fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Świat

Moskwa znowu demonstruje siłę

AP
Andrzej Pisalnik
Nowa zimna wojna? Podczas świąt Rosja dokonała udanych prób międzykontynentalnych pocisków balistycznych. Nad Skandynawią zaś przelatywały rosyjskie bombowce strategiczne
Cel na poligonie na Kamczatce został trafiony we wtorek najpierw przez rakietę RMS-54 Siniewa (SS-N-23 Skiff – według klasyfikacji NATO) wystrzeloną z atomowego okrętu podwodnego „Tuła” z północnej części Morza Barentsa. Kilka godzin później drugi pocisk nadleciał z kosmodromu w Plisiecku. Tym razem był to RS-24 z rozdzielającymi się samonaprowadzającymi głowicami.
Tego samego dnia na norweskich radarach pojawiły się dwa strategiczne rosyjskie bombowce Tu-160 (zdolne do przenoszenia pocisków nuklearnych). Natychmiast na ich spotkanie wyleciały norweskie myśliwce. Rosjanie nie zdecydowali się jednak lecieć nad Norwegią – skręcili w stronę Danii. W pobliżu strefy bezpieczeństwa tego kraju bombowce – dwa duńskie F-16 już były w powietrzu – zawróciły i poleciały w kierunku Wielkiej Brytanii, psując święta lotnikom RAF. W środę rano o naruszeniu jej przestrzeni powietrznej przez rosyjski samolot wojskowy poinformowała Finlandia.
Rosjanie nie kryją, że wzmożona pod koniec roku częstotliwość prób rakiet balistycznych i lotów bombowców strategicznych to nie tylko dowód modernizacji ich sił zbrojnych, lecz także demonstracja siły wobec planów rozmieszczenia przez USA elementów tarczy antyrakietowej w Polsce i Czechach. „Tarcza nie jest wymierzona przeciwko hipotetycznym zagrożeniom ze strony Iranu. Jej celem jest powstrzymanie Rosji” – oświadczył szef rosyjskiej dyplomacji Siergiej Ławrow w wywiadzie dla dziennika „Wriemia Nowostiej”. Według rosyjskiej prasy, gdy 17 grudnia okręt „Tuła” wykonał pierwszy udany strzał rakietą Siniewa, dowódca Rakietowych Wojsk Strategicznych Rosji Nikołaj Sołowcow nieprzypadkowo odniósł się do planów Amerykanów w Europie. – Nie wykluczam, że część naszych rakiet międzykontynentalnych zostanie wycelowana w obiekty tarczy w Polsce i Czechach – oznajmił. Prorządowe media podkreślają wielkie znaczenie polityczne udanych prób rakiet. Przypominają, że ma to związek z wyjściem Moskwy z układu o siłach konwencjonalnych w Europie (CFE) oraz z fiaskiem negocjacji z Waszyngtonem w sprawie tarczy. Dodatkowym bodźcem do doskonalenia potencjału rakietowego ma być wygaśnięcie po 2009 roku rosyjsko-amerykańskiego układu o ograniczeniach arsenałów nuklearnych. Mniejszy optymizm w kwestii wojskowego potencjału Rosji wykazują niezależni eksperci. Przypominają, że rakiety morskie Siniewa nie są pociskami nowymi i że okręty podwodne klasy Delta-4 zostały uzbrojone w nie już w 2004 roku. Najnowocześniejszy pocisk RS-24 nie jest z kolei niczym innym jak zmodernizowaną w 2000 roku rakietą Topol-M. Różnica między nimi polega na tym, że głowica z jednym ładunkiem została zamieniona na głowicę z kilkoma rozdzielającymi się ładunkami. Publicysta Andriej Kisliakow podkreśla, że Topol-M ustępuje amerykańskim pociskom Minitmen-3 produkowanym już od ponad 40 lat. RS-24 może się zaś okazać jeszcze mniej skuteczna, gdyż suma mocy ładunków w rozdzielającej się głowicy musi być o wiele mniejsza przy zachowaniu standardowej masy głowicy. Powiększenie masy oznaczałoby zaś zmniejszenie zasięgu. – Zasięg Topol-M wynosi maksymalnie 9600 kilometrów – podkreśla ekspert, przypominając, iż Amerykanie posiadają pociski zdolne do trafienia celu oddalonego nawet o 15 tysięcy kilometrów.– Ta rakieta jest lepsza od poprzednich, ale wciąż trzeba ją doskonalić – przyznał po udanej próbie RS-24 przewodniczący państwowej komisji obserwującej próby Jurij Kiriłow. Najdobitniej o stanie rosyjskiego arsenału nuklearnego świadczą oficjalne statystyki. Produkcja nowych kompleksów rakietowych tylko częściowo rekompensuje kurczący się potencjał. Trzy czwarte rakiet uzbrojonych w głowice nuklearne to pociski, których okres eksploatacji już minął. Natomiast liczba wyrzutni zmniejszyła się w ciągu ostatnich dwóch lat z 700 do 500. Moskwa drażni Zachód, nie tylko dokonując kolejnych prób rakietowych i wysyłając swoje bombowce nad Europę. Rosyjskie technologie wojskowe sprzedaje potępianym przez USA i UE reżimom. Jak podały wczoraj irańskie media, Teheran w najbliższym czasie otrzyma od Rosjan rakiety ziemia-powietrze S-300. Doniesienia o brawurowych próbach z nowymi rakietami są szumem propagandowym, który ma mało wspólnego z rzeczywistością. Tak naprawdę chodzi o rutynowe ćwiczenia. W tym roku odbyło się w Rosji dziewięć startów ćwiczebnych rakiet balistycznych. To więcej niż w latach poprzednich, ale za mało, by mówić o przełomie. To, że rosyjskie media doszukują się w tym uzasadnienia politycznych deklaracji Rosji na arenie międzynarodowej, należy traktować jako przedwyborczy show. Wojskowi zapewniają, że „nowe” rakiety są zdolne pokonać amerykańską tarczę antyrakietową, co jest nadużyciem, gdyż tarcza nie została jeszcze wybudowana i nikt właściwie nie wie, do czego będzie zdolna. Wymiana przestarzałego arsenału nuklearnego jest Rosji obiektywnie potrzebna. Rzeczywistość wygląda tymczasem tak, że w najbliższych latach zapowiedziano dostarczenie wojsku 15 kompleksów Topol-M, a liczba starych rakiet, które zostaną zlikwidowane w tym okresie, wyniesie aż 400. Andrzej Pisalnik z Moskwy
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA