fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Literatura

Dallas ‘63 – powieść Stephena Kinga o zamachu na JFK. Recenzja

materiały prasowe
W „Dallas ,63” rozprawia się z teoriami spiskowymi na temat zabójstwa JFK, wykorzystując motyw podróży w czasie
Od kilkunastu miesięcy 64-letni pisarz udowadnia, że jest kimś więcej niż tylko królem horroru. W wydanym niedawno zbiorze opowiadań „Czarna bezgwiezdna noc" pokazał, co skłania przeciętnego człowieka do  przemocy. Zobacz na Empik.rp.pl
Teraz na niemal 900 stronach nowej powieści stworzył obraz Ameryki przełomu lat 50. i 60. XX w. „Nikt nie bał się globalnego ocieplenia ani zamachowców samobójców wlatujących porwanymi samolotami w drapacze chmur" – pisze. „Powietrze prawie wszędzie pachniało niewiarygodnie słodko. Niewiarygodnie świeżo" – dodaje. To era wczesnego rock and rolla i krążowników szos. Można się zachłysnąć wolnością.

Miasto nienawiści

Zwłaszcza, że w „Dallas ,63", bohater – nauczyciel Jake Epping z prowincjonalnego Lisbon Falls, swobodnie przemieszcza się między epokami. W 2011 r. odkrywa portal prowadzący do 1958 r. W przeszłość można podróżować dowolną ilość razy. Tyle że każda kolejna wyprawa do 1958 r. kasuje efekty poprzedniej, a na dodatek przeszłość nie poddaje się łatwo zmianom.
Mimo to Jake zamierza zmienić historię, powstrzymując zamach na prezydenta Johna Fitzgeralda Kennedy'ego podczas jego przejazdu ulicami Dallas w 1963 r. Może dzięki temu Robert – brat JFK – nie zostanie zamordowany pięć lat później? I nie dojdzie do eskalacji konfliktu w Wietnamie? Jest tylko jeden sposób, żeby to sprawdzić – powstrzymać Harveya Lee Oswalda, który 22 listopada trzy razy strzelił w Dallas do prezydenta.
Zanim nastąpi ostateczna konfrontacja, Jake spróbuje jeszcze ocalić kilka innych, bliskich mu osób. Przeżyje również wielką miłość. Ale każdy kolejny rok spędzony w Ameryce sprzed niemal półwiecza uświadamia mu, że niewinność Stanów sprzed zamachu na JFK to mit.
King mistrzowsko sportretował amerykańską prowincję. Sam od lat mieszka w niewielkim Bangor w stanie Maine, więc dobrze poznał małomiasteczkową mentalność oraz klimat. W „Dallas ,63" opisuje m.in. miejsca tak urokliwe jak małe Jodie w Teksasie i przeciwstawia mu zapyziałe Derry, gdzie najbardziej szanowani mieszkańcy okazują się bestiami w ludzkiej skórze. Rasizm jest tu równie naturalny jak gęsty dym papierosowy spowijający knajpy, w których przesiaduje bohater.
Najbardziej jednak odpycha wielkie Dallas. King pisze w posłowiu, że kiedy na lotnisku wylądował Kennedy, miasto było siedliskiem nienawiści: „Flagi Konfederacji wisiały właściwą stroną do góry; flagi amerykańskie wisiały odwrócone. Niektórzy gapie na lotnisku trzymali transparenty: »Pomóż JFK wykorzenić demokrację«".
Siłą powieści jest nie tylko zderzenie sentymentalnego tonu z gwałtownymi wybuchami agresji, ale przede wszystkim zręczność Kinga w prowadzeniu narracji. Punkt wyjścia stanowi oklepany pomysł z literatury science fiction, który jednak płynnie rozwija się w mocny thriller z domieszką klasycznego melodramatu.

Lalusiowaty uśmieszek

Nic dziwnego, że King zasłużył u amerykańskich krytyków na miano sztukmistrza. Trzeba bowiem zdolności prestidigitatora, by stworzyć z takiego miszmaszu wiarygodną fabułę. Jej największą zaletą jest obalenie teorii spiskowych na temat zamachu. U Kinga – zgodnie z ustaleniami słynnej komisji Warrena – Oswald działał sam. Był po prostu socjopatą o niskim poczuciu wartości, chcącym pokazać światu, co z niego za „gość". Mały człowieczek – podsumowuje King.
Chciał napisać tę powieść już w 1972 r., ale rana po śmierci JFK była dla Amerykanów zbyt świeża. Publikując ją teraz, znowu trafił w czuły punkt. W powieści Oswaldowi nie schodzi z twarzy lalusiowaty uśmieszek. Taki sam miał Anders Breivik, sprawca masakry w Oslo i na wyspie Utoya.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA