fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Muzyka

Mistrz laserowej harfy

fot. Christine Ferreira
__Archiwum__
Po fenomenalnie przyjętych, całkowicie wyprzedanych zeszłorocznych koncertach, Jean-Michel Jarre powraca do Polski z nowym programem
Jarre powiedział, że będą to najbardziej spektakularne koncerty w całej jego karierze. W jednym show połączy najnowsze osiągnięcia w dziedzinie technologii dźwięku, oświetlenia oraz efektów specjalnych.
– Chcę, aby ludzie zobaczyli moją muzykę – mówi francuski artysta. – Nie przekazuję w słowach żadnej opowieści, pragnę tylko, aby fani zatopili się w zmysłowym doświadczeniu i pozwolili się zabrać w podróż swojej wyobraźni – dokądkolwiek ich ona powiedzie.
Jak zwykle, szczegóły produkcji owianą są tajemnicą, wiadomo już jednak, że Jarre zagra utwory ze swoich najważniejszych albumów, a wykona je przy użyciu oryginalnych analogowych syntezatorów oraz legendarnej laserowej harfy.
Jean-Michel Jarre nie schodzi z list przebojów od czasu wydania albumu „Oxygene" w 1976 r. Płytę kupiło ponad 18 mln nabywców. Kolosalny sukces odniosły również następne – „Equinoxe", „Magnetic Fields", „Zoolook", „Rendez- Vous" czy „Waiting for Cousteau".
Artysta kilkakrotnie ustanawiał rekordy Guinnessa pod względem liczby zgromadzonych fanów. W 1997 r., moskiewski występ Jarre'a zgromadził 3,5 mln ludzi. Uwielbia wykorzystywać jako naturalną scenografię koncertów architekturę miast. W 1979 r. na występ zorganizowany w dniu narodowego święta na paryskim placu Concorde przybyło około miliona słuchaczy. W 1986 r. w Houston, w siedzibie NASA, na cześć lotów kosmicznych zagrał dla blisko 1,5 miliona widzów suitę „Rendez-Vous". 800-tysięczną publiczność miał też koncert w Lyonie dedykowany Janowi Pawłowi II.
Do największych plenerowych widowisk zaliczają się również koncerty w londyńskich dokach (1988) i uświetniający dwóchsetlecie wybuchu rewolucji francuskiej (1990) występ w nowoczesnej dzielnicy Paryża La Defence, którego widownia przekroczyła 2 mln widzów. A w 2005 r. dał niezapomniany koncert „Przestrzeń wolności" na terenie Stoczni Gdańskiej, dla upamiętnienia 25. rocznicy powstania „Solidarności".
Co ciekawe, chociaż jest uważany za ojca „muzyki elektronicznej", nie lubi tego terminu.
– Brzmi dla mnie jak synonim muzycznego getta – powiedział. – Moim zdaniem nie można mówić o muzyce elektronicznej, bo jej nie ma. Jest tylko muzyka wykonywana na instrumentach elektronicznych. Muzyka, która z ducha byłaby elektroniczna, byłaby zagrożeniem dla człowieczeństwa. Nie ma mowy, by interesowało mnie coś podobnego. Kiedy głębiej zastanowię się nad swoimi kompozycjami, chcę określić ich istotę, umieścić w historii – wtedy dochodzę do wniosku, że japońscy i chińscy muzycy, którzy komponowali przed 2 tysiącami lat, wyrażali podobne uczucia i emocje jak ja. Mimo upływu czasu nic się pod tym względem nie zmieniło. Poza instrumentami. Kiedyś komponowano na flet, bębny – ja komponuję na syntezatory i urządzenia komputerowe.
Jean-Michel Jarre podkreśla, że wybór syntezatorów wiąże się ze świadomym odejściem od klasycznego instrumentarium.
– Nie mogłem stworzyć wyraziście indywidualnego stylu, grając na skrzypcach, pianinie, trąbce. Kiedy zaczynałem komponować swoją muzykę – te instrumenty miały już swoich mistrzów, wielowiekową tradycję, którą trudno zlekceważyć. A i przezwyciężyć trudno. Syntezatory dawały możliwość stworzenia własnego stylu.
Dzięki nim mogłem spełnić swoje marzenia. Chcę podkreślić, że nie interesuje mnie brzmienie syntezatora, który naśladuje skrzypce. Gram na syntezatorach, ponieważ chcę stworzyć inne muzyczne wrażenie, którego na skrzypcach czy fortepianie osiągnąć się nie da.
Bardzo często w nagraniach Jeana-Michela Jarre'a mieszają się współczesność, nowoczesność instrumentarium i aranżacji z tradycyjnymi motywami. Eksperymentem, który tego dowodzi, jest wydany w 1984 r. album „Zoolook", w nagraniu wzięli udział Laurie Anderson, Adrian Belew i Marcus Miller. Jego tworzywem były wprowadzone do pamięci syntezatora słowa kilkudziesięciu języków z wszystkich części świata. Takie były korzenie modnej obecnie muzyki etnicznej.
– Przy okazji pracy nad wideoklipem do albumu „Zoolook" przydarzyła się mi się taka historia – opowiada Jarre. – Pracowałem z komputerowym wideo, sprzętem bardzo skomplikowanym pod względem technicznym, a rejestrowałem archaiczne dźwięki Aborygenów. Właściwie nie dźwięki, nie muzykę, ale ich język. Idea była taka, żeby skonfrontować prehistoryczną kulturę z supernowoczesną technologią zapisu.
Drugą młodość przyniosła Jeanowi-Michelowi Jarre'owi muzyka techno. Uważany jest ze jej ojca chrzestnego.
– Byłem szczerze rozbawiony, gdy usłyszałem o tym. Po pewnym czasie zrozumiałem istotę metafory. Przecież używam analogowych syntezatorów, które zdominowały ostatnio instrumentarium najbardziej liczących się muzyków sceny techno. Jestem też autorem wielu technik gry znajdujących u nich ogromne zastosowanie. Podobnie wykorzystują moje doświadczenia w kreowaniu wizualnej części koncertów.
Wszystkie te rzeczy sprawiają, że krytyka może łączyć moje nazwisko z wykonawcami techno, takimi jak choćby The Orb. A ja przekonałem się, że rave to obecnie największe osiągnięciem w dziedzinie muzycznej i scenicznej ekspresji. Mam stały kontakt z jego twórcami. Przestałem się dziwić porównaniom, już mnie nie bawią, traktuje je serio, nie ukrywam radości z ich powodu.
 
Jean-Michel Jarre wystąpi:
13.11.11 — Katowice, Spodek
14.11.11 — Warszawa, Torwar
15.11.11 — Bydgoszcz,
hala Łuczniczka
Otwarcie bram o godz. 18.30, początek o godz. 20.00.
Bilety: www.metalopolis.pl, www.ticketpro.pl
www.eventim.pl
www.ebilet.pl
www.ticketportal.pl
www.kupbilet.pl
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA