fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Polityka

Studium próżności Piotra Misztala

Fotorzepa, Marian Zubrzycki
Fortuny szacowanej na 60 mln zł Piotr Misztal dorobił się w USA. Chwalił się, że pierwsze poważne pieniądze zarobił, prowadząc w Nowym Jorku firmę sprzątającą. Majątek nie zaspokajał jednak jego próżności.
Chciał być znany i podziwiany, więc przed dwoma laty kupił sobie pierwsze miejsce na liście kandydatów do Sejmu z Samoobrony i został parlamentarzystą. Na polityce się nie znał, ale wszyscy zwracali się do niego per „panie pośle”, a on przyjmował fotoreporterów, którzy zaglądali do jego barku, sypialni i łazienki.
W TVN chwalił się, że pod natryskiem ma dużo miejsca. – Lubię luz, tutaj można spokojnie w dwie osoby… figlować – żartował. Pokazywał złoty łańcuch ważący chyba pół kilograma. – Kiedyś więcej chodziłem bardziej na sportowo, to nosiłem. Jestem bardzo za złotem – dodał, prezentując sygnet i zegarek.
„No to się nazywa skromny człowiek” – skomentował na forum Tauruss, a inni internauci prześcigali się w złośliwościach. Zadzioras: „Do tego łańcucha pewnie ma złoty kij bejsbolowy”. Quote: „A że Pan poseł zamienił dresy na garnitur i złote bransoletki… cóż, przynajmniej jest wesoło”. Misztal chętnie opowiadał o swoich samochodach: hummerze z 6-litrowym silnikiem spalającym 35 litrów benzyny na 100 km oraz nowym cacku – maybachu (550 koni mechanicznych), którego kupił za okrągły milion zł. Z detektywem i byłym posłem Samoobrony Krzysztofem Rutkowskim założył się, że wygra wyścig na dystansie 2 km. Obaj próbowali się przechytrzyć. Rutkowski zamiast bmw z serii 6., którym szpanował na co dzień, chciał ściągnąć dogde’a, a Misztal zamierzał podrasować silnik maybacha do 1100 koni, żeby setkę osiągnąć w 2,5 sekundy. Nie mogli otrzymać zgody na zamknięcie drogi na organizację wyścigu, a potem zakład stał się nieaktualny, bo detektyw trafił do aresztu śledczego. Poseł Misztal z czasem przestał się kojarzyć z Sejmem, w którym bywał od święta. Zarówno jako przedstawiciel Samoobrony, jak i potem poseł niezrzeszony ani razu nie wypowiedział się, nie złożył oświadczenia i nikogo o nic nie pytał. Przez dwa lata opuścił 70 ze 105 głosowań, a ostatnią interpelację złożył 10 października 2006 r. On sam inaczej widział swoją misję jako poseł. – Pomagam ludziom, przyjąłem ich ponad 500 i rozdałem potrzebującym 130 tys. zł. Wolę w ten sposób się udzielać, zamiast mówić do pustej sali w Sejmie – tłumaczył. Na dyżur poselski do Misztala trzeba się było umawiać z sześciotygodniowym wyprzedzeniem, bo zajmował się nawet skradzionymi transformatorami na terenie ogródków działkowych w Justynowie pod Łodzią. W tegorocznych wyborach starał się o reelekcję, ale tym razem żadna z partii ludowych, z którymi rozmawiał, nie znalazła dla niego miejsca na liście do Sejmu. Już w trakcie kampanii wyborczej Misztal wiedział, że urząd skarbowy prowadzi postępowanie o wyłudzenie ok. 2 mln zł VAT przez jego firmę. Lada dzień wygasał mu immunitet, więc wyjechał do Stanów Zjednoczonych. Twierdzi, że co roku jeździ do Arizony jesienią, a teraz jego chora na raka matka wymaga szczególnej opieki. Przysłał do prokuratury dokumentację lekarską przetłumaczoną na polski. Choć zapewnia o swojej niewinności, przed wyjazdem wpłacił 1,5 mln zł, żeby zabezpieczyć ewentualne roszczenia Skarbu Państwa. – Proponowaliśmy także wpłacenie 100 tys. zł z tytułu poręczenia majątkowego, ale widocznie prokuratura woli zakuć w kajdanki mojego klienta w obecności kamer telewizyjnych – mówi mecenas Michał Gąsecki. Jeśli były poseł wyląduje w Polsce, czeka na niego prycza w areszcie śledczym. – Na złość prokuraturze wrócę do kraju 21 stycznia – oświadcza Misztal, który wprawdzie stracił mandat parlamentarny i może stracić wolność, ale wciąż znajduje się w centrum uwagi, bo za pośrednictwem mediów polemizuje z prokuraturą przez ocean. masz pytanie, wyślij e-mail do autora m.goss@rp.pl
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA