fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Kraj

PO po wyborach: trudne czasy dla Schetyny i jego grupy

Grzegorz Schetyna (na zdjęciu w marcu) nie będzie już marszałkiem Sejmu. Czy wejdzie do rządu?
Fotorzepa
Jędrzej Bielecki
Grupa marszałka Sejmu przechodzi w stan hibernacji
Nie zakończyły się jeszcze rozliczenia w PO. Cała partia patrzy na Donalda Tuska i jego dalsze ruchy. – Wyborcy poturbowali Cezarego Grabarczyka, więc dla równowagi Donald poturbował Schetynę – opisuje dotychczasowy przebieg wydarzeń polityk bliski Tuskowi. Chodzi o słaby wynik ministra infrastruktury w wyborach i o decyzję szefa partii, że nowym marszałkiem Sejmu będzie jego zaufana współpracowniczka Ewa Kopacz.
– Czekamy teraz, czy Tusk zechce tylko osłabić Schetynę czy całkowicie go zniszczyć – mówi współpracownik dotychczasowego marszałka. Bo „zniszczenie" Schetyny będzie oznaczało rozbicie jego całkiem licznej frakcji.
Testem dla „GS-u" – jak złośliwi określają grupę Grzegorza Schetyny – będzie oferta ze strony Tuska. Wiadomo, że premier chce mieć Schetynę blisko siebie. Powody są oczywiste: kontrola, zawalenie pracą, tak by nie miał czasu na budowanie samodzielnej pozycji, oraz wykorzystanie niewątpliwych talentów organizatorskich Schetyny. Ale nie wiadomo, czy oferta objęcia któregoś z ministerstw będzie łączyła się z teką wicepremiera. Jeśli nie – jak twierdzą nasi rozmówcy – będzie to znak, że Tusk chce całkiem wypchnąć Schetynę z partii. W takiej sytuacji nie jest wykluczone, że marszałek nie wejdzie do rządu. Będzie formalnie szarym posłem, w praktyce liderem niezadowolnych. I w ostatnich ławach poselskich będzie czekać na lepsze czasy.
Otwarta cały czas pozostaje kwestia szefostwa Klubu PO. Na środowym posiedzeniu zarządu partii Tusk dziękował wylewnie dotychczasowemu szefowi Tomaszowi Tomczykiewiczowi za jego pracę. Forma podziękowań nie pozostawiała wątpliwości: wszystko było powiedziane w czasie przeszłym i w trybie dokonanym.
Do mediów przeciekła informacja, że nowym szefem będzie Waldy Dzikowski. To doświadczony parlamentarzysta. Ale jego nominacja byłaby ogromnym upokorzeniem dla grupy Schetyny, zwłaszcza Rafała Grupińskiego, który z Dzikowskim od lat prowadzi zaciętą rywalizację w Wielkopolsce. Byłby to kolejny sygnał, że „GS" czekają bardzo ciężkie czasy.
Dzikowski to kandydatura „spółdzielni" Grabarczyka, ale nie pomysł Tuska. Została mu przedstawiona przez ministra infrastruktury przed ostatnim posiedzeniem zarządu PO. – Skończy się tak, że Donald przyjdzie na posiedzenie klubu i rzuci nazwisko, które wszystkich zaskoczy – mówi ważny polityk Platformy. Dodaje, że można być pewnym, iż lider partii „przemebluje" prezydium klubu. Dziś bowiem przewodniczący i większość jego zastępców to ludzie związani ze Schetyną.
Na giełdzie nazwisk są też inne typy. Wspominany był Grabarczyk (dziś jednak coraz rzadziej). Także poseł Sławomir Rybicki. On jednak jako członek „GS-u" ma raczej nikłe szanse. Stanowczo dementuje pogłoski o swojej kandydaturze prezydencki minister Sławomir Nowak. W tej sytuacji posłowie PO przeglądają listę członków klubu pod kątem ich wyników w wyborach, wykluczając jednocześnie osoby pełniące funkcje ministerialne. Oprócz Dzikowskiego osobą pasującą do tej kategorii jest Małgorzata Kidawa-Błońska. Cieszy się opinią polityka sprawnego, jest blisko Tuska, a na dodatek nominację dla niej – tak jak w przypadku wskazania dla Ewy Kopacz – będzie można przedstawić jako znaczące wydarzenie: pierwsza kobieta szefem Klubu PO.
Nagłaśnianie kandydatur na szefa klubu może mieć drugie dno. Obie grupy mogą kalkulować, że w przypadku gdy nie uzyskają tego stanowiska, dostaną jakieś zadośćuczynienie. Stąd „spółdzielnia" oskarża „GS", że promuje Rybickiego jako kandydata na szefa klubu, by w istocie obsadzić nim fotel wicemarszałka Sejmu. A „GS" oskarża „spółdzielnię", że wystawia Dzikowskiego, aby zapewnić wicemarszałkowski fotel Grabarczykowi. – Sądzę, że Tusk będzie równoważył. Gdy zobaczy, że jedni są zbyt mocni, da coś tym drugim – ocenia jeden z rozmówców „Rz".
Politycy z kręgu Schetyny nie są tego pewni. Podejrzewają Tuska o najgorsze, czyli nawet o chęć wyrzucenia ich z PO. – Jeśli będą lojalni, nic im się nie stanie – odpowiadają politycy z konkurencyjnej frakcji. Ale niezależnie od intencji Tuska osłabienie grupy Schetyny ośmiela innych działaczy do przejmowania obszarów, którymi dotąd rządzili ludzie marszałka. Pierwszą ofiarą oddolnych rozgrywek może się stać Andrzej Halicki, który kierował w Sejmie prestiżową Komisją Spraw Zagranicznych. Kilku chętnych jako powód podnosi to, że w wyborach miał gorszy wynik niż startujący w tym samym okręgu z listy PO, ale z gorszego miejsca, były szef MSZ Dariusz Rosati.
masz pytanie, wyślij e-mail do autora
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA