fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Styl życia

Selekcja w warszawskich klubach - czy zgodna z prawem?

Urzędnicy chcą, by do klubów w miejskich lokalach wszedł każdy, kto spełnia jasno podane kryteria
Fotorzepa, Robert Gardziński Robert Gardziński
Ograniczenie selekcji w klubach, które funkcjonują w lokalach miejskich, jest zgodne z prawem – wynika z ekspertyzy prawnej, którą dysponuje stołeczny ratusz. Wprowadzanie nowych zapisów wkrótce się zacznie. Czy mają sens, czy da się je wyegzekwować?
Urzędnicy powołują się na ekspertyzę, jaką przygotował dla nich dr Adam Bodnar z Zakładu Praw Człowieka Uniwersytetu Warszawskiego. Chodzi o proponowany przez ratusz zakaz dyskryminowania klientów m.in. ze względu na  kolor skóry, płeć czy wiek, co – jak twierdzą organizacje pozarządowe – zdarza się w klubach.
Urzędnicy chcą to zmienić, jednak nie mają wpływu na to, co dzieje się w prywatnych klubach. Mogą decydować tylko o warunkach wynajmu miejskich lokali na kluby.
Wprowadzą więc zapis antydyskryminacyjny we wszystkich nowych umowach, jakie będą podpisywać z właścicielami klubów, oraz w przedłużeniach tych, które się skończą. Doktor Bodnar uznał, że taki pomysł nie łamie żadnych przepisów prawa. Oznacza to, że selekcjonerzy nie będą już mogli wpuszczać ludzi do klubu wedle własnego uznania, lecz muszą stworzyć jasne zasady, według których będą oceniać gości. Powinny się one znaleźć np. na stronie internetowej klubu .

Diabeł tkwi w szczegółach

– Pojawia się jednak problem, jak to wyegzekwować –mówi Anna Fomicz z miejskiego Centrum Komunikacji Społecznej. – Nie możemy wysłać na kontrole urzędników, bo urząd jest stroną umowy. Będziemy więc musieli prawdopodobnie zlecić to zewnętrznym instytucjom. Urzędnicy będą mieli jeszcze jeden orzech do zgryzienia: w jaki sposób sprawdzać, czy klub nie dyskryminuje klientów i w którym momencie karać za to właściciela. Czy po dwóch czy kilku ostrzeżeniach, a może dopiero po wyroku sądu, który potwierdzi akt dyskryminacji?
Problem polega na tym, że taki zapis mógłby być nadużywany przez grupy osób, które w klubach widziane są niechętnie – osiedlowych „cwaniaków", blokersów i stałych bywalców siłowni w skórach i dresach. Jak twierdzą właściciele klubów, lepiej od razu zamknąć lokal, niż odpowiadać za awantury, które tam będą wszczynane.

Selekcja cenowa

Nie dziwi więc, że nowe przepisy są im nie na rękę. – Jeśli urząd wprowadzi taki paragraf, na pewno znajdziemy sposób, by selekcja pozostała, choć być może w innym wymiarze – mówi właściciel klubu Enklawa Marcin Twardowski.  – Jednym z takich pomysłów jest choćby kilkakrotne podniesienie cen, również za wstęp. Wówczas przychodzić będą tylko ci, którzy naprawdę chcą się pobawić.
Problemem może być też to, że selekcjonera bardzo łatwo posądzić o dyskryminację.
– Nam zarzucono dyskryminację, ponieważ nie wpuściliśmy osoby o innym kolorze skóry – mówi Tomasz Dudek z Mono Baru. – Chodziło tylko o to, że była ubrana w białą koszulę i spodnie w kant, gdy do nas przychodzą ludzie w bluzach z kapturami i sportowych butach. Po prostu źle wybrała rodzaj klubu. Do koloru skóry nic nie mamy, przecież koncertują u nas ciemnoskórzy artyści, np. hiphopowy De La Soul.
W związku z tym, że problematyka dyskryminacji jest w Polsce mało znana, urzędnicy planują stworzyć dla pracowników klubów szkolenia. Nie wiadomo jednak, czy właściciele klubów będą chcieli z nich skorzystać. Do okrągłego stołu nt. selekcji, który od marca ma ustalić wspólne zasady selekcji warszawskich klubów, zasiedli przedstawiciele tylko jednego z kilkudziesięciu klubów działających w miejskich lokalach.
Powiedzieli
dr Kinga Wysieńska, Instytut Spraw Publicznych
Zapis, który proponuje ratusz, ma przeciwdziałać różnicowaniu ludzi ze względu na cechy, które od nich nie zależą i należą do cech tzw. prawnie chronionych, np. płeć, wiek, kolor skóry, orientacja seksualna czy niepełnosprawność. Nie można przecież powiedzieć, że osoba o innym kolorze skóry będzie bawiła się gorzej niż inni albo kierować się uprzedzeniami co do pewnych cech fizycznych. Przykładowo barczysty mężczyzna, który chce wejść do klubu, nie musi być gangsterem – może to być lekarz, który nie skrzywdzi nawet muchy. Rozumiem, że właściciel musi dbać o bezpieczeństwo, ale są inne sposoby, by je zapewnić. Przykładowo ludziom, którzy muszą w nocy przejść przez park, zapewnia się je poprzez latarnie, kamery czy patrole policji, a nie przez zamknięcie bramy przed barczystymi mężczyznami czy osobami o innym kolorze skóry niż biały.
Marcin Twardowski, właściciel klubu Enklawa
To właściciel klubu powinien decydować, jakie osoby mogą wejść do jego lokalu. Podobnie jak do domu nie zapraszamy każdego, tak i do klubu wstęp powinien być tylko dla ludzi, co do których wyglądu i zachowania nie mamy zastrzeżeń. Urzędnicy chcą zmusić nas do wpuszczania ludzi, nie biorąc żadnej odpowiedzialności za ich zachowanie. Jeśli chodzi o zapisy przeciw dyskryminacji, to jestem jak najbardziej „za" – u nas na rasistowskie czy seksistowskie zachowania nie ma miejsca. Obawiamy się jednak ich nadużywania. Jeśli zdarzy się, że na podstawie tych zapisów wejdzie do klubu grupa ludzi, a potem np. zdemoluje wnętrze, to od kogo będę mógł domagać się odszkodowania? Ratusz raczej nie zapłaci. Dlaczego więc to urzędnicy mają decydować, kto może być gościem klubu, a więc de facto jaki klimat będzie w środku? Tym bardziej że przecież my nie bierzemy od ratusza dotacji, lecz jedynie wynajmujemy miejsce, płacąc normalne stawki.
Tomasz Dudek, dyrektor artystyczny Mono Baru
Kluby prowadzone są w taki sposób, by trafić do określonej grupy ludzi. Przykładowo jeśli właściciel uzna, że wszyscy mają ubrać się na zielono, trudno się dziwić, że nie wpuści osoby w czerwonej koszuli. Często nie wynika to z własnego widzimisię, lecz z troski o bezpieczeństwo. Okazuje się bowiem, że jeśli jakaś podobna do siebie grupa ludzi bawi się wspólnie, rzadko kiedy dochodzi do awantur. Ale jeśli już znajdą się koło siebie dwie grupy, np. hip-hopowców i „krawaciarzy", ryzyko agresji jest już większe. Warto też zauważyć, że sama selekcja już się zmieniła. Nie ma już wulgarnych, obrażających ludzi „bramkarzy". Kluby starają się wpuszczać wszystkich, którzy spełniają określone wymagania. Tym bardziej że coraz mniej osób w Warszawie do nich przychodzi. Z powodu straty klientów wciąż upadają kolejne kluby i na ich miejscu powstają następne. Jeśli przesadzą z selekcją, podzielą los poprzedników.
Źródło: Życie Warszawy
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA