora?).

Optymizm czy realizm

Optymistą w sprawie współpracy Ukraina–UE jest szef Instytutu Polityki Ukraińskiej w Kijowie Kostiantyn Bondarenko. Jego zdaniem Janukowycz wybierze jednak Europę, a Bruksela zdecyduje się na podpisanie umowy stowarzyszeniowej. – Retoryka Zachodu wobec władz Ukrainy się zmieniła. Stała się bardziej miękka. Nikt nie mówi o sankcjach. Padają oświadczenia o konieczności współpracy z Ukrainą, o procesie  demokratyzacji w tym kraju. Stosunki Ukrainy z UE będą podyktowane sytuacją gospodarczą. Ukraina to ogromny rynek. Na początku przyszłego roku możemy się  spodziewać pozytywnego sygnału z UE w sprawie liberalizacji reżimu wizowego z Ukrainą. A pod koniec roku może dojść do podpisania umowy stowarzyszeniowej – przekonuje w rozmowie z „Rz" Kostiantyn Bondarenko.
Ale inni eksperci prognozują, że naszego wschodniego sąsiada czeka długi okres przejściowy. Zdaniem szefa Instytutu Strategii Globalnych w Kijowie Wadyma Karasiowa na Ukrainie nie dojdzie do poważnych zmian aż do 2015 roku.
–  Rok wyborów prezydenckich w naszym kraju będzie decydujący zarówno z uwagi na sytuację wewnętrzną, jak i zagraniczną. Stosunki Kijowa z Moskwą i Brukselą raczej ulegną zawieszeniu – mówi „Rz" Karasiow. – Do wyborów prezydenckich partie, które znajdą się w parlamencie, będą żyć przede wszystkim tą sprawą. Większość w Radzie Najwyższej sformują Partia Regionów, komuniści i kandydaci z okręgów jednomandowych, ale opozycja będzie bardziej aktywna, a życie polityczne bardziej burzliwe. Nie unikniemy sporów między liderami  frakcji parlamentarnych – dodaje Karasiow.
Na razie trzeba czekać na pierwsze posiedzenie Rady Najwyższej i całą procedurę tworzenia nowej koalicji i budowania nowego rządu. To potrwa, ale pokaże, jaki będzie kierunek najbliższych zmian. Zobaczymy też, jak się będą zachowywać Bruksela i Moskwa i kto będzie silniej przyciągał Kijów.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA