fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Publicystyka

Maria Czubaszek i trauma po aborcji - Terlikowski

Tomasz P. Terlikowski
Fotorzepa, Ryszard Waniek Rys Ryszard Waniek
Nie trzeba być doświadczonym psychoterapeutą, by zobaczyć w Marii Czubaszek osobę zniszczoną zespołem poaborcyjnym – twierdzi publicysta
Żal mi Marii Czubaszek. Kobiecie, która przyznaje, że brzydzi się dzieci, a jedyne, co zrobiła w życiu fajnego, to pomoc w wyjściu z alkoholizmu drugiemu mężowi i przygarnięcie kilku piesków ze schroniska, można tylko współczuć albo, jeśli jest się chrześcijaninem, to się za nią pomodlić.

Obrzydzenie nienaturalne

To współczucie i żal nie powinno jednak przeszkodzić w wyrażeniu wdzięczności pani Marii. Ona, zapewne nieświadomie, przez swój udział w programie "Uwaga" i późniejsze wypowiedzi doskonale pokazała, na czym polega zespół poaborcyjny, jakie są jego konsekwencje dla kobiety i z czym musi się liczyć każda kobieta, która zdecyduje się na zabicie swojego dziecka.
Tej opinii w niczym nie zmieniają wypowiedzi samej Czubaszek, która twierdzi, że nigdy nie czuła żalu ani traumy, a nawet zapewnia, że "dziękuje Bogu za aborcje". To bowiem są tylko słowa, a całe zachowanie kabaretowej artystki i dziennikarki, cała jej mowa ciała w programie mówiła coś całkiem innego. Nie jest normalnym u kobiety zachowaniem obrzydzenie wobec dzieci, nie jest czymś naturalnym konieczność zapalenia papierosa, zanim podejdzie się, by się im przyjrzeć, nie jest wreszcie czymś zrozumiałym u kobiety, która mogłaby być babcią, mówienie o dzieciach "bachory".
To jednak, co jest zupełnie niezrozumiałe u stabilnej psychicznie kobiety, staje się czymś oczywistym u kogoś dotkniętego zespołem poaborcyjnym. Jednym z jego objawów jest bowiem właśnie niechęć, posunięta niekiedy do agresji, do dzieci. Każde spotkanie z dziećmi, szczególnie jeśli nie miało się własnych (a tak właśnie jest z Marią Czubaszek), stawia nas wobec pytania o to, ile lat miałoby teraz dziecko, jak by wyglądało, a z czasem, czy nie miałoby się wnuków i jak one by wyglądały.
U części kobiet pytania te wywołują depresję, ale u innych gniew, wściekłość, która nie mogąc być nakierowana na siebie, skierowana jest ku dzieciom, które traumatyczne skutki własnych decyzji unaoczniają w całej rozciągłości.

Samostygmatyzacja

Charakterystyczne dla zespołu poaborcyjnego jest także obniżenie poczucia własnej wartości, swoista samostygmatyzacja, uznanie się za osobę gorszą od innych. Takie objawy dostrzec można w wypowiedziach Marii Czubaszek, gdy zapewnia ona, że w swoim życiu (dla wielu będącym nieosiągalnym wzorem) nie zrobiła niemal nic "fajnego". "Przysięgam, że zrobiłam dwie fajne rzeczy w życiu: w jakimś sensie, niewielkim, ale pomogłam Karolakowi wydostać się z problemu alkoholowego (byliśmy już wtedy z dziesięć lat, bo ja jestem jego drugą żoną, on jest moim drugim mężem), ale tak naprawdę najbardziej, że powiedzmy pięciu pieskom ze schronisk sprawiłam fajne życie, takim potłuczonym, odrzuconym. To są naprawdę jedyne sprawy, które uważam, że zrobiłam fajnie. Poza tym nic fajnego nie zrobiłam, naprawdę" – podkreślała artystka, której życiorys można by swobodnie podzielić na kilka innych osób.
W wywiadzie dla radia TOK FM ten problem samostygmatyzacji widać było jeszcze mocniej, gdy Czubaszek zapewniała, że "woli być zimną suką niż matką Polką".
Do bólu przewidywalne są także zapewnienia, że artystka nigdy nie żałowała i nadal nie żałuje braku dzieci czy wnuków. Opowieści o tym, że nawet gdy nic jej się nie układa, to: "z mężem siadamy i mówimy: matko, ale przynajmniej nie mamy dzieci ani wnusiów. Nie biegają po domu, nie muszę robić "ciu, ciu, ciu", nie muszę się martwić, czy ćpa, pali, pije, czy panienka nie wróci z brzuchem do domu", są oczywistą dla każdego formą wyparcia prawdy o tym, co się zrobiło i co się straciło.
Ilość negatywnych określeń, przy braku choćby najmniejszych pozytywów związanych z rodzicielstwem czy byciem dziadkiem, w tej wypowiedzi pokazuje, że nie ma w niej ani krzty realnego luzu czy zadowolenia. Jest słabo ukrywana pod maską ironii świadomość straty.

Nieszczęśliwa kobieta

Nie trzeba być doświadczonym psychoterapeutą, by zobaczyć w Marii Czubaszek osobę zniszczoną zespołem poaborcyjnym (który wbrew temu, co próbują wmawiać nam feministki, nie jest tylko prostym poczuciem winy, ale dużo głębszym i bardziej niebezpiecznym syndromem psychicznym). Zaskakujące jest zatem, że to właśnie ją feministki – spod znaku Magdaleny Środy czy "Twojego Stylu" – chcą teraz uczynić znakiem swojej walki o prawo do aborcji. Jeśli bowiem ta nieszczęśliwa kobieta, która, zanim podejdzie do dzieci, musi zapalić papierosa i się uspokoić, ma być symbolem czegokolwiek, to raczej nie ozdrowieńczych skutków aborcji, ale tego, co ta ostatnia może zrobić z kobietą.
Autor jest redaktorem naczelnym portalu fronda.pl, adiunktem na Wydziale Administracji i Nauk Społecznych Wyższej Szkoły Informatyki, Zarządzania i Administracji w Warszawie
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA