fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Sądownictwo

Co się stało z Madzią z Sosnowca

ROL
Eksperci kryminalni i prywatni detektywi usiłują odpowiedzieć na pytanie, jakimi motywami kierował się ten, kto porwał półroczne dziecko z wózka
Zdjęcie uśmiechniętej Madzi wisi w Sosnowcu dosłownie wszędzie. Kartki z apelem do osób, które mogą się przyczynić do znalezienia córeczki państwa Waśniewskich, rozlepiają rodzice, znajomi, a także zupełnie nieznane osoby.
- Porwanie dziecka w środku osiedla, przy ruchliwej ulicy - mnie się to nie mieści w głowie. Nie chcę wiedzieć, co czuje ta młoda matka, sama jeszcze dziecko - 57-letnia Jadwiga Skowronek z sosnowieckiego Sielca ociera oczy chusteczką.
- My też włączyliśmy się do akcji plakatowej, wspieramy ich modlitwą - mówi koleżanka Kasi, mamy Madzi, z religijnej wspólnoty Tebah z Czeladzi.

Szukanie motywu

Ustalenie motywu, jakim kierował się sprawca, który we wtorek wieczorem przy ul. Legionów w Sosnowcu porwał półroczną dziewczynkę z wózka, to dziś najważniejszy krok w śledztwie. Ma w tym pomóc portret psychologiczny porywacza, który tworzy Bogdan Lach, katowicki profiler i jeden z najbardziej doświadczonych policjantów kryminalnych.
- To najlepszy fachowiec w tej dziedzinie - mówi Bartosz Wojciechowski, psycholog sądowy z Zakładu Psychologii Klinicznej i Sądowej Uniwersytetu Śląskiego w Katowicach. Nad sprawą porwanej Madzi od kilku dni pracuje grupa najlepszych policjantów ze specjalnej grupy śląskiej KW policji w Katowicach specjalizującej się w poszukiwaniach osób zaginionych.
- To dla nas sprawa precedensowa. Niestety, wciąż nie ma przełomu - przyznaje Adam Jachimczak ze śląskiej komendy.
Rodzice Magdy zdecydowali się wczoraj zaapelować do porywacza, aby w zamian za bezkarność oddał im córeczkę. - Wycofamy wniosek o ściganie - zapowiedzieli wczoraj na konferencji prasowej. Namówił ich do tego detektyw Krzysztof Rutkowski, który zaangażował się w odnalezienie dziewczynki. 22-letnia Kasia Waśniewska, matka Madzi, opowiadała, że feralnego dnia odprowadzała córeczkę do swojej mamy mieszkającej na osiedlu, blisko centrum miasta. - Wyszłam przed godz. 17, ale wróciłam, bo zapomniałam pampersów - relacjonuje. Przeszła kilka ulic, gdy - jak podkreśla - intuicyjnie poczuła, że coś jest nie tak. - To było na wysokości parku Żeromskiego, Madziulka spała w wózeczku z pozytywką na ramieniu. Odwróciłam się. To był mężczyzna w jasnej kurtce, bardzo wysoki, na mój widok zwolnił. Twarzy nie widziałam, był zakapturzony - mówi cicho.
Katarzyna widziała mężczyznę jeszcze kilka razy, gdy przecinała kolejne ulice. - Przez głowę by mi nie przeszło, że może się coś takiego wydarzyć. Myślałam, że chodzi mu o mnie - tłumaczy. Kiedy zobaczyła blok, w którym mieszka jej mama, poczuła się pewnie. Wtedy straciła przytomność. - Z ziemi podniósł mnie sąsiad mamy - dodaje. Kobieta, która również pomagała jej wstać, krzyknęła: "gdzie jest dziecko?". W wózku leżał tylko pluszowy lisek. Madzia zniknęła wraz z różowym kocykiem. Do dziś jej nie odnaleziono.
W ocenie Rutkowskiego dziewczynkę ukradł mąż, ojciec, który stracił niedawno własne dziecko czy żonę (np. przy nieudanym porodzie czy w wypadku). - Być może sprawcami są kobieta i mężczyzna, którzy nie mogą mieć swojego dziecka, i ukradli dziecko. To może być ktoś z otoczenia Kasi i Bartka, kto dziecko znał, kto im go zazdrościł - tłumaczy Rutkowski.
Mogła to być również, zdaniem detektywa, tzw. kryminalna adopcja. - Działanie na zlecenie - mówi Rutkowski.
Kasia i Bartek to młode małżeństwo. Kasia jest osobą bardzo religijną, związaną z ruchem wspólnoty Tebah. - Chętna do pomocy, życzliwa, ciepła - mówi o niej koleżanka z Tebah. Kasia przez lata służyła do mszy organizowanych w kaplicy przy zakonie misjonarzy z Mariannhill (w Czeladzi istnieje jedyny w Polsce dom zakonny prowadzony przez misjonarzy z Mariannhill). Bartek studiuje, jego pasją jest historia. Należy do Bractwa Rycerskiego Ziemi Sieleckiej. Śledczy sprawdzają również te kręgi znajomych, ale także sąsiadów, osoby z poradni lekarskiej itd.

Niespełniony rodzic

W ocenie psychologa sądowego Bartosza Wojciechowskiego dziewczynkę mogła porwać niespełniona matka, która kierowała się potrzebą posiadania dziecka za wszelką cenę. Świadczy o tym kilka faktów, m.in. to, że porwanie nastąpiło w ludnym miejscu. Wokół są dziesięciopiętrowe bloki, park, ulica. - Jeśli sprawca zaplanował porwanie, miał świadomość ryzyka ujawnienia, a więc być może zadziałał impuls - analizuje Wojciechowski.
Jego zdaniem najważniejsze zadanie dla śledczych to ustalenie, dlaczego porwano dziecko. - Wtedy będzie można wytypować krąg podejrzanych i postawić główną hipotezę - mówi.
W Internecie pojawiło się wiele komentarzy sugerujących dziwne zachowanie matki dziecka, która do wczoraj nie ujawniała twarzy. - Nie mam nic do ukrycia, prosiła mnie o to prokuratura - mówiła Kasia.
- Nikt nie wie, jak zachowałby się w takiej sytuacji - przyznaje Wojciechowski. - Rodziców dziecka oceniam inaczej. Że są w fazie pełnej mobilizacji, by odszukać dziecko. I na tym skupiają swoje emocje.
Rutkowski zadeklarował przekazanie 20 tys. zł za wskazanie lub pomoc w ustaleniu miejsca pobytu dziecka. Policja informuje, że nagroda za informację o dziecku wynosi 10 tys. zł (po 5 tys. zł przekazał prezydent Sosnowca i komendant policji).
- Jeśli dziecko porwała niespełniona matka, to ani pieniądze, ani apel o uniknięciu kary nie mają tu znaczenia - ocenia Wojciechowski. - Przełomem może być profil porywacza. Ma być gotowy dzisiaj.
Policja prosi wszystkich, którzy mogą pomóc, o kontakt: tel. 32 296 12 55, lub z najbliższą jednostką policji - tel. 997
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA