fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Wywiady i opinie

Lepsze reformy spóźnione niż żadne

Plan reform premiera Donalda Tuska (jeśli oczywiście zdecyduje się na jego ogłoszenie) jest krokiem odważnym i niezbędnym, choć może okazać się niewystarczającym
Właściwie wszystkie pomysły zmian w finansach publicznych, o których wiemy, są godne poparcia. Polska dawno już powinna zreformować marnotrawny system emerytur rolniczych i wspierania rodzin. Dlaczego? Bo ich działanie w obecnej postaci umacnia tylko niekorzystne tendencje w strukturze gospodarstw rolnych i pogarsza sytuację demograficzną państwa.
Mamy też ulgi podatkowe, które niczego i nikogo nie wspierają. Co dziś daje bowiem ulga internetowa? Albo czy dodatkowe 1000 zł rocznie może zmienić decyzję kogokolwiek w sprawie posiadania dziecka? Podobnie jest ze wspólnym rozliczaniem się małżonków. To był dobry pomysł przed zmianą progów podatkowych. Dziś ten przywilej mógłby być przyznawany rodzinom wielodzietnym, w których kobieta nie zarabia, bo opiekuje się dziećmi. Ale nonsensem jest, gdy dostaje ją np. para bezdzietna. Podobnie rzecz się ma z ulgą na odliczanie 50 proc. kosztów pozyskania przychodów przez twórców i dziennikarzy. Jeśli rzeczywiście takie są koszty, to powinno się je wykazywać tak jak w firmach.
Polski system podatkowy oraz system wsparcia społecznego powstawały powoli. Są więc sumą wielu decyzji powstałych w bardzo różnych okolicznościach, często były zwyczajną próbą pozyskania maksymalnie szerokiego poparcia wyborców (np. ulgi na dziecko). Podstawową wadą tych systemów jest mała skuteczność. I to dlatego właśnie powinny być natychmiast zmienione.
System społecznego wsparcia powinien trafiać do ludzi, którzy naprawdę potrzebują pomocy. Powinien promować tych, którzy mimo trudnej sytuacji starają się o pracę, a nie na przykład tkwią w karłowatych gospodarstwach rolnych. Zamiast ulgi na Internet (która przysługuje wszystkim bez względu na dochody) powinno się budować bezpłatny dostęp do sieci tam, gdzie nie opłaca się tego robić firmom komercyjnym.
Rzecz jasna wszystkie te działania oznaczają oszczędności. Ale żeby plan reform miał sens, trzeba trzymać w ryzach inne wydatki (np. na biurokrację). Jeżeli premier Tusk rzeczywiście zdobędzie się na odwagę, ma szansę przejść do historii.
Problemem może być tu jednak skala i tempo zapowiadanych reform. Wiele wskazuje też na to, że zmiany, które premier ogłosi w piątek, są efektem nie tyle rzeczywistej chęci reformowania, ile rozmiarem ubytków w przychodach oraz palącą potrzebą poprawy wizerunku państwa u zachodnich inwestorów kupujących polskie obligacje skarbowe.
Warto pamiętać, że skutkiem braku reform finansów publicznych jest bardzo wysoki dług publiczny. Jeśli wybuchnie światowy kryzys, to błyskawicznie przebije on limity 55 i 60 proc. PKB. Dlatego już dziś musimy być gotowi na radykalne zmniejszenie deficytu. Zmiany rozpoczęte zbyt późno niewiele dadzą. Jeśli reformy będą zbyt skromne, szybko okaże się, że jedyną metodą walki z kryzysem będzie usunięcie z ustaw i konstytucji limitów długu po to, abyśmy mogli spokojnie się zadłużać. Aż osiągniemy poziom Grecji.
Źródło: ekonomia24
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA