fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Film

Buddyzm z bliska

Rzeczpospolita
Tybet. Trylogia buddyjska” to arcydzieło – intymna podróż w świat tybetańskiej filozofii i życia mnichów. Nikt inny nie pokazał go z taką uczciwością
Ten film nie mógłby powstać teraz. Graham Coleman kręcił go w 1977 r., gdy Dalajlama nie był postacią powszechnie znaną, a moda na buddyzm na Zachodzie miała dopiero wybuchnąć. Brytyjczyk, który urodził się w egipskim Luksorze i był zafascynowany starymi kulturami, poznał Dalajlamę w połowie lat 70., w jego oficjalnej siedzibie – Dharamsali. Duchowny obiecał mu wsparcie przy kręceniu dokumentu.
Dziś Dharamsala, położona u stóp indyjskich Himalajów, jest jednym z najbardziej skomercjalizowanych i najmodniejszych wśród zachodnich turystów miejsc w Indiach. W wąskich uliczkach łatwiej spotkać Europejczyków niż buddyjskich mnichów, choć mają tu swoje klasztory, świątynie i szkoły. A także muzeum, w którym można prześledzić dramatyczną historię tybetańskich uchodźców.
Ale to głodni pseudoduchowych przeżyć turyści zapełniają zeuropeizowane restauracje i opowiadają, jak to cały dzień spędzili na nauce medytacji, posilając się tylko jedną miseczką ryżu. Po czym zajadają pizzę i spaghetti bolonese wprowadzone do menu specjalnie dla nich. A po kolacji idą do kina, w którym można obejrzeć pirackie kopie nowych hollywoodzkich przebojów.
Te niezwykłe przeżycia relacjonują przyjaciołom, korzystając z kafejek internetowych, które nigdzie w Indiach nie są tak drogie jak tu. Jednak Coleman zjawił się w Dharamsali 30 lat temu, a film nakręcił z najszczerszą intencją i z szacunkiem dla świata, do którego został, w drodze wyjątku, wpuszczony z kamerą. Filmowiec pokazuje codzienne życie mnichów w klasztorach i uniwersytetach w Indiach, rejestruje ceremonie i medytacje. Premiera odbyła się w 1979 r. Teraz na ekrany trafia film na nowo zmontowany i wzbogacony o nowe sceny.
Unikatowy dokument nie powstał jako podręcznik buddyzmu dla niezorientowanych, nie jest też całkowicie hermetyczny. To jednak film trudny i wymagający skupienia. Pierwsza część prezentuje sytuację Tybetańczyków – ich wygnanie i wysiłek, by ciągłość wielowiekowej kultury nie została przerwana. Druga to niezwykła okazja, by towarzyszyć mnichom w przygotowaniach do obrzędu związanego z Tarą – Wyzwolicielką, bóstwem uosabiającym współczucie. Oglądamy modły i poprzedzającą je budowę posągu, a później jego spalenie. Bliskie kadry i to, że nie zakłóca ich żaden komentarz, gwarantuje, że poznajemy świat buddyzmu bez przeinaczeń.
Ale nie jesteśmy pozostawieni samym sobie, wyświetlają się napisy – tłumaczenia tekstów modlitw i opisy poszczególnych etapów obrzędu. Ci, którzy o buddyzmie wiedzą niewiele, mogą odczuwać zniecierpliwienie i zagubienie, bo film Colemana bada tybetańską filozofię naprawdę głęboko. Jednak warto wytrwać do końca. Trzecia część pokazuje relacje mnichów z rzeczywistością zewnętrzną, a świat jako fizyczny przejaw istnienia, który może przesłaniać prawdę, ale może też prowadzić do jej zrozumienia. Są tu piękne pejzaże otoczonej polami wioski, do której mnisi schodzą na wieść o śmierci pewnego mężczyzny. To najbardziej fascynujący fragment – ukazuje śmierć jako uwolnienie, przejście, kontakt z prawdą.
Dla laików ogromna część trylogii pozostanie tajemnicą. Ale już same zdjęcia, rytm i nieagresywny sposób, w jaki nakręcono film , współgrają z tybetańskim widzeniem świata, a więc wiele o nim mówią.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA