fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Literatura

Śmierć idzie tuż za Piotrusiem Panem

Rzeczpospolita
Szkocki pisarz James Matthew Barrie jako znawca cierpień najmłodszych.
Zapomnijcie o mdłym filmowym „Marzycielu” z Johnnym Deppem w roli głównej. Argentyńczyk Rodrigo Fresán naszkicował znacznie głębszy portret Jamesa Matthew Barriego – autora, który stworzył postać Piotrusia Pana.
To niebezpieczna książka – wytrąca z równowagi. Za pierwszym razem przerwałam czytanie. Ale spróbowałam ponownie i to nie ja ją pochłonęłam, lecz ona mnie. Fresán trafia w najczulsze miejsce każdego, kto w ogóle czyta – dotyka dzieciństwa, nie tylko tego realnego. Pisze i o tym zaklętym w baśniach, w losach bohaterów naszej małoletniej wyobraźni – Alicjach i Piotrusiach. O dorosłości skażonej piętnem przemijania i porytych zmarszczkami twarzach, które pragną wrócić do stanu, w którym czas nie istniał. Bo przecież dla dziecka minuta znaczy tyle co wieczność, a zarazem tyle co nic. Jednak to nie zbliżający się do kresu dorośli są najbardziej nieszczęśliwi – najtrudniej żyje się dzieciom, którym śmierć towarzyszy niczym cień przyszyty do pięt Piotrusia Pana.
Takim jak Barrie, który jako sześciolatek stracił starszego brata Davida. Odtąd miał potworne dzieciństwo, przesycone poczuciem osamotnienia i świadomością, że jego życie znaczy dla matki mniej niż śmierć najukochańszego syna. Jego postanowienie: „Nie dorośniesz”, stało się faktem – szkocki pisarz miał niewiele ponad 150 centymetrów wzrostu, a szczęśliwy był tylko, gdy bawił się w londyńskich Ogrodach Kensington z małymi braćmi Llewelyn Davies, z których każdy – po trosze – przyczynił się do powstania postaci Piotrusia Pana. Ale bohaterem tej biografii, pełnej mrocznych i fantastycznych epizodów, jest nie tylko Barrie. Równolegle toczą się dwie inne historie.
Mały Keiko Kai siedzi z zakneblowanymi ustami, przywiązany do krzesła. Słucha opowieści Petera Hooka, słynnego pisarza, który stworzył serię o Jimie Yangu, chłopcu, który podróżuje przez czas dzięki przypominającemu rower chronometrowi. Różnica między Piotrusiem Panem a Yangiem jest taka, że pierwszy nie chciał dorosnąć, a drugi nie mógł, bo dla niego chwile nie upływały, to on je mijał. Autor opowiada o swoim dzieciństwie, podobnym do dramatu Barriego. On też stracił brata i bywał w Ogrodach Kensington. Lecz nie za panowania królowej Wiktorii, ale w czasach Swinging Sixties, gdy Londynem rządzili bitelsi i całe pokolenie sław, które nie chciały dorosnąć, a które śmierć dosięgnęła wcześnie i przewrotnie. Jak Briana Jonesa z The Rolling Stones, który utonął w basenie należącym wcześniej do A. A. Milnego, twórcy „Kubusia Puchatka”.
Fresán obala nasze naiwne przekonania. Tu dzieciństwo jest okresem wielkich niebezpieczeństw, wobec których to dorośli pozostają bezradni. A śmierć, nawet zagłaskiwana wizją czekającej nas szczęśliwej Nibylandii, nie da się odepchnąć. I dzieci wiedzą o tym najlepiej.
Rodrigo Fresán, Ogrody Kensington, Przeł. Tomasz Pindel, muchaniesiada.com, Kraków 2007
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA